.date-outer {text-indent: 1cm; text-align: justify;} h3.post-title {text-indent: 0,5cm;} h2.date-header {text-indent: 0,5cm;} do post{
Szablon stworzony przez Arianę | Technologia Blogger

13 kwi 2018

ROZDZIAŁ #22


Promienie słońca, które wdzierały się przez okno w pokoju Hinaty, muskały ją i jej partnera. Leżeli otuleni kołdrą, zupełnie nadzy, zwróceni do siebie spojrzeniami i milczeli. To była przyjemna chwila, w której wspomnienia tlące się w ich głowach dotyczyły ubiegłej nocy. Nocy, którą spędzili razem. Naruto przesunął dłonią po policzku swojej ukochanej — był gładki, podobnie jak całe jej ciało. A sprawdził to bardzo dokładnie. Nachylił się, by ponownie pocałować Hinatę, a następnie ujął jej dłoń. 
- Jesteś taka śliczna, słoneczko.
- Zawstydzasz mnie, kiedy tak mówisz... - Zarumieniła się. 
- Kocham cię. - Ucałował wierzch jej dłoni. 
- Ja ciebie też bardzo kocham. Dziękuję za tę noc, było wspaniale. 
- Ależ proszę bardzo. Stówka się należy. - Spoważniał, wyciągając do niej rękę. Hinata uniosła brew w politowaniu. - Żartuję! Za takie rzeczy się nie dziękuje, głupia. 
- Sam jesteś głupi. I bardzo nisko się cenisz. – Stwierdziła, puszczając mu oczko. – Dziękowałam, bo nie wiem jak się zachować.
- Och, jesteś taka urocza! - Wyszczerzył się Naruto. - Wprowadzę cię. Ekhm. Z rana można zrobić to jeszcze raz albo zrobić ukochanemu śniadanie, ALBO się wykąpać. - Spojrzał na nią, znacząco poruszając brwiami. 
- W porządku. Więc się wykąp, a ja zrobię ci śniadanie. 
- Miałem na myśli wspólną kąpiel... 
- Ach... Och...! - Hinata się zarumieniła, ściskając pościel w okolicach piersi. - Przepraszam... Trochę się wstydzę... 
- Co...? 
- No bo... Zobaczysz mnie nagą... - Naruto się zaśmiał wobec tego argumentu.
- W nocy ci to nie przeszkadzało. 
- Ponieważ... Ponieważ było ciemno. 
- Hinato... - mruknął z uśmiechem, wpijając się w jej usta, a jednocześnie ją okraczając. - jesteś.... - mówił w przerwach między pocałunkami. - cholernie... Cholernie urocza. - w następnej chwili pociągnął dziewczynę za sobą do pozycji siedzącej. - I piękna. 
Hinata uśmiechnęła się lekko. Położyła ręce na jego torsie, powoli prześlizgując się rękoma po ciele Naruto i obejmując jego szyję. 
- A tobie jak było? 
- Nawet nie wiem, które słowo może to określić. - Naruto z uśmiechem zaczął składać na jej twarzy i ciele pocałunki. - Dobrze...? Bardzo dobrze...? Wspaniale...? Cudownie... Przyjemnie... Rozkosznie... Zajebiście. 
- Dobra, wystarczy. - Zachichotała Hinata. 
- Fajnie, że byłem twoim pierwszym. Znaczy się, to nie ma znaczenia, ale... Fajnie. - Podsumował z zakłopotaniem. 
- Rozumiem... Ja nie byłam twoją pierwszą, ale mam nadzieję, że będę ostatnią. 
- Spoko, już postanowiłem, że jeśli moja przyszłość nie będzie z tobą, to idę do sanktuarium...? 
- Sanktuarium...? A po co? 
- Zostanę jakimś mnichem czy coś. - odpowiedział, a Hinata parsknęła śmiechem. - Nie śmiej się, mówię poważnie! 
- Naruto, chodzi ci o seminarium. Seminarium kapłańskie. 
Naruto natychmiast wykonał na swoim czole facepalma. Już drugi raz pomylił te słowa, dlaczego są do siebie tak podobne? W tej też chwili do Hinaty zadzwoniła Rin. Mężczyzna nie chcąc przeszkadzać ukochanej w prowadzeniu konwersacji, poszedł w tym czasie wziąć prysznic, sam. Uprzednio cmoknął partnerkę w policzek i rzucił szeptem miłą propozycję.
- Jak zmienisz zdanie, to możesz dołączyć. – Zarumieniła się. Dopiero kiedy Naruto zniknął za drzwiami łazienki, przypomniała sobie o oddychaniu.
Po chwili odebrała połączenie.
- Słucham?
- Witaj Hinatko. Ja w sprawie tego mieszkania dla znajomego. Kiedy on się wprowadza?
- Za miesiąc zacznie sprowadzać wszystkie pudła, a za półtorej dotrze z rodziną. Dlaczego pytasz? Coś nie tak z mieszkaniem? – Zapytała zaniepokojona.
- Nie, spokojnie. Mają mnie odwiedzić znajomi i myślałam, czy nie mogłabym jeszcze na trochę wykorzystać tamtego mieszkania. Nie obawiaj się, nie zdemolują go.
- W porządku. Zarówno ja, jak i Menma jesteśmy ci wdzięczni za wszystko, co z tym domem związane.
- To nic takiego. Sama miałam to mieszkanie na oku, ale jest za duże… - Burknęła Rin. – No nic. Kiedy mnie odwiedzicie z Hanabi?
- Obecnie ona ma sporo na głowie, w związku z pisaniem egzaminów, ale pogadam z nią.
- W porządku. Chciałabym was z kimś poznać
- Uuu… Nie mogę się doczekać.
Po zakończeniu rozmowy Hinata rozciągnęła się dla pobudzenia. Usłyszała, jak z prysznica leci woda i z pewnością delikatnie obmywa ciało Naruto. Uśmiechnęła się do siebie, po czym powoli wygramoliła się z łóżka, zakładając po drodze stanik i majtki. Narzuciła na siebie satynowy szlafrok koloru kremowego - w idealnym momencie, ponieważ bez pukania do pokoju dziewczyny wszedł Hiashi. 
- Hinato, chciałbym... Och, wybacz. Nie sądziłem, że jeszcze nie będziesz ubrana. 
- Tato... Co tu robisz? - Zapytała Hinata. Była i zawstydzona i zdenerwowana jego obecnością. 
- Wróciłem, by... - Przerwał wypowiedź w jednej chwili. - Ktoś jest w łazience...? - Hinata się zarumieniła.
- Tak... 
- To chyba nie...? - Dziewczyna zagryzła wargi, rumieniąc się ze skrępowania. 
- Mieliście wrócić wieczorem... 
- Hina, z kim ty ro... - Naruto zastygł w bezruchu, gdy tylko wyszedł z łazienki w samych spodniach i napotkał wzrokiem Hiashiego. Zmieszał się. - Eee... Dzień dobry... Ładny mamy dzisiaj dzień! 
- Tato ja... 
- Ubierzcie się i zejdźcie do mojego gabinetu. Natychmiast! - Warknął mężczyzna, wychodząc z pokoju. 
Hinata spojrzała ze strachem w oczach na Naruto. On za to przycisnął ją do siebie, całując we włosy. Reprymendy nigdy nie były mu straszne, a tym bardziej w tych rzadkich przypadkach, kiedy absolutnie nic złego nie zrobił. Jednak lekki dreszcz, który ogarnął Hinatę, wskazywał na to, jak bardzo przejmuje się reakcją ojca. Wcale nie pochodziło to od strachu raczej od obawy przed zawiedzeniem go.

Naruto stał pośrodku gabinetu Hiashiego, u boku swojej ukochanej i wysłuchiwał ze znudzeniem wylewnych kazań jej ojca. Chciał uchodzić za poważne wsparcie, ale słuchanie tych niedorzeczności było ciężkie. Hiashi był dla córki zbyt nadopiekuńczy, szorstki i tradycjonalny. Te wszystkie cechy się ze sobą gryzły, nie pokazując jednoznacznie, jakimi uczuciami darzył córkę. Hinata brała bardzo do siebie każde jego słowo, sama nie odzywając się ani słowem. 
W rodzinie Hinaty zakazanym był seks przed zamążpójściem albo mieszkanie z mężczyzną przed ślubem i wiele innych rzeczy. Naruto westchnął ciężko, nie sądził, że to okaże się na tyle poważną sprawą. 
- Ostrzegam cię Hinato, w naszej rodzinie nie zaakceptuję nieślubnego dziecka. - Syknął Hiashi, a Hinata spuściła kolejny raz wzrok. Naruto uniósł brew. 
- Jeżeli to coś zmieni, to się zabezpieczyliśmy. Moja mama też póki co, jest przewrażliwiona na punkcie zostania babcią.
- Naruto... – Jęknęła Hinata.
- Młody człowieku, czy ty myślisz, że sobie żartuję? - Zapytał gniewnie Hiashi. 
- Nie… Po prostu chciałem rozluźnić atmosferę. Krzywda się pana córce nie stała. – Stwierdził Naruto.
- Chciałem, by była pewna swojego partnera i swojej sytuacji, zanim mu się odda. Tak ją, wraz ze zmarłą już żoną wychowywaliśmy. – Spojrzał na córkę surowo, wbiła wzrok w podłogę.
- Jasne, rozumiem. W porządku, skoro tak tata stawia sprawę... - Hiashi drgnął, słysząc jak go chłopak nazwał. - to ja nie widzę problemu. Mogę się ożenić z Hinatą choćby zaraz. 
- Co...? - mruknęła otępiała i zawstydzona Hinata. 
- No tak. Jeżeli będziesz chciała, ale pewnie chcesz. Kto by nie chciał. 
- Sądzisz, że ot tak wydam za ciebie córkę? 
- No, jak tata tego nie zrobi to ja i Hina zrobimy sobie dzidziusia i wtedy już mus będzie. - odparł luzacko Naruto. Hinata patrzyła na niego z rozchylonymi wargami. 
- I jak zamierzasz ją utrzymać? 
- Pracuję, jestem pracownikiem w jednym z oddziałów firmy mojego taty. Potem może zacznę pracę bezpośrednio u niego pracować. Pewnie nie wyglądam, ale potrafię zadbać o siebie i najbliższych.
- Istotnie, nie wyglądasz. - Powtórzył Hiashi. - Słowa nie wystarczą, bym mógł cię ot, tak wydać za moją córkę. Dla ojca nie ma cenniejszego skarbu niż jego dzieci. Nie mogę sobie pozwolić na błąd. A jak tobie się nie podobają zasady tego domu, to równie dobrze Hinato - zwrócił się do córki - możesz w tej chwili opuścić ten dom i już tu nie wracać. 
- No nie, to już chyba lekka przesada... - Burknął Naruto, spoglądając na swoją dziewczynę, bliską płaczu i wzrokiem wbitym w podłogę.
- Przesadą byłoby tolerowanie tej hańby. 
- Chwila no, Neji ma dziecko, a nie ma ślubu. 
- Neji, choć jest moim bratankiem, to nie jest moim dzieckiem. Jego życia nie kontroluję. 
- Głupie pieprzenie. 
- Naruto... Przestań... - Poprosiła Hinata. 
- Nie mogę. To jakieś chore zasady! Mógłby pan wyrzucić z domu swoją córkę tylko dlatego, że ...?! 
- Właśnie tak. Nasza rodzina ma takie zasady i nie obchodzi mnie, co o nich myślisz. Pragnę dla córki dobrego i godnego życia. 
- I ja, Naruto Uzumaki, jej właśnie takie zapewnię! Hinata ma moje słowo. 
- Przekonaj mnie.
- W porządku. Zobaczy pan, że dam radę.
- Oby. Tymczasem, chcę pomówić z Hinatą. - Hiashi zmarszczył czoło, spoglądając surowo na córkę. 
- Proszę... Proszę się na nią nie gniewać... - Podjął Naruto widząc spojrzenie mężczyzny. - Jeżeli ktoś zasługuje na baty, to ja.
- Naruto. – Wtrąciła Hinata. – Faktycznie będzie lepiej, jak już się rozstaniemy. I tak byliśmy razem dłużej, niż zakładał twój plan.
- Ale… - Zaczął Naruto, zerkając kątem oka na Hiashiego.
- Proszę.
- No dobrze… - Zgodził się przez jej spojrzenia. – Odprowadzisz mnie chociaż?
Hinata spojrzała na ojca, który kiwnął głową na zgodę. Kobieta czym prędzej wyprowadziła Naruto z gabinetu, nie chcąc kazać ojcu zbyt długo czekać. W przedpokoju czekała cierpliwie, aż Naruto włoży buty i swoją cienką kurtkę. Następnie, po wyprostowaniu się, zerknął na Hinatę. Bez zbędnych słów, a jedynie za pomocą pociągnięcia jej ręki do siebie, pozwolił sobie na pocałunek. Długi i tęskny, w końcu ją mocno objął.
- Zadzwoń, jak dojedziesz.
- Zadzwoniłbym nawet bez twojego nakazu. – Zaśmiał się Naruto, wciąż nie wypuszczając jej z uścisku. – Będę tęsknić.
- Ja też.
- Za czym najbardziej?
- Trudne pytanie. – mruknęła, zastanawiając się nad odpowiedzią. – Chyba za tymi twoimi objęciami. A ty?
- Za twoją pupą. – mruknął, w jednej chwili zsuwając dłonie z talii dziewczyny na pośladki. Ścisnął je, a Hinata wytrzeszczyła oczy i go od siebie odepchnęła. Naruto zaśmiał się z jej reakcji.
- Nie śmieszne.
- Śmieszne.
- Nieprawda.
- Prawda.
- Kocham cię. – Uśmiechnęła się szeroko Hinata. Humor Naruto był zaraźliwy, nie mogła nic z tym zrobić.
- Ja też cię kocham i przykro mi to mówić, ale o wiele bardziej. – Stwierdził, dotykając jej już dłuższych włosów. – Możesz chwilowo zrezygnować z fryzjera? Lubię dotykać twoje włosy.
- W porządku. Poczekaj tu na mnie, mam coś dla ciebie.
Naruto skinął głową i odprowadził ją wzrokiem na górę. Posprawdzał dla pewności czy ma ze sobą wszystkie kosztowności, portfel, telefon, klucz do samochodu i mieszkania. Niczego nie brakowało. Po chwili zeszła do niego Hinata trzymając ciemnobrązowe pudełeczko, owinięte czarną wstążką. Podała mu, a on od razu wziął się za rozwiązywanie.
- Czekaj. Odpakuj to, jak będziesz u siebie.
- Dlaczego?
- Nie chcę widzieć twojej miny, jeśli ci się nie spodoba. – Bąknęła zarumieniona.
- A co to jest? – Dopytał Naruto.
- Hm, mam nadzieję, że to pomoże ci troszkę na tęsknotę za mną.
Naruto się uśmiechnął i zgodził odpakować później. Hinata objęła go mocno, stając na palcach. Pierwszy raz zebrało jej się na łzy przy pożegnaniu, dlatego jedynie cmoknęła go w policzek i pogoniła do wyjścia. Zamknęła za nim drzwi i oparła o nie czoło. Westchnęła ciężko i ruszyła do ojca. Nie był w gabinecie tylko w salonie. Podeszła bliżej odczuwając ponownie skruchę.
- Tato, ja p… - Nie było dane jej dokończyć. Przerwał jej mocny, siarczysty policzek wymierzony z dłoni Hiashiego. Uderzenie było na tyle silne, że Hinata upadła na podłogę tuż przy kanapie. Łzy napłynęły jej do oczu, przyłożyła dłoń do piekącego policzka.
- Nie tak cię z matką wychowywaliśmy! Nasza rodzina ma zasady, Hinato!
- Ja wiem… Przepraszam…
- Mam nadzieję, że Naruto cię nie zawiedzie.
Po tych słowach opuścił pomieszczenie i zostawił Hinatę samą. Nie mógł na nią patrzeć, jej ból sprzed chwili to nic w porównaniu do tego, co poczuje, jeżeli Naruto się nią znudzi. Hiashi kochał swoje córki najbardziej na świecie i nie chciał ich cierpienia. Dlatego moralna etykieta w jego rodzinie miała być przestrzegana.

Kilka dni później zgodnie z informacjami otrzymanymi od Menmy, Sasuke przyjechał pod jedną z najlepszych liceów w okolicy. Do tej placówki uczęszczała Hanabi i dzisiejszego dnia pisała egzaminy maturalne. Samodzielnie zadzwonił tutaj, by poznać godzinę. Nie było to trudne, trudniejsze było odnalezienie dziewczyny. W okolicy sporo było szatynek. Ogólnie dziewczyn, które samymi spojrzeniami okazywały mu zainteresowanie, ale interesowała go tylko jedna.
- Dziewczyny. – postanowił zagadać do grupki dziewczyn. – Znacie może Hanabi Hyuugę?
- Nie. – Odezwała się jakaś blondynka. Podeszła do Sasuke i chwyciła go pod ramię. – Ale powinieneś poznać Hikari.
- A kto to jest?
- No ja! – powiedziała, trzepocząc rzęsami. Sasuke się skrzywił i uwolnił z jej uścisku.
- Nie dzięki. Interesuję mnie wyłącznie Hanabi. Wiecie gdzie ją znajdę?
- Hanabi Hyuugę? – Dopytał jakiś chłopak z bardzo jasnobrązowymi włosami. Sasuke przewrócił oczami, ile razy ma się powtarzać. Koniec końców skinął głową. – A kim jesteś?
- A co cię to obchodzi? – Zapytał nijak, a za plecami usłyszał zachwycone jęki dziewczyn.
- Jak nie powiesz, to cię do niej nie zaprowadzę.
- Hanabi, to moja dziewczyna. – Sasuke skłamał beznamiętnie. Miał nadzieje, że się nabierze i go zaprowadzi bez zbędnych pytań.
- Hanabi ma chłopaka?
- Po co miałbym kłamać?
Chłopak spojrzał na niego podejrzliwie, ale zrobił tak, jak obiecał. Prowadził starszego mężczyznę przez szkolne korytarze w tylko sobie znanym kierunku. Sasuke miał nadzieje, że w prawidłowym, bo z wyglądu chłopaczkowi było blisko do frajera. Dziewczęta na korytarzu na widok Uchihy zaczęły poprawiać ubrania albo bawić się włosami. No cóż, nie on jeden uważał, że jest przystojny.
- Brat Hanabi też był gwiazdą tej szkoły. – Wyszczerzył się. Sasuke zmrużył brwi.
- Ona nie ma brata, tylko siostrę.
- W porządku. Wybacz, sprawdzałem cię. – Ty, gnojuuu… pomyślał Uchiha, ale wolał milczeć. Weszli do jednych z klas, gdzie mężczyzna od razu rozpoznał Hyuugę. Brązowe włosy, białe oczy, modne ubrania i jakiś słodko-dziecinny akcent, w tym przypadku naszywki na torbie z misiami. – Hanabi…!
- Hej Yagura! – mruknęła milutko. – Jeszcze pięć minut, ok?
- Nie spiesz się. I tak pewnie wolisz spędzić popołudnie z chłopakiem?
- Czy to jakaś sugestia? – Zapytała Hanabi. W środku krzyczała z radości, że w końcu zostaną parą. Yagura wskazał jej na mężczyznę obok. – Kto to?
Sasuke w tej chwili pożałował wymyślonego kłamstwa. Rozwalając jej flirt z tym chłopaczkiem, zaprzepaścił jakiekolwiek swoje szanse. Zagryzł wargi i zacisnął pięści.
- Bardzo śmieszne. – Burknął Yagura i wyszedł z klasy. Hanabi uniosła brew w niczym nieuświadomiona, spojrzała na Sasuke.
- Faceci są dziwni. – Wzruszyła ramionami i wróciła do pisania tekstu na komputerze. – A ty wiesz, o co mu chodzi?
- Nie. – Skłamał kolejny raz. Wziął sobie krzesło i przystawił obok dziewczyny. – Hanabi, chciałbym ci coś zaproponować… - Dziewczyna mruknęła obojętnie, ale skupiona była tylko na swoim tekście. Sasuke szarpnął jej fotelem, obracając w swoim kierunku. – Słuchaj mnie, to ważne!
- Odwal się, mamy inne priorytety! – Fuknęła, obracając się do komputera, Sasuke pozostawał nieugięty.
- Chodzi o Kibę. Inuzukę Kibę.
- Hm? – Zainteresowała się, słysząc znajome imię. – Co z nim?
- Nic, ale potrzebuję twojej pomocy.
- Nie pomagam ludziom. – Parsknęła śmiechem, zaczynając się odwracać do komputera.
- Zapłacę ci.
- Mów dalej – Poprosiła, obracając się z powrotem, oparła się wygodnie na oparciu, a dłonie położyła na podłokietnikach, jak mafiozo na filmach. Zawsze chciała tak zrobić.
- Udawaj przez jakiś czas moją dziewczynę. Nie musimy się całować, tylko odwiedzaj mnie od czasu do czasu w pracy. Chcę, by ten kretyn dostał szału.
- Nie lubisz Kiby?
- W pewnym sensie go lubię. Jest moim współlokatorem, ale ost… - Hanabi parsknęła śmiechem. Sasuke zmrużył na nią oczy. – Co cię tak bawi?
- Słyszałam o tobie. Twojej profesji playboya i miłości do lustra. – mężczyźnie drgnęła żyłka na skroni. – Jak się nazywałeś? Bo z Kibą cię przezywaliśmy Siusiak.
- Mam na imię Sasuke. – Poinformował przez zaciśnięte zęby. Hanabi ponownie parsknęła śmiechem.
- No tak, teraz już pamiętam dlaczego.
- Ale z ciebie bezczelna gówniara!
- No dobra, dobra, sorry. Nie złość się, złość piękności szkodzi, a przecież zależy ci na buzi. – Zaśmiała się lekko. Sasuke zmrużył na nią oczy, wcale mu się nie podobało, że się z niego nabijała. - Żal się, z czym ci podpadł Kiba?
- Odbił mi dziewczynę. – Wyznał z niezadowoleniem. Hanabi przetrawiała tę wiadomość kilka sekund, zmierzyła Sasuke wzrokiem.
- Ta, jasne.
- Poważnie mówię.
- Jesteś przystojniejszy.
- Wiem. – Westchnął Sasuke. – Dlatego chcę się odgryźć i umawiać się z dziewczyną, w której się przez długi czas podkochiwał, a która koniec końców dała mu kosza.
- Całkiem, całkiem ten twój plan.
- Więc zgadzasz się? – mruknął z zadowoleniem.
- Nie. – odparła równie zadowolona. – Mam kogoś, o kogo się staram. Nie chce tego zawalić. No i nie jesteś w moim typie. Zadając się z tobą, ucierpiałby mój image. – Sasuke się skrzywił.
- Chodzi ci o tego chłoptasia sprzed chwili? – Hanabi nie odpowiedziała, uśmiechnęła się z wyższością, przeglądając swoje paznokcie. – Powiedziałem mu, że jesteś moją dziewczyną.
Przyznał się, wzruszając ramionami. Przez wkurzające zachowanie dziewczyny odeszło jakiekolwiek poczucie winy na zniszczenie jej szans na związek z Yagurą. Hyuuga zastygła słysząc to zdanie, miała nadzieje, że żartował albo kłamał. Albo się przesłyszała.
- Co?
- Jakimś laskom też mogłem to powiedzieć. Pewnie cała szkoła huczy. – W tym momencie do klasy weszły dwie dziewczyny. Hanabi zmrużyła na niego oczy. – Dalej jesteś na nie? – Nic nie odpowiedziała, wciąż przetrawiała wiadomość sprzed chwili. Pokazała mu jedynie środkowy palec. – Jak chcesz. Dam ci prezent na odchodne. – mruknął z uśmiechem, spoglądając na koleżanki Hyuugi.
- Nie waż się…!
- Pójdę już! Pa kochanie!
- Wynocha!
- Też cię kocham. – Rzucił za siebie i wyszedł z pomieszczenia.
- Dupek! – Warknęła Hanabi. Potem zwróciła się do koleżanek. – To nie jest mój chłopak!
Jej znajome w ogóle się nie wypowiedziały na ten temat. Trzy sekundy później dziewczyna podjęła decyzje, zabrała z ziemi swoją torbę i zakładając ją po drodze, wybiegła z klasy. Musiała go zatrzymać i wszystko wyjaśnić. Oczywiście chodziło o Yagurę, powinien być jeszcze w szkole albo chociaż na przystanku. Biegnąc przed siebie zobaczyła jeszcze wolno stąpającego po korytarzu Sasuke. Specjalnie wbiegła na niego, przepychając go łokciem w lewą stronę.
Mężczyzna uderzył bokiem w szkolne szafki. Obejrzał się z mordem w oczach na sprawcę tego wszystkiego. Sprawczyni jednak nawet się nie obejrzała. Sasuke jednak się tym nie przejął, postanowił przymknąć na to wydarzenie oko.

Pierwsza trzydzieści dwa. Taką godzinę wskazywał zegar w kuchni, a Gaara patrzył na tykające wskazówki, starając się ignorować nachalny głos w swojej głowie. Miał dość, czuł, że zaraz przez to zwariuje. Wysypał sobie na rękę kolejne tabletki, które przepisał mu Yashamaru, pozwolił mu na dwie, a w tym momencie w jego organizmie było ich sześć. I tak się powstrzymywał przed połknięciem wszystkich. Były dni, w których ten głos był cichy i nie przeszkadzał, a były też takie bezlitosne jak dziś. Chwycił szklankę, leżącą obok i rzucił nią o ścianę, roztrzaskując.
- Cholera, zamknij się… - Warknął i kolejny raz zadzwonił do Naruto, ale ponownie sygnał się rozłączył. Znając blondyna, to bateria mu padła, a telefon się wyłączył. Kolejną osobą na liście był Yashamaru, psycholog, jednak abonent był poza zasięgiem.
- Nikt cię nie kocha. Na nikim nie możesz polegać. Wszyscy mają cię gdzieś… Spodziewałeś się czegoś innego? Żałosny jesteś. – odezwał się głos. Gaara jęknął głośno i wyszukał innego bliskiego kontaktu.
Byle z kimś porozmawiać, byle się uspokoić. Przez chwilę patrzył na numer do starszej siostry, ale nie. Nie mógł tego zrobić. Nie chciał, aby się go bała, aby się odcięła, jak ojciec. I nigdy nie pozwoliła mu zobaczyć swojego przyszłego dziecka. Gaara warknął do siebie i podbiegł do laptopa. Był włączony, bo przez jakiś czas poprawiał na nim pracę magisterską. Wyszukał w google strony z całodobowymi telefonami zaufania, tam się wygada. Wziął pierwszy lepszy numer i zadzwonił. Oni też nie spieszyli się z odebraniem telefonu.
- Słucham…? – odezwała się jakaś kobieta.
- Witam… ja dzwonię z problemem… Nie mogę tego znieść…
- Kto mówi? – To był pierwszy telefon mężczyzny na tego typu linie, nie wiedział, że powinien się przedstawić.
- Nazywam się Gaara i niech tyle wystarczy. Pomóż mi, proszę.
- W czym?
- Choruję na schizofrenię. Ten głos… Głos w mojej głowie mnie wykańcza… Czuję, że nie dam rady dłużej, chcę umrzeć…
- Ej no, ej! Nie mów tak. Psycholog powinien ci pomóc, idź do psychologa!
- Leczę się od czterech lat. – powiedział Gaara, kucając na podłodze. – Z niczym sobie nie radzę, nawet tego gówna się nie potrafię pozbyć.
- To na pewno nie jest łatwe, nie bądź dla siebie taki surowy… Nie masz przyjaciół lub rodziny, która by cię wsparła?
- Mam tylko przyjaciela, ale nie odbiera. – powiedział, podchodząc, by posprzątać odłamki szkła ze szklanki. – Nigdy go, kurwa, nie ma, gdy jest potrzebny.
- Nie masz rodziców, rodzeństwa?
- Moja matka nie żyje, ojciec kazał spierdalać, gdy zauważył symptomy choroby… Mam starszego brata i siostrę… - Zaczął, biorąc do ręki spory kawałek szkła i zaczął mocno go ściskać, raniąc się aż do krwi. – Nie chcę… Nie chcę, by też się mnie wyparli.
- Gaara, co ty robisz? Masz ciężki głos.
- Nic. – powiedział, wypuszczając z dłoni szkło. Kawałki pozostały do niej wbite.
- Słuchaj, jak mam ci pomóc, to nie możesz mnie okłamywać. Słyszę, że cierpisz, masz niespokojny oddech.
- Przynajmniej głos ucichł.
- Gaara?
- Skaleczyłem się, nic mi nie będzie. – mruknął, idąc do łazienki po apteczkę.
- Okaleczasz się?
- Nie. – Zaprzeczył natychmiast. – Jednak to działa na jakiś czas, więc bywa kuszące…
- Tobie się chyba nie da pomóc. – Orzekła prosto z mostu kobieta.
- Co? – Zdziwił się Gaara na te słowa.
- No wybacz, ale czy ty naprawdę zadzwoniłeś, by prosić o pomoc? Tylko sobie szkodzisz, wpieprzając się w kolejną dziwną rzecz. Zamiast wychodzić na prostą, to brniesz w tę chorobę, świrze!
- Św…? Ej, nie powinnaś mnie wspierać?!
- Niby dlaczego? – Burknęła. – Mam cię chwalić za przekroczenie progu i stanie się emo?
- Nie jestem emo… Nie jestem emo ani tym bardziej świrem, ty jebana szmato! – Kobieta milczała przez dłuższą chwilę po tej obeldze, ale w końcu się odezwała.
- Nie będę z tobą dłużej rozmawiać.
- Nie, chwila, przepraszam, nie rozłączaj się! Nie rozłączaj, proszę! – Zawołał, lecz na marne. Sygnał się urwał.
- No brawo, kretynie. Nawet obcy ludzie tobą gardzą.
- Stul ryj! – Warknął Gaara, uderzając pięścią w ścianę za sobą.
Ukucnął pod ścianą, próbując się opanować. Jego ręka była w opłakanym stanie. Po chwili stała się ona pierwszą sprawą, jaką się zajął. Z pewnością wymagała profesjonalnego opatrzenia przez lekarza, ale to musiało poczekać. Gaara wyjął wbite szkiełka, odkaził i zabandażował dłoń, co na chwilę odwróciło jego uwagę od gadania. Wyjął z lodówki piwo i nim się przeniósł do łóżka, zadzwonił jego telefon. Zostawił go w łazience.
- Naruto? – Zapytał od razu, odbierając na ślepo.
- Nie… Nie, to ja… - Odezwała się kobieta z wcześniej. – Przepraszam za tamto, nie jestem dobrym psychologiem…
- Taa, ja też przepraszam. Nie powinienem cię wyzywać.
- Cieszę się, że odebrałeś. – mruknęła z ulgą. – Miło usłyszeć twój głos. – po tym stwierdzeniu Gaarze zrobiło się lepiej na sercu, po prostu lepiej.
- Miałem czas na opatrzenie sobie ręki.
- To dobrze. Wiesz, nie mogę przez ciebie zasnąć. Nie darowałabym sobie, gdybyś sobie coś zrobił, bo ci nie pomogłam…
- To nie byłaby twoja wina.
- Trochę bym była współwinna. – Zaśmiała się lekko. Gaara usiadł na kanapie i otworzył butelkę piwa. – Dobre masz kontakty z rodzeństwem?
- Tak. Nie narzekam.
- Więc na pewno cię nie odtrącą z powodu twoich problemów… - Rozmówca milczał, słuchając tych słów. – Opowiesz mi o swojej chorobie? Bo wiesz, są różne objawy.
Gaara wypił łyk piwa i zaczął się zwierzać kobiecie. Opowiedział jej całą historię choroby i to, w jaki sposób ona wpływała na jego życie, kontakty z partnerkami, przyjaciółmi czy rodziną. Nawet powtarzał słowa, jakie właśnie słyszał, jakie mówiła ta ciemniejsza strona.
- Trochę jak doktor Jekyll i Hyde. – stwierdziła kobieta.
- Kto?
- Doktor Jekyll i pan Hyde. Z powieści albo musicalu… film i serial też chyba powstał, więc powinieneś znać.
- Nie bardzo. – Odpowiedział, a kobieta westchnęła ciężko. – O czym to?
- To o takim medyku, doktorze Jekyllu wierzącym, że w każdym człowieku tkwi pierwiastek zła, który dąży do obopólnej destrukcji. Doktor Jekyll dla potwierdzenia wynajduje eliksir, który eksperymentuje na samym sobie. Tak powstał pan Hyde, który przejmuje czasami kontrolę nad doktorem Jekyllem i morduje ludzi.
- Doprawdy? Bardzo pocieszające…
- Kurde… Nie, nie chciałam…
- Czy historia dobrze się kończy? – Wtrącił z pytaniem Gaara, ale w odpowiedzi usłyszał zakłopotany jęk. – Dobra, sam obejrzę.
- Nie, nie! Nie oglądaj. Nie spodoba ci się… - mruknęła kobieta. – Ja po prostu lubię takie thrillery. Nie oglądaj… Tak w ogóle, to czemu chciałeś się wyżalać, skoro masz od tego psychologa? – Zmieniła temat, mając nadzieje, że Gaara przestanie brnąć.
- Nie do końca o to mi chodziło… Gdy jestem skupiony na rozmowie, to głos jest mniej uporczywy.
- Rozumiem. Może ci zaśpiewać?
- Zaśpiewać?
- Tak. Słuchanie śpiewu wycisza i uspokaja, a masz to szczęście, że z zawodu jestem aktorką musicalową, więc mam ładny głos i umiem śpiewać.
- Jesteś aktorką, a dorabiasz sobie w telefonie zaufania? – Zdziwił się Gaara.
- Co? – Kobieta też się zdziwiła. – Nigdzie nie dorabiam, a tym bardziej w telefonie zaufania…
- Znalazłem twój numer na stronie, - Powiadomił Gaara i poszedł do laptopa jeszcze raz sprawdzić. Podyktuję ci go dla pewności.
- Ok. – Zgodziła się. Lepiej dla ludzkości by do niej nie dzwonili, więc jeśli to prawda, to musi poinformować o pomyłce. – Stop. Nie zero, tylko osiem. Pomyliłeś się.
- Racja… Głupio mi teraz. – Zawstydził się Gaara, - A ty mi mimo wszystko pomagasz… Kim jesteś Matko Tereso? – Zaśmiała się na to porównanie.
- Wystarczy Sara. – mruknęła i wzięło ją na ziewnięcie. – Jest prawie trzecia rano. Nie chce ci się spać?
- Rzadko śpię.
- Pewnie wyglądasz jak zombie.
- Nikt mi jeszcze tego nie powiedział. – stwierdził Gaara, siadając na kanapie. – Więc chyba nie… Tobie się pewnie chce spać.
- To nic, nie zostawię cię. – Odparła Sara. – Pośpiewam ci. Potrenuję głos i może cię uśpię.
- Marzenie ściętej głowy.
- Zobaczymy. Połóż się wygodnie, zamknij oczy i słuchaj… Gotowy?
- No.
- Gaara… - powiedziała z wyrzutem Sara, przeczuwając, że nie zrobił tego, o co prosiła. Mężczyzna westchnął ciężko i spełnił prośbę kobiety. Położył się na kanapie i przymknął oczy z telefonem przy uchu.
- Już.
- Dziękuję.
Po chwili struny głosowe Sary wydały z siebie pierwsze dźwięki, delikatniejsze i piękniejsze. Gaara z wrażenia otworzył oczy, ale wsłuchiwał się nadal. Kilka minut później, gdy nadal śpiewała, przyznał jej myślami racje. Uspokajała go, czuł ukojenie i relaks, przymknął oczy, a po kolejnych minutach zasnął.
Obudziło go walenie do drzwi i krzyki błagające, by właściciel otworzył drzwi. Gaara przetarł oczy, zostając oślepiony światłem dziennym zza okna. Szybko wstał z kanapy i ruszył do drzwi, by uspokoić tego wyjca spod drzwi, którego od razu poznał. Złapał za zawieszkę, by odblokować zamek w drzwiach, ale nagle w nie coś mocno przywaliło. Odblokował czym prędzej drzwi i je otworzył. Naruto ledwo się przed przyjacielem zatrzymał.
- O jezu! Gaara nic ci nie jest! Kamień z serca! – Zawołał Naruto, obejmując przyjaciela. – Jak zobaczyłem tyle nieodebranych połączeń, to się rzuciłem w bieg. Dodatkowo ciągle nie mogłem się do ciebie dodzwonić, mendo ty.
- Wiesz, spałem...
- Spałeś?- dopytał Naruto, wchodząc do mieszkania, zgodnie z zaproszeniem. – Twoja bezsenność odpuściła?
Gaara już miał mu odpowiedzieć, kiedy sobie o czymś przypomniał. Przeszedł szybko do salonu i zaczął macać kanapę w poszukiwaniu telefonu. Jego przyjaciel zaczął się rozglądać – otwarty laptop na stole, kawałki z rozbitek szklanki na podłodze, a na drugim szklanym stoliku było otwarte piwo i kapsułki z tabletkami w środku. Gaara w końcu znalazł telefon na ziemi i go podniósł.
- Sara? Jesteś tam jeszcze? – Trochę się łudził, że kobieta całą noc przy nim czuwała. Nic z tego.
- Co ci się stało w rękę? – Dopytał Naruto zaniepokojony. Mężczyzna również na nią spojrzał z grymasem na twarzy.
- Chwila słabości… Pójdziesz z tym ze mną na pogotowie?
- Aż tak boli?
- Nawet gorzej…
- Jasne, chodźmy… - Przytaknął Naruto i czekał, aż ten się ubierze do wyjścia.
- Musisz mi zawiązać buty. – powiedział, prostując się po chwili. – Nie zrobię tego jedną ręką.
- Dobra, ale jesteś moim dłużnikiem. – Bąknął Naruto klękając przed kolegą i sznurując mu buty. Po chwili usłyszał dźwięk robionego zdjęcia. – Nie rób, kurwa.
- Czuję się, jakbym miał własnego sługę.
- Wywalaj…
- Pochwalę się tym na facebooku. – Uśmiechnął się lekko, po czym zauważył smsa od nieznanego numeru.
- Daj spokój... I tak nikt nie polubi… - powiedział, podnosząc się do góry. Potem w momencie zabrał mu telefon i się oddalił.
- Oddawaj, debilu!
- Wpierw skasuję zdjęcie. – Zapowiedział, jednak wpierw natrafił na wiadomość. – Mówiłam, że zaśniesz? Miło się z tobą rozmawiało. Nie załamuj się więcej i żyj długo i szczęśliwie. – Odczytał na głos. – Kto to?
- Sara… Pomogła mi.
- Dziewczyna? I pisze bez emotek? Dziwna.
- Idź ty… wieśniaku ty… I oddaj telefon.
Naruto z szerokim uśmiechem skasował zdjęcie i oddał komórkę. Wychodząc z mieszkania Gaara zamknął za sobą drzwi na klucz, a wtedy przyjaciel zarzucił mu rękę na ramię i udali się na pogotowie. Ręka była stłuczona oraz niezbyt dokładnie mężczyzna ją odkaził, co lekarz przyjął z bardzo krzywą miną.

Naruto westchnął ciężko, wracając o pierwszej do domu. Cały dzień był z Gaarą, od ostatniej sytuacji sprzed trzech dni bał się zostawiać go samego. Przyjaciel, choć może, to i tak nie mówi mu takich rzeczy, jak co chce ze sobą zrobić, gdy ma atak. Naruto się domyślał, ale sam nie wiedział, co mógłby mu odpowiedzieć, co by nie było opierdzielem samym w sobie. Kierując się do swojego pokoju, zauważył światło z przymkniętego pokoju Shino. Naruto był ciekawski, więc podszedł podpatrzeć co się tam dzieje.
- Może pojedziemy na wspólne wakacje? – Zapytała jakaś nosicielka całkiem uroczego głosu. – Potem możemy już nie mieć okazji.
- Ja będę do dyspozycji zawsze, a dlaczego? Ponieważ nauczyciele mają wolne w wakacje. – mruknął Shino. – A gdzie chciałabyś pojechać?
- Australia! Jestem tym krajem zafascynowana, od kiedy zobaczyłam w internecie zdjęcie tego wielkiego pająka!
- Tak, to na pewno byłaby pouczająca wycieczka.
Naruto odpuścił sobie dalsze podsłuchiwanie tych wariatów. Oni to mają tylko robaki w głowach. Wrócił do pokoju i włączył lampkę nocną. Wyciągnął z kieszeni telefon i klucze, kładąc je na półce. Położył się na łóżku i oddał pogrążeniu w myślach o swojej ukochanej, wspólne wakacje byłyby fajnym pomysłem. Kiedy jutro do niej zadzwoni, to zapyta, gdzie chciałaby pojechać. Podejrzewał, że wybrałaby jakiś normalniejszy kraj niż Australia. Nie wytrzymał i wziął do ręki telefon, aby popatrzeć na jej zdjęcie. Miał tylko jedno, ale je uwielbiał. Choć i tak musiał ją namówić na założenie konta na instagramie. À propos tęsknoty, to właśnie sobie przypomniał o prezencie od Hinaty! Chyba go zostawił w samochodzie…
Bez zastanowienia, zabrał rzeczy z szafki i ruszył do wyjścia. Pokonanie drogi z budynku do samochodu nie było takie okrutne. Noc była ciepła, a zaparkowany samochód tylko ulicę dalej. Wszedł do środka i w schowku wyszukał brązowego pudełka. Z uśmiechem pociągnął za czarną wstążkę, odwiązując węzeł, następnie otworzył pudełko… I parsknął śmiechem.
- O rany, poważnie? – Zapytał sam siebie, szczerząc się od ucha do ucha. Wyciągnął z pudełka małą, szmacianą lalkę, która była niezwykle podobna właśnie do Hinaty. – Nie no, nie mogę! – Parsknął kolejny raz. – Jesteś słodka, jak twój pierwowzór. – powiedział, dając lalce buziaka.
Nie spuszczając swoich kącików ust, wziął pudełeczko i ruszył z powrotem do mieszkania. Przed drzwiami mieszkania naszła go myśl czy aby nie zapomniał zamknąć samochodu. Postanowił wrócić i się przekonać. Nie zamknął. Po chwili oczy Naruto zostały przysłonięte czyimiś dłońmi.
- Jak zgadniesz kto to, to dostaniesz buziaka. – mruknął kobiecy głos. Naruto od razu rozpoznał Yukie.
- Nie jesteś Hinatą, więc nie chcę. – powiedział i wyrwał się z uścisku, odwracając w stronę dziewczyny. Uśmiechnął się szeroko wobec jej niezbyt zadowolonej miny. – Czemu się szwendasz o tej godzinie?
- Wracam z pracy.
- O rany, bierz za nadgodziny.
- Biorę, dlatego siedzę tam tak długo. – mruknęła, otwierając szeroko usta. – Trochę u mnie krucho z kasą ostatnio… Nie chcesz się do mnie wprowadzić?
- Mieszkać z byłą dziewczyną? – Zastanowił się. – Z każdej strony to by wyglądało słabo więc nie, dzięki. – Otworzył dla niej drzwi budynku i ruszyli po schodach.
- Spodziewałam się. Znajoma się wprowadzi i oszczędzi połowy wydatków, ale to prawdopodobnie za trzy miesiące. – Uśmiechnęła się Yukie.
- Znam ją?
- Nie. To moja dawna znajoma ze szkoły, za dzieciaka chodziłyśmy na zajęcia wokalne. Była najlepsza, dlatego nigdy się z nią nie zaprzyjaźniłam.
- Snobka?
- Totalna. – mruknęła Yukie. – Co masz w ręku?
- A prezent. – Uśmiechnął się szeroko Naruto. – Moja dziewczyna mi go sprawiła.
- Ach. – uniosła nieznacznie swoje kąciki ust wymuszenie. Docierając pod własne mieszkanie, ujęła blondyna za rękę, hamując jego dalsze kroki. Przycisnęła się lekko do jego torsu.
- Eee…
- Szkoda, że zerwaliśmy. – Zaczęła. – Co ja bym teraz dała za ciebie.
- Na to już za późno. – powiedział najdelikatniej, jak potrafił. Klepnął ją kilka razy po plecach, mając nadzieje, że sama się odsunie.
- Myślisz czasem o mnie?
- Yukie… Nie zadawaj mi takich pytań. Ja mam dziewczynę. – oznajmił Naruto, odpychając ją delikatnie od siebie. – Bardzo ją kocham i nie myślę o innych.
- Ja często myślę i żałuję.
- Miałaś mnie dla siebie przez trzy lata…
- I wszystko zniszczyłam.
- No cóż… - Naruto wzruszył powoli ramionami. – Tak się czasami dzieje.
- To były trzy lata. Przeszło ci?
- Co?
- Kochanie mnie? – Zapytała Yukie, spoglądając mu głęboko w oczy. Naruto nic nie odpowiedział, po chwili wzruszył lekko ramionami i uśmiechnął się szeroko.
- Lepiej idź już spać. Ja też już wracam do siebie. Trzymka. – mruknął, pozdrawiając ją znakiem pokoju na odchodne.
Wszedł cicho do mieszkania, rozbierając się z wyjściowych ciuchów, a następnie cicho oddalił się do własnego pokoju. Nie chciał, aby Shino go usłyszał i przerwał dialog ze swoją dziewczyną.
Będąc u siebie ponownie wyjął z pudełka swoją miniaturkę Hinaty. Uśmiechnął się szeroko, a taka mina została z nim już na stałe. Sięgnął po telefon, by od razu wysłać ukochanej wiadomość manifestującą jego zadowolenie. I tak długo musiała czekać, aż sobie przypomni o podarunku. Odłożył telefon na szafkę i położył się do łóżka, przytulając do siebie laleczkę. Wraz z przymknięciem oczu telefon Naruto zawibrował. Mężczyzna trochę się zastanawiał czy się jednak ruszyć, ale… jeśli to Gaara, to nie mógł go znowu zawieźć. Zdziwił się wyczytując smsa od Hinaty. Chciał w takim razie zadzwonić, ale dziewczyna chyba odgadła jego zamiary i prosiła, aby nie dzwonił, pogadają następnego dnia. Zgodził się, dość niechętnie.
W trakcie przeglądania komórki Naruto natrafił na wiadomość od Menmy, aby do niego zadzwonił, jak będzie miał chwilę. Teraz miał, a Menma i tak stacjonował w innej strefie czasowej. U niego było trochę po dwudziestej drugiej, ale znając brata, to pewnie już był w łóżku. Blondyn wykonał więc połączenie.
- Halo?
- Cześć brat, co ode mnie chciałeś?
- Naruto? – Po upewnieniu, mężczyzna mruknął coś cicho do Izumi i wyszedł z sypialni. – Zacznę od tego, że chciałbym, byś dzwonił do mnie o normalnych godzinach. Spałem.
- Nie moja wina, że tak wcześnie chodzisz spać. Jak stary dziadek.
- Pamiętasz, że dzielą nas trzy godziny? – Bąknął Menma. – U ciebie jest pierwsza, a u mnie czwarta. Rano.
- Przecież wiem! – Zawołał wzburzony Naruto. – Czekaj… Jak to czwarta…?
- Myślałeś, że dwudziesta druga?
- Nieeeee? – zaprzeczył przeciągle, lekko skrępowany. Menma mimo wszystko się delikatnie zaśmiał. – Ekhm, a co chciałeś ode mnie? Czy mam zadzwonić później?
- Może lepiej nie. – mruknął mężczyzna. – Wysyłają mnie z firmy na ostatnią delegację. Ma się ona odbyć tam, gdzie studiujesz. Więc…
- Zaraz. Dlaczego ostatnia? Dostajesz jakiś awans?
- Nie.
- Zachorowałeś i już nie możesz wyjeżdżać?
- Nie. Niedługo zwalniam się z pracy. – Dodał szybko, nim Naruto zdążył podać kolejny argument. – Mogę u ciebie przekimać trzy noce od przyszłego wtorku czy mam szukać hotelu?
- Dlaczego się zwalniasz?
- Ja pierwszy o coś pytałem… - powiedział z westchnięciem. – Mogę u ciebie zanocować?
- Pewnie… Shino cię lubi, to nie będzie robił problemu. Znalazłeś lepszą pracę?
- Wracamy z Izumi i Midi na stałe do kraju.
- Naprawdę? – Naruto uśmiechnął się szeroko do siebie. – Mama pewnie była wniebowzięta.
- Dopóki nie dowiedziała się, że mamy własne mieszkanie i nie będziemy z nią mieszkać, to owszem. Była bardzo szczęśliwa. – Zakłopotał się Menma. – Cała mama.
- To gdzie będziecie mieszkać?
- Twoja dziewczyna pomogła mi znaleźć mieszkanie.
- Hinata?
- Tak, dlatego tak często ostatnimi czasy do niej dzwoniłem.
- Dlaczego nic mi nie powiedziała? – Obruszył się Naruto.
- Nie chciałem, byś się wygadał mamie. Hinata zaś sądzi, że dziwnie reagujesz, gdy schodzicie na mój temat. Wolała cię nie denerwować, a nas nie skłócać. – Wyjaśnił Menma.
- Wcale nie reaguję dziwnie! Przesadza…
- Nie wnikam.
- A to… gdzie wam załatwiła mieszkanie?
- U niej w mieście. Na początku popracuję trochę u Sasuke, pomogę mu trochę z rachunkami i innymi pierdołami, a potem zobaczę.
- Zobaczysz? Nie zamierzasz pracować z tatą? – Dopytał Naruto.
- Może…
- Poważnie? Ja się palę do tej pracy, jak nie wiem!
- Dlatego podpisałeś umowę na trzy lata z inną firmą? – Przypomniał Menma i zaśmiał się, gdy wspomniał jego minę, jak się o tym dowiedział. – Większego idioty ze świecą szukać.
- Zamknij ryja…
O szóstej rano w domu Menmy, Midori już się obudziła i żwawo zapoznawała swoje stopy z podłogą. Naruto, u którego była już trzecia nad ranem, postanowił w końcu skończyć rozmowę z bratem. Nieczęsto gadali ze sobą, ale jak już, to rozmowy trwały naprawdę długo i były intensywne. Naruto wprost nie mógł się doczekać wizyty brata, już bywał u niego, ale zwykle na dzień, a teraz będzie u niego nocował.
Blondyn położył się do łóżka i cmoknął na dobranoc swoją laleczkę, przytulając ją bardzo mocno do siebie.