Ariana | Blogger | X X

6 maj 2016

ROZDZIAŁ #07

 Był to jeden z tych pobudzających lenistwo dni, kiedy słońce było skryte za gęstymi szarymi chmurami, które wskazywały na deszcz, którego jednak nie było. A Naruto jak ostatni przygłup wziął ze sobą parasolkę idąc z kumplami do sklepu elektronicznego. Nie lubił mieć parasola… Wolał moknąć mając ubrany kaptur na głowie, to mu chociaż nie blokowało rąk. Niestety w czasie, kiedy z Shino zbierał się do wyjścia rozmawiał z mamą, która kazała mu zabrać ze sobą parasol, bo miała wgląd na żywo z internetu jaką mają teraz pogodę. Mężczyzna oczywiście jej nakłamał, ale Kushina zapobiegawczo zadzwoniła jeszcze do Shino. Po ostatnim incydencie z nieodebraniem przez syna telefonlu, miała numer komórkowy każdego z przyjaciół Naruto, więc nie zaprzestała się troszczyć o synka pomimo odległości. Shino posłusznie wykonał rozkaz mamy Naruto i wcisnął mu parasolkę. Trochę bał się tej kobiety, jak wszyscy inni znajomi. Jednak wzbudzała respekt.
 - Naruto, przestań tym machać. – Upomniał lekko zirytowany Shikamaru. Nie może jak człowiek po prostu nieść ten parasol? – Przestań, słyszysz? Czy wymagam tak wiele? – Naruto jedynie co zrobił to wymachiwał tym parasolem bardziej. – Jesteś taki upierdliwy…
 - Może dać ci potrzymać?
 - Masz ręce.
 - Ale nie były do tego przeznaczone! Nie chciałem brać parasola…
 - Więc po cholerę brałeś? – Shikamaru przewrócił oczami. Słuchanie jego marudzenia jest strasznie upierdliwe.
 - Shino mi kazał!
 - Pani Kushina mnie prosiła o dopilnowanie by wziął parasol. Jeżeli zmokniesz to się przeziębisz, a jeżeli się przezię…
 - Jestem duży. – Odrzekł Naruto.
 - Ale mamusi trzeba słuchać. – Mruknął Gaara.
 - Zamknij się…
 Shino się oburzył przerwaniem mu wypowiedzi. Dokonał więc zemsty i rozpoczął pakt milczenia. Będą coś chcieli. Nic im nie powie. Kroczyli jeszcze jakiś czas do sklepu, Shikamaru zrównał się z Gaarą idącym przed Lee, do którego dołączył Naruto. Wpadł na głupi, ale bardzo śmieszny pomysł. Szturchnął Lee w ramię i wskazał ruchem głowy na końcówkę parasola, którą zamierzał wepchnąć w odbyt idącego przed nim Gaary. Lee po zrozumieniu mało nie parsknął śmiechem. Odsunął się trochę dając mu pole do popisu. Raz… Dwa… Trzy…!
 - Kurwa! – Warknął Gaara, chwytając się za pupę i z mordem patrząc na winowajcę. Reszta zaśmiała się lekko, po kryjomu lub po prostu parsknęła. – Przegiąłeś cwelu…
 - Ej, ej! To był tylko żart…! Tylko żart! – Zawołał biegnąc za siebie co sił w nogach. Gaara nie zamierzał odpuścić, więc go gonił. Ich dorosły wiek nie miał w tej kwestii znaczenia. Zresztą przywalić można w każdym wieku.
 - Gówno mnie to obchodzi!
 - Gaara bądź dorosły. – Zawołał leniwie Shikamaru.
 - Wątpię, żeby cię usłyszał. – Zauważył Choji. – Czekamy na nich?
 - Nie. jeżeli przed szóstą nie zjawię się w domu z żelazkiem, to Temari…
 - Nie wyprasuje ci ubrań? – Dokończył Lee.
 - Mniej więcej.
 W czasie, gdy kierowali się swobodnie do sklepu, Naruto uciekał przed Gaarą. Był jak rozwścieczony byk. Blondyn obejrzał się za siebie, mając nadzieje, że ganianie za nim zwyczajnie się mu znudziło, jednak nic z tego. Gaara wykorzystał moment, gdy ten zwolnił i się obrócił, aby złapać koszulę Naruto, następnie wyrwał mu z rąk parasol i uderzył go nim boleśnie w głowę.
 - Idiota z ciebie!
 - Nieprawda!
 - Owszem! Debil do potęgi! – Burknął Gaara, a następnie chciał się wrócić do sklepu, więc zszedł z krawężnika.
 - Uważaj! – Zawołał Naruto, ciągnąc przyjaciela do tyłu. Dzięki temu ten uniknął wpadnięcia bezpośrednio pod samochód. – Uff, mało brakowało…
 - Prawie bym przez ciebie zginął!
 - Przeze mnie?! To ty najwyraźniej jesteś ślepy, jak kret!
 - Ty mnie tu za sobą pociągnąłeś.
 - Pff! Nie kazałem ci za mną biegnąć. – Naburmuszył się Naruto, a wtedy z nieba zaczął kapać deszcz.
 - Chodźmy może do tego sklepu. – Skinął głową przyjacielowi i razem ruszyli ciut przyspieszonym krokiem. – Tak w ogóle to dziękuję.
 - Co? Za co?
 - Jakby nie było, uratowałeś mi życie. – Naruto uśmiechnął się cwaniacko.
 - I dokonał tego debil do potęgi… Wstyd dla ciebie.
 - Nigdy nie wiadomo co ci odjebie. Określenia idiota czy debil to ty chyba traktujesz jak komplementy. – Powiedział Gaara i zarzucił rękę na ramiona przyjaciela.
 Właściwie to był drugi raz, kiedy Naruto uchronił Gaarę od śmierci, za pierwszym razem było to zarazem powodem ich późniejszego zaprzyjaźnienia się. Wszyscy sądzą, że znają się z uczelni, to prawda, ale żadne więzy się pomiędzy nimi bezpośrednio na zajęciach, nie zawiązały. Gaara miał na początku dość poważne problemy ze sobą.  W toalecie na ich uniwersytecie rudowłosy chciał się pociąć. Nie wytrzymywał życia, którym żył, samotności w sercu, nieprzespanych nocy i swojej choroby. Choroby, o której wiedział tylko Naruto i mimo tego nie zrezygnował ze znajomości.
***
 Wtedy w ów dniu było już późno, szkoła lada moment powinna być zamknięta, ale Naruto zaliczał egzamin poprawkowy u Jiraiyi. Gdy skończył poszedł do toalety, a w tym czasie profesor sprawdzał test. Docierając do drzwi łazienki, na których zawieszona była tabliczka z chwilowym zakazem korzystania, Naruto nie mógł tej informacji nie zignorować. Wszedł do środka i zobaczył siedzącego pod ścianą Gaarę z wbitą w jednej dłoni przy żyłach żyletką. Przestraszył się owszem, ale to nie stłumiło w nim natychmiastowej reakcji.
 - Co ty, kurwa, robisz?! – Zawołał podbiegając i odbierając Gaarze żyletkę, którą natychmiast wyrzucił jak najdalej. – Pojebało cię, pojebie?!
 - Zostaw mnie! Nie twoja sprawa! – Warknął Gaara, ale towarzysz miał gdzieś jego gadanie. Rozerwał materiał własnej koszulki i złapał jego dłoń. Wyrwał się. – Spierdalaj, dobra?!
 - Mowy nie ma! Zatamuje ci krwawienie, bo jeszcze wyzioniesz ducha!
 - Taki jest plan, więc spieprzaj…!
 Jak można się spodziewać Naruto się nie posłuchał. Od wulgaryzmów do wulgaryzmów, warknięć do warknięć, słowa do słowa Gaara pozwolił Naruto go uratować. Nie tylko w tej drobnej, samobójczej sprawie. Usiadł przy nim w łazience i szczerze pogadał… Potem, gdy Naruto przy jakichś okazjach u niego nocował, dowiedział się, że Gaara cierpiał na schizofrenie.
***
 Rodzeństwo Gaary nie wiedziało, że jest z nim tak źle, nie mówił im, bo obawiał się, że potraktują go tak, jak potraktował go ojciec. Wyrzucając z domu i ze swojego życia. Naruto nie odtrącił go z tego powodu, pomagał jak tylko mógł. Razem z nim chodził na terapie, gdzie lekarz stwierdził u Naruto ADHD.
 Dziś stan Gaary jest w porządku, dawno nie miał żadnych złych myśli, zaczął bardziej się doceniać – czasem może za bardzo – i czasem uda mu się przespać całą noc, ale co najważniejsze, ma u boku najlepszego i najwierniejszego przyjaciela. Naruto nikomu nie powiedział o jego stanie psychicznym. To zostało między nimi.
 - O… Okej, rozdzielimy się teraz. – Mruknął blondyn, gdy byli już w sklepie. Przed nosem Gaary wystawił telefon. – Moja DZIEWCZYNA do mnie dzwoni.
 - Jasne. Pozdrów ją.
 - Nie będę tracił sekund na twoje pozdrowienia. – Naruto wzruszył ramionami i odszedł na bok z uciechą odbierając telefon. – Cześć… Dziewczyno.
 - Cześć chłopaku. – Hinata zaśmiała się do słuchawki. To było urocze jak Naruto się cieszył mogąc nazywać ją swoją dziewczyną. Teraz też się szczerzył przechodząc pomiędzy półkami. – Mam teraz przerwę w pracy i pomyślałam, że zadzwonię. Nie przeszkadzam?
 - Ty? A w życiu! Jestem teraz w sklepie elektronicznym.
 - Och. A po co?
 - Shikamaru ma kupić nowe żelazko, a ja przy okazji chciałbym coś kupić mamie na święta. Z Menmą co roku kupujemy prezenty rodzicom, ja kupuję mamie, a on tacie. Tylko jego prezenty zawsze są jakieś wypasione i ja też się muszę porządnie postarać… - Westchnął ciężko. – Tęsknie za czasami, kiedy wystarczył mamie jakiś brzydki rysunek… W każdym razie, nie wiem co kupić… Doradzisz?
 - Ja? Nie wiem… Nie kupuje prezentów w takich sklepach…
 - Nie?
 - Nie… Chyba, że wiem, że coś z tych okolic wpadnie komuś do gustu i mam przy sobie wystarczająco pieniędzy. A co myślałeś kupić?
 - Noo… Nie wiem. Coś do kuchni mamie… Chciałem kupić coś co jej się przyda na wiesz… na dłużej, niż tydzień. By tego używała.
 - Rozumiem, ale nie wiem jakie macie urządzenia w domu, więc ci nie pomogę.
 - Ok… - Westchnął ciężko Naruto.
 - Może po prostu zapytaj. Nie warto narażać się na tak duży wydatek w ciemno.
 - Nie, jaka wtedy będzie niespodzianka…?
 - Może niespodzianki nie będzie, ale zadowolenie z pewnością.
 - A jakbym ciebie zapytał? Co byś chciała dostać ode mnie na święta? – Zapytał z uśmiechem. Akurat dla Hinaty miał już kupiony prezent i nie miał z wyborem żadnego problemu. Wszystko dzięki uważnemu słuchaniu.
 - Ja? Mi do szczęścia nie potrzeba wiele. Wystarczy dobra książka.
 - Zbyt drobny prezent, zasługujesz na więcej.
 - Oczywiście, ale od ukochanego wymagam, aby sam się domyślił czego chce. - Mruknęła. To czego naprawdę chciała to go zobaczyć i poczuć usta chłopaka na swoich, żaden inny materialny prezent się nie liczył.
 - Wiedziałem, że jesteś jedną z tych podłych kobiet, które wszystkiego każą się domyślać. – Stwierdził urażony, a Hinata zaśmiała się lekko. – Hej, mam pomysł w jaki sposób możesz mi pomóc!
 - Zamieniam się w słuch.
 - Dam ci numer do mojej mamy. Wypytasz ją co by chciała dostać. – Wyszczerzył się dumnie. – Do wszystkich moich znajomych mama ma numer i zna głosy, ale do ciebie nie. To genialny pomysł i musisz się na niego zgodzić!
 - Nie sądzę, żeby to się udało…
 - Czemu?
 - Jestem zbyt nieśmiała…
 - Hinata, proszę! Uda się, zobaczysz!
 - Ale… - Przerwała na chwilę. – Naruto muszę kończyć, wracam do pracy. porozmawiamy wieczorem, dobrze?
 - Jasne, ale będę tęsknił.
 - Ja też. Pa.
 - Pa. – Rozłączył się i schował telefon do kieszeni.
 - Pozdrowiłeś? – Zapytał Gaara.
 - Nie rozmawialiśmy o tobie, więc nie.
 - Świnia.
 Zaśmiał się dumnie z siebie i wraz z przyjacielem oglądali laptopy stojące na półce z wyprzedażą. Był wśród nich mały laptop służący typowo do operowania nim w podróży. Naruto zachwycał się dzisiejszą technologią. Wszystko teraz robi się w wersji mini, niezwykłe. Oby Ichiraku nigdy nie postanowił iść z duchem czasu. Propos tych myśli Naruto zaburczało w brzuchu.
 - Zjadłbym ramen…
 - Kto ci broni? – Powiedział Gaara. – Zgarnijmy chłopaków i zostawmy Shikamaru… Chyba potrafi sam kupić żelazko.
 - No… Ok.
 Jeżeli w zamian mógł się najeść ramenem to wystawienie kolegi nie było niczym okrutnym. Razem z Gaarą się rozdzielili i szukali pozostałych. Namówienie ich nie było niczym trudnym. Choji dał się namówić, skoro chodziło o jedzenie, a Lee podobała się perspektywa niezłej beki z Shikamaru. Wyszli ze sklepu bez jego wiedzy. Mężczyzna w kitce spoglądał na ceny i nic poza tym.
 - Ej, chlłopaki kupię ten najtańszy, co sądzicie? – Obejrzał się za siebie, ale to co zobaczył to pustka. Skrzywił się. – Tak zwani przyjaciele, co? – Bąknął do siebie, a wtedy zadzwoniła jego komórka. Dobrze, że chociaż dzwonią… Odebrał. – Dlaczego my się wciąż razem trzymamy? Ta znajomość jest coraz bardziej upierdliwa…
 - Do czego zmierzasz, Shikamaru?
 - T-Temari?!
 - Mm. – Przytaknęła.
 - Myślałem, że to Naruto i reszta.
 - Kupiłeś już to żelazko? – Zmieniła temat. Nie chciał słuchać jego marudzenia, a z pewnością tak by się stało.
 - Prawie. Właśnie wziąłem z półki.
 - Jakie to żelazko?
 - Trochę ciężkie.
 - O firmę pytam…
 - A to ma jakieś znaczenie?
 - Żadnego gówna mi nie przynieś do domu o ile nie chcesz tym przedmiotem dostać w głowę. – Powiedziała niby spokojnie, a strasznie ostro.
 - Wziąłem najtańsze.
 - Chyba sobie kpisz. – Prychnęła kobieta. – Weź coś porządnego w równie porządnej cenie. Albo taki model jak miałam poprzednio. – Shikamaru westchnął. Ta, bo on wie jakie żelazko mieli poprzednio. – Kup coś marki PHILIPS. Każdy będzie dobry.
 - Nie mogłaś tak od razu?
 - Zaprosiłam do siebie kochanka i musiałam cię czymś zająć.
 - Mam nadzieje, że nie ruszał mi piwa z lodówki.
 - Byłam od niego szybsza. – Shikamaru się skrzywił. – Spoko, odkupię ci.
 - Jasne…- Przewrócił oczami. – To ja będę niedługo w domu.
 - Z chłopakami?
 - Jednak nie.
 - Ok.
 Nie wchodziła w szczegóły dotyczące tego co się stało. Zapewne wypyta go o to, gdy tylko wróci do domu. Shikamaru schował telefon do kieszeni. Odłożył poprzedni przedmiot na odpowiednią półkę i wybrał produkt firmy zarządzonej przez Temari i ostatecznie ruszył do kasy.
 Kilka półek dalej w telewizji Shino oglądał kanał z owadami na discovery. W okularach 3D. Cały czas sądził, że gdy będą się zbierać to przyjaciele po niego przyjdą. Nie doczekał się nawet po kilku godzinach.

 Będąc w domu Sakura stała przed szafą w samej bieliźnie i zastanawiała się w co się ubrać. Nigdzie dzisiaj nie wychodziła, ale Hinata miała do niej przyjechać na noc. Strasznie ją to cieszyło, bo już kilka dobrych miesięcy nie mogła spędzić z nią czasu sam na sam. W każdym razie na spotkanie z przyjaciółką też trzeba się wystroić. Właściwie to dziewczyny chyba bardziej stroją się dla koleżanek, bo mężczyźni zwykle i tak wolą naturalność u kobiet i brak ubrań na sobie. Założyła na siebie czarne rajstopy, a do tego krótkie, jeansowe spodenki. Na górę zwykłą podkoszulkę i na to kraciastą koszulę. Lubiła ładnie wyglądać. Ponieważ do przyjścia Hinaty pozostało trochę czasu, złapała za telefon.
 Sakura ciągle nie zrezygnowała z przystojnego Shisuiego. Chciała go poderwać, tym bardziej, że wyczuła łączącą ich chemię. Była pewna, że podanie jej numeru na policje to było zwykłe nieporozumienie. Od tego czasu codziennie dzwoniła na komisariat z nadzieją, że w końcu odbierze.
 - Komenda główna, słucham?
 - Dzień dobry… Eee… - Sakura przełknęła ślinę. Nie raz wypytywała o Shisuiego, ale odpowiedzi nie należały do przyjemnych. Teraz na szczęście lub nieszczęście trafiła na kobietę. – Chciałabym porozmawiać z Shisuim Uchihą…
 - Hm? Nie bardzo rozumiem…
 - Ja wiem. Słyszałam nie raz, że to komenda główna, a nie biuro matrymonialne. Ale niech mnie pani zrozumie, ja się w nim chyba zakochałam i muszę z nim porozmawiać.
 - Doskonale panią rozumiem.
 - Naprawdę?
 - Tak, przecież Shisui to ciacho. – Mruknął kobiecy głos. –Niemniej nie mogę pani pomóc…
 - Dlaczego?
 - Hm… W tej chwili jest na patrolu.
 - A to… Pani go zna?
 - Tak. W końcu razem pracujemy.
 - To świetnie! Mogłaby mu pani przekazać, że dzwoniła Sakura Haruno? Kiedyś był z Itachim Uchihą na moje wezwanie o głośnych sąsiadach.
 - Przepraszam, ale…
 - Proszę! To było… po prostu mam wrażenie, że między nami zaiskrzyło i może coś z tego wyjść.
 - Jest pani pewna?
 - Tak! Widziałam jak na mnie patrzył, zresztą… pozwoliliśmy sobie na drobny flirt. – Mówiąc to, Sakura się zarumieniła.
 - Jasne. To ja nie będę mu odbierać szansy na miłość życia. Z przyjemnością mu wszystko przekażę.
 - Dziękuję bardzo!
 Sakura z zadowoleniem zakończyła rozmowę. Krótko po tym ktoś zapukał do drzwi. Trochę wcześnie, ale wesoło pobiegła do drzwi z myślą, że to Hinata. Jednak u progu drzwi zobaczyła Kabuto z bukietem róż. Skrzywiła się. mężczyzna był jej znajomym z grupy na zajęciach. Niedawno mieli wspólny projekt, który on sam wykonał, wtedy dla Sakury inne zajęcia były priorytetem, a nie głupi projekt. Kabuto sam zarobił dla nich obojga piątkę, a w zamian się z nim przespała… To wzbudziło w nim uczucie miłości i wszelakie odrzucenia nie skutkują.
 - Cześć Sakura. – Z uśmiechem wystawił dla niej kwiaty.
 - Co tu robisz, Kabuto?
 - Chciałem cię zobaczyć. Kupiłem ci kwiaty.
 - Nie ch… Nie mogę ich przyjąć. – Starała się zgrywać miłą.
 - Proszę. Inaczej wylądują w śmieciach. – Zagryzła wargi, ale w końcu zdecydowała się przyjąć bukiet. Mogę wejść?
 - Nie! – Zawołała i szybko położyła kwiaty na pobliską półkę, ponownie zastawiając drzwi. – Niedługo ma przyjść do mnie przyjaciółka. Nie mam czasu.
 - Sądzę, że bez problemu zdążymy.
 - Mnie się tak nie wydaję, ponieważ nie zamierzam nic z tobą robić. – Powiedziała władczo.
 - Zgrywasz niedostępną? – Zaśmiał się poprawiając swoje okulary.
 - To niekonieczne. Dla ciebie zawsze taka będę.
 - Ciekawe. A jednak już raz ze sobą spaliśmy.
 - Czas na brutalną prawdę, Kabuto. Jestem suką i cię wykorzystałam dla dobrej oceny, a ty jesteś durniem, który uroił sobie jakąś miłość.
 - Tego, co się stało tamtej nocy nie da się udawać.
 - Cóż, jestem zajebistą aktorką. Może minęłam się z powołaniem...? – Zastanowiła się prześmiewczo.
 - To na mnie nie działa. Otwórz te drzwi.
 - Powiedziałam, że cię nie wpuszczę.
 - Więc zmień zdanie. – Polecił zaczynając szarpać się z nią drzwiami.
 - Odejdź, bo zadzwonię na policję…!
 - Nie wygłupiaj się.
 - Ekhm! – Odchrząknął głośno, męski głos za Kabuto. Należał do Sasuke, który stał niewzruszony z rękoma w kieszeni. – Jakiś problem?
 - Nie… Wszystko w jak najlepszym porządku…
 Okularnik nie wydawał się być pewny swojej odpowiedzi, a Sakura za wszelką cenę unikała wzroku sąsiada. Sasuke nie ruszył się z miejsca nawet o centymetr i mierzył się wzrokowym pojedynkiem z Kabuto. W końcu wygrał, bo ten odpuścił.
 - Przyjdę innym razem… - Zwrócił się do Sakury.
 Następnie rzucając na Sasuke gniewne spojrzenie zszedł na dół po schodach do wyjścia. Sasuke odprowadził go wzrokiem i dopiero po usłyszeniu trzasku drzwi klatki schodowej przeniósł beznamiętne spojrzenie na Sakurę. Po chwili jednak bez słowa udawał się wyżej do swojego mieszkania.
 - Dużo słyszałeś…? – Podjęła temat kobieta.
 - Kogo to obchodzi.
 - Chcesz… wejść na kawę?
 - Nie.
 - Nie musisz od razu być niegrzeczny! – Burknęła Sakura. – Chciałam być miła, ty niewychowany głąbie! – Obruszyła się.
 - Odmówiłem szczędząc ci wyzwisk pod twoim adresem. Nie każdy musi się godzić na twoje podejrzane oferty. – Sasuke przewrócił oczami.
 - Podejrzane?! Chciałam ci po prostu podziękować!
 - Podziękować? Za co?
 - No wiesz… - Zarumieniła się Sakura. – Za reakcje…
 - Phh…! – Prychnął Sasuke. – Chciałem pomóc temu okularnikowi z drzwiami. Poszłaś z nim do łóżka tylko dla dobrych stopni, a on się w takiej idiotce zakochał. Doprawdy, żal mi go.
 - Nie znasz dokładnych powodów, więc się łaskawie nie wypowiadaj.
 - Nie ważne. Twoje zachowanie ocieka głupotą. To sprawia, że jesteś irytująca.
 - Twoje zdanie mnie najmniej obchodzi.
 - A powinnaś wziąć je sobie do serca. Bo jestem jedną z nielicznych osób, która powie ci wady prosto w twarz.
 - Nielicznych? Bez obaw, takich osób nie brakuje w moim życiu.
 Po tym tekście trzasnęła drzwiami od mieszkania. Oddychała coraz szybciej z nerwów. Sakura poczuła, że oczy zaczynają jej się szklić, ale szybko próbowała postawić siebie do pionu. Nie będzie płakać, słyszała gorsze rzeczy na swój temat. powiedziane z większą pogardą. Więc dlaczego słowa Sasuke tak bardzo ją zabolały…?
 Po kilkunastu minutach, w czasie których Sakura bez celu leżała na łóżku i gapiła się w sufit, zadzwonił dzwonek do drzwi. Choć kobieta wiedziała, że przybyła jej przyjaciółka to przed otwarciem drzwi wpierw spojrzała przez wizjer.
 - Nareszcie jesteś. – Uśmiechnęła się.
 - Tak. Wybacz zwłokę. Tata musiał porozmawiać o kilku rzeczach ze mną i Toner1im. – Hinata rozbierała się powoli w przedpokoju. – Chce, abym pojechała z nim na kilka dni załatwić coś w sprawie współpracy z inną restauracją.
 - Och. Pozwoli ci szwendać się z jakimś chłopakiem dwadzieścia cztery na dobę?
 - Najwyraźniej.
 - Szalony. – Zaśmiała się lekko do wtóru z Hinatą, którą uściskała na powitanie. - Czego się napijesz?
 - Gorącej herbaty. Na dworze pizga jak nie wiem…
 - Jasne.
 Hinata rozgościła się w pokoju gościnnym który miał widok przez dwustronne rozsuwane drzwi na sypialnie Sakury, w której nie było wiele mebli – wielka szafa, wielkie lustro i wielkie łóżko. Za to bałagan to był tą rzeczą nieuniknioną. W salonie zaś była ładna rogówka z miłego w dotyku materiału, stolik do kawy, telewizor oczywiście i regał wypchany jedynie medycznymi książkami i kobiecymi czasopismami. Sakura wkroczyła do pomieszczenia z ładnym pudełeczkiem.
 - No dobra. Na jaki smak herbaty masz ochotę?
 - Hm, a jakie masz?
 - Cóż, mam malinową… czarną porzeczkę, owocową… herbata czarna, zielona… pomarańczowa… rumianek… Och! Jest też kokosowa. – Zawołała unosząc znacząco brwi. Obydwie przepadały za ty smakiem.
 - No to chyba mamy zwycięzcę. – Mruknęła Hinata.
 - Woda się gotuje, a ja chcę ci się czyś pochwalić. – Mruknęła Sakura. – Kilka razy rozmawiałam na facebooku z twoim Naruto.
 - Tak, wiem. Mówił mi.
 - Eh… Co za papla… W każdy razie wyrobiłam sobie o nim zdanie. Właściwie odkryłam kilka jego wad i powinnaś o nich wiedzieć. – Hinata przewróciła z uśmiechem oczami. – No to po pierwsze, robi straszne byki ortograficzne… serio chcesz być z kimś, kto pisze kurwa przez ó zamknięte…?
 - Jestem świadoma jego pisowni… Ale on ma dysleksje.
 - Jaaasne. No to mam jeszcze, że jest idiotą. Nie rozumie kiedy się do niego mówi sarkastycznie, a kiedy poważnie…
 - Ale wy PISALIŚCIE, a nie. Moje sarkazmy wyłapuje.
 - Ma dziwnych znajomych…
 - To znaczy?
 - No jeden z jego znajomych. Rock Lee do mnie napisał i zaczął mi pieprzyć jakiś poemat o młodzieńczej młodości… Chciał się umówić.
 - To byłoby super. Moja przyjaciółka i przyjaciel Naruto. – Skomentowała Hinata, na co Sakura momentalnie się wzdrygnęła.
 - Wykluczone! – Burknęła na wspomnienie jego zdjęcia profilowego. – Może wróćmy do tematu. Według mnie straszne z niego dziecko. Nie wypowiada się poważnie i ciągle spami na tablicy głupimi gifami, obrazkami z kotami i filmikami.
 - Może i racja. Naruto jest dziecinny. Ale to jest w nim wspaniałe, że każdego dnia stara się wprawić kogoś w uśmiech, nawet za cenę własnej godności. - Stwierdziła, przypominając sobie jego bokserki.
 - Ok, czyli w ogóle cię nie zraziłam… Żeby nie było doszukałam się w nim też dobrych cech. – Mruknęła Sakura. – Podejrzewam, że nie kłamie. Jest towarzyski i ma  poglądy. Jest wierny przyjaciołom i swoim słowom. Dotrzymuje obietnic i z pewnością bardzo kocha swoją mamę.    
 - A to, skąd wiesz?
 - Ma z nią strasznie dużo zdjęć. – Uśmiechnęła się. – Maminsynek z niego.
 - Raczej tak. – Wtem rozniósł się gwizd czajnika.
 Sakura ruszyła z herbacianym pudełeczkiem do kuchni. Hinata by zająć się za ten czas sobą, spojrzała na telefon. Żadnych nieodebranych połączeń ani smsów, jest dobrze. Po chwili przyjaciółka wróciła i przysiadła się do niej na rogówce i tak rozmawiały przez pewien czas o pierdołach, popijając herbatę. 
 - Ej a tak w ogóle,  to sądzisz, że Naruto pozwoli ci jechać na kilka dni z jakimś kolesiem? 
 - Dlaczego nie? 
 - Bo tak czy siak to jest obcy facet. 
 - Jaki tam obcy. To Toneri, znamy się od dziecka. - Zachichotała Hinata. 
 - No tak, ty go znasz, ale Naruto nie. - Tłumaczyła Sakura. - Ja bym cię na jego miejscu nie puściła. Tym bardziej, że wiem, iż kilka razy chciał się z tobą umówić. 
 - Tak, ale odmówiłam. Toneri nie jest typem, który się narzuca... 
 - Hinata... Powiedziałaś Naruto, że do ciebie startował? 
 - No nie, ale... 
 - Właśnie. Cóż w końcu masz zaletę tego, że mieszkacie daleko od siebie. Nie sprawdzi cię, więc możesz przed nim zataić ten służbowy wyjazd. 
 - Nie muszę nic zatajać. Skoro zdecydowaliśmy się na związek to znaczy, że sobie ufamy. - Rzekła pewna siebie Hinata. 
 - Skoro tak mówisz... 
 - Tak. A teraz zmiana tematu, cały czas mówimy o mnie, a ja nie wiem co z tobą. 
 - Jest ok... Nic się takiego spektakularnego nie dzieje... - Hinata spojrzała na nią z troską. 
 - Dobrze się czujesz? Odkąd przyszłam jesteś strasznie blada... 
 - To nic. 
 - Sakura... Co się stało? 
 - Bo... Umm... Po prostu dzisiaj się nasłuchałam kilku niezbyt przyjemnych słów... I wyzwisk. Dotknęło mnie to... 
 - Nie warto się tym przejmować. 
 - Wiem. Normalnie bym tego nie zrobiła, ale z ust tej osoby... Ten suchy i jadowity ton... Sprawił, że poczułam się okropnie... 
 - Na twoim miejscu... 
 - Nie... Ja zamierzam skończyć z tym trybem życia jaki do tej pory prowadziłam. Chcę żyć spokojnie już bez łatki kurwy... – Bąknęła Sakura.
 - Jesteś dla siebie zbyt surowa. 
 - Ale nie możesz zaprzeczyć, że to prawda. Wiem co o mnie wszyscy sądzą i może już czas bym przestała stosować w życiu jakieś głupie YOLO. 
 - Będę ci kibicować. 
 - Dzięki. 
 Dziewczyny się do siebie przytuliły. Nastawienie do życia było czymś ważnym, dlatego tak bardzo się tym przejęły. Sakura nie wspomniała Hinacie o Kabuto, głównie z powodu, iż ta nie wie o wykorzystaniu go dla dobrej oceny. Hinata by tego nie pochwalała, a nawet więcej, zraziła by ją tym do siebie. Nie chciała tego, dlatego to przed nią zataiła. 
 - Naruto poprosił mnie ostatnio o coś dosyć nietypowego... 
 - Pewnie o jakieś seksowne, jak nie nagie zdjęcia. - Mruknęła Sakura. 
 - Nie! Skąd ci to przyszło do głowy?! 
 - Patrząc na strony i zdjęcia, które lajkuje, to domyślam się, że do świętych nie należy.  
 - My... Ja... On... - Hinata zrobiła się czerwona na twarzy. - Szanujemy się nawzajem i nie poprosił by mnie o coś takiego...! 
 - Takie zdjęcia nie są oznaką braku szacunku. Wydaje mi się, że to normalne przy związku na odległość. Dzięki temu jest chyba mniejsze ryzyko zdrady, ale nie wiem. 
 - Nie boje się o to. 
 - Cóż... Podziwiam. 
 - Tak między nami... Ostatnio gdy Naruto tu był, to jedną noc spędziliśmy razem. Sam na sam. 
 - Że jak?! - Zawołała Sakura, odstawiając kubek. - Wy już...?!  
 - Nie, do niczego nie doszło. Ale niewiele brakowało... 
 - Rozumiem.... Chyba. Ja pieprzę, Hinata, nie wiedziałam, że jesteś gotowa na ten krok. 
 - Właśnie chodzi o to, że nie jestem. W pewnym momencie, gdy się całowaliśmy robiło się coraz bardziej gorąco... 
 - Iiii...? 
 - Wiesz, było przyjemnie. Bardzo. Całowaliśmy się nie tylko w usta... Dotykaliśmy się ... .- Na samo wspomnienie Hinata robiła się czerwona. - Było naprawdę dobrze. Moje ciało reagowało... Zachęcająco. Ale ja tego nie chciałam... Znaczy... Nie wiem jeszcze czy Naruto to ten właściwy... 
 - Ale w końcu powiedziałaś stop. 
 - Nie. To Naruto przerwał. 
 - Co? Jak to? 
 - Usłyszał w telewizji piosenkę i chciał mi się pochwalić tym, że umie tańczyć. - Sakura uniosła brew. - Potrafi! Ani razu mnie nie nadepnął! 
 - Nie. Nie w tym rzecz, Hinato. Facet nigdy nie przerywa stosunku, tym bardziej z powodu jakiegoś tańca. 
 - Do czego zmierzasz...?  
 - Nie wiem, nie bierz tego do siebie, ale ja bym się zmartwiła... Zastanawiałabym się co jest ze mną nie tak, że go odrzuciło. 
 - Dlaczego od razu ma być coś nie tak? Może po prostu uszanował to, że za wcześnie na ten krok? 
 - Faceci o tym nie myślą, kochanie. No chyba, że... - Spojrzała na Hinatę. - Naruto jest prawiczkiem? 
 - N-Ni... Nie wiem! Skąd miałabym to wiedzieć... 
 - Pomyślałam, że mogło to wyjść, gdy rozmawialiście o poprzednich związkach czy coś. 
 - Nie rozmawialiśmy na takie tematy.... 
 - Nie? - Zdziwiła się Sakura, a Hinacie zrobiło się z tego powodu głupio. - To znaczy... Wiesz ja tam dobre kilka lat temu byłam w stałym związku, więc mogę być po prostu staroświecka. 
 - W porządku. 
 Mimo uśmiechu, Hinata wzięła sobie na poważnie słowa przyjaciółki. Może faktycznie coś z nią nie tak? Z jednej strony chciała wiedzieć, a z drugiej już nie... Tak, jak jest, jest idealnie między nią, a Naruto. Chyba to nie było na siłę...? Wtedy do mieszkania znowuż ktoś zapukał. Sakura z westchnieniem ruszyła do drzwi. To była Ino. 
 Blondwłosa kobieta przyszła jedynie po trochę cukru, ale została z nimi na trochę, póki Sai nie wróci z zajęć. Sakura wstępnie powiedziała jej, że tematem rozmowy jest chłopak Hinaty, a ona już powiedziała całą resztę. 
 - Ale to… - Zaczęła niepewnie Ino, gdy wysłuchała historii koleżanki. – Nie boisz się trochę wchodzić w związek na odległość? Miłość nie zawsze wytrzymuje kilometry i wszystko się z czasem pieprzy albo wypala…
 - Wiem… Ale czuję, że dla Naruto warto zaryzykować. – Uśmiechnęła się Hinata. Sama obawiała się zakończenia jak w większości przypadków, ale starała się tego nie okazywać. – Najwyżej nam nie wyjdzie.
 - Wyjdzie. – Zapewniła Sakura. – A jak Naruto coś spieprzy to go poznam ze swoją pięścią! – Dodała uderzając nią w otwartą dłoń.
 - Więc nie masz co się obawiać.  – Powiedziała Ino. – Sakura potrafi przyłożyć. W szkole średniej potrafiła całą klasę, nawet chłopców pokonać w siłowaniu na rękę. – Wspomniała Ino.
 Z Sakurą przyjaźniły się od dziecka, oczywiście kłóciły się niemal cały czas, ale to im nie przeszkadzało w przyjaźnieniu się, wspólnym imprezowaniu, obgadywaniu swoich wrogów, którzy przeważnie byli tacy sami. Ino niestety była dosyć dwulicową osobą. Obgadywała Sakurę, śmiała się z niej lub wyjawiała innym jej sekrety. Miały do siebie ograniczone zaufanie, jednak wszystko się zmieniło, gdy Sakura została rzucona przez chłopaka na studniowce. Ino nie znała szczegółów, ale Sakura się po tym wydarzeniu zmieniła. Szła po trupach do celu, żadne wartości nie miały dla niej znaczenia. Jedynie imprezowała, piła i kurwiła się. Jednak Hinacie udało się z nią mimo wad zaprzyjaźnić
 - A propos, o co się sprzeczałaś z naszym przystojnym sąsiadem? – Zagadnęła Sakurę. – Słyszałam krzyki, ale gdy wyszłam trzasnęłaś drzwiami, a na schodach stał Sasuke. - Nie dodała tylko, że powiedział do niej co się gapisz? Życia nie masz?
 - Nie kłóciłam się. Rozmawialiśmy… - Bąknęła Sakura, zanurzając usta w kubku. – Nie moja wina, że jego egzystencja mnie wkurza.
 - Poznałam Sasuke. – Wtrąciła Hinata. – Odprowadził mnie z Naruto na przystanek. Według mnie jest bardzo uprzejmy i dosyć oczytany.
 - Ha, ha, ha! Ha, ha, ha, ha, ha! – Sakura z trudem utrzymywała kubek z napojem w ręku. – Zapewniam cię Hinato, że tak nie jest. Jest wulgarny, głośny, to prowokator, snob i burak.
 - No to pasujecie do siebie. – Zauważyła Ino. – Też taka jesteś.
 - No chyba nie! i na pewno nie obrażam ludzi – Ino parsknęła pod nosem. – których nie znam!
 - No, a to przed chwilą? O Sasuke?
 - Ja go nie obrażam! Ja go opisuję. – Prychnęła kobieta.
 - Jak to mówią. Kto się czubi ten się lubi.
 - Bleh… Zmieńmy temat. Hinata, o co cię poprosił Naruto?
 - Ach! No tak, zapomniałabym.
 Hinata przedstawiła towarzyszącym kobietom swój problem dotyczący prośby o rozmowę telefoniczną z mamą Naruto. Sakura to zbagatelizowała, bo nie rozumiała dlaczego po prostu nie zadzwoni. Wstyd to żadna wymówka. Ino wzięła wszystko bardziej na poważnie i podzieliła się z kobietami pomysłem podszycia się pod ankieterkę. Przypadł on do gustu.

 Tego też wieczoru na rogówce przed telewizorem spędzali czas Minato i Kushina. Mężczyzna odpoczywał z żoną po dosyć ciężkim dniu w pracy. siedział w rogu kanapy trzymając w objęciach przed sobą żonę. Oglądali jakiś film, jednak Minato nie był na nim jakoś bardzo skupiony. Z trudem się powstrzymywał od zaśnięcia, choć głowa mu latała na wszystkie strony. Kushina też jakoś specjalnie zainteresowana nie była. Myśli kobiety ciągle wędrowały ku świętom. Nie mogła się ich doczekać. Głównie z powodu przybycia Menmy i Naruto. Rodzinka w komplecie i szczyt marzeń osiągnięty. Już rozpoczęła przygotowania do tego czasu, Wysprzątała dawny pokój Menmy, a to było największą robotą.
 - Właśnie! Minato pokaże ci co dzisiaj znalazłam! – Zawołała i wstała z miejsca, kierując się do szuflady. Jej ruch obudził mężczyznę.
 - Już koniec filmu?
 - Nie, ale jakoś nie zaintrygował mnie. – Skrzywiła się Kushina, zbliżając się na powrót do męża z kilkoma kartkami. – Patrz co znalazłam.
 - Mam nadzieje, że to nie teksty, bo mam ich dość…
 - Nie, spokojnie. – Uśmiechnęła się, gdy odebrał od niej kilka rysunków.
 - Eee… - Skrzywił się. – Ładne… - Odpowiedział nieszczerze. – Twoje?
 - Nie! Nie poznajesz?! – Obruszyła się. – To rysunki z dzieciństwa naszych dzieci! Pamiętasz? Zawsze na święta dostawaliśmy od nich po takiej laurce.
 - Ach, no to są paskudne. Nawet Picasso lepiej rysował.
 - Dokładnie, są okropne. – Przyznała Kushina, oglądając wesoło prace. – A to pamiętasz? Naruto rysował to kilka godzin, a Menma niechcący zalał to soczkiem. – Wspomniała, pokazując lekko pożółkłą od napoju kartkę.
 - Trudno zapomnieć. Naruto płakał przez dwa dni. – Powiedział Minato.
 Żeby się dłużej nie smucił i nie był obrażony na brata, zabrał go na spacer do lasu. Towarzyszył im wtedy jedynie ich pierwszy zwierzak Juubi i była to jesień, wszędzie wtedy było mnóstwo liści. Pamiętał doskonale ten dzień, bo świetnie się bawili. Naruto miał wtedy sześć lat, ale mimo wieku niewiele się w nim zmieniło. Pewnie nawet dzisiaj czerpałby większą zabawę z zwyczajnego spaceru niż pobycie w wesołym miasteczku.
 - Nawet mi nie przypominaj. – Kushina się nadąsała. – Tym swoim ciągłym wyciem doprowadzał mnie do białej gorączki. Mało brakowało bym mu po prostu wlała.
 - Pamiętam. – Zaśmiał się lekko.
 - Potem znowu Menma mnie męczył… Mamo, gdzie tata? A dlaczego mnie nie zabrał? To nie sprawiedliwe! Naruto ma zawsze najfajniej…! – Przedrzeźniała syna. – Nie miałam do tych twoich dzieci siły.
 - Na szczęście wyrosły na twoje dzieci. – Uśmiechnął się. – To co z tym…? – Wskazał podbródkiem na rysunki. – Mam wyrzucić?
 - Słucham?! – Zawołała oburzona. – Zwariowałeś?! To pamiątka sentymentalna! Takich rzeczy się nie wyrzuca.
 - Sama przyznałaś, że są koszmarne…
 - Co z tego? – Przewróciła oczami. – To tak jakbym wyrzuciła nasze listy miłosne. Ja nie wiem co wtedy brałeś, gdy je pisałeś, a co ja, że mi się podobało. – Stwierdziła obojętnie, jednak nie było to szczere. Do dzisiaj czytając te teksty ma motyle w brzuchu. Minato wiedział, że żona tylko udaje.
 - Wtedy to był najmodniejszy sposób okazywania miłości, która ani trochę nie wygasła, jakbyś chciała wiedzieć. – Mruknął patrząc czule na żonę.
 - Hm, to może udowodnisz mi to dzisiejszym sposobem na udowadnianie miłości? – Odpowiedziała pytaniem.
 Reakcja była oczywista, pomimo zmęczenia na figle nie traci się ochoty. kierowali się ku schodom, Minato objął Kushinę od tyłu i już rozpoczął składać na jej szyi ssące pocałunki. W połowie drogi zadzwonił telefon kobiety.
 - To pewnie Żabka! To ten, idź już na górę, a ja zaraz do ciebie przyjdę. – Zwróciła się do męża i wróciła do salonu odebrać telefon. Nie był to Naruto tylko jakiś nieznany numer. – Słucham?
 - Dzień do… o znaczy dobry wieczór! – Poprawiła się mówczyni. – Jestem… Moim zadaniem w ramach studiów jest dzwonić do kilku osób i przeprowadzać z nimi ankiety. Zgodziłaby się pani odpowiedzieć na kilka pytań?
 - Cóż, właściwie…
 - Pytanie pierwsze!
 - Hej, hej! – Zawołała Kushina. – A czego dotyczy ankieta?
 - Umm… Świąt Bożego Narodzenia…
 - Ach, no to w porządku. – Powiedziała z uśmiechem Kushina siadając sobie na kanapie. – Bo jakby pytania były z matmy to by bym musiała wołać męża do pomocy. – Zaśmiała się, a rozmówczyni razem z nią.
 - Spokojnie. Da sobie pani radę.
 - Hm… Czy my się przypadkiem nie znamy? Masz taki znajomy głos.
 - Nie, nie sądzę… Przejdę do pytań.
 Kushina czynnie odpowiadała na pytania, rozwijając się w wypowiedzi, a czasem nawet mówiąc kilka ciekawostek o swoich synach, lubiła o nich opowiadać, a ankieterka nie trzymała się ściśle świątecznego tematu. Opowiedziała jej o powrocie dzieci do domu i zorganizowaniu dla nich naprawdę świetnych świąt. Opowiedziała jej o planach, o których synowie nie wiedzą, a nawet o tych, o których nie wiedział Minato. Przy okazji wygadała się o drobnych sekrecikach Menmy i Naruto, do których ci pewnie by się nie przyznali.
 - Dziękuję bardzo za odpowiedzi.
 - Będzie to gdzieś publikowane? Bo zapomniałam spytać…
 - Nie, nie. Wszystko jest anonimowe.
 - Całe szczęście. Chyba by mnie synowie zabili, he, he.
 - Nie, to niemożliwe. Taką mamę, jak pani można tylko kochać. - Odpowiedziała jej solidnie ankieterka. – Miło było z panią rozmawiać i dowiedzieć się co nieco o synach…
 - No niestety obaj mają już swoje drugie połówki, a trzeciego syna nie mam. – Głos w telefonie zachichotał delikatnie.
 - Nie szkodzi, sama mam cudownego chłopaka. Mogłabym go porównać do pani syna, Naruto. Wesoły, ciągle uśmiechnięty i bardzo kochany.
 - No proszę to jak tobie i jemu nie wyjdzie to musicie się poznać. Chociaż wolę by wszystko wam wyszło.
 - I ja też. Jeszcze raz dziękuję za rozmowę. Do widzenia.
 Kushina po pożegnaniu się ruszyła do sypialni. Jednak wcześniej na podłodze w przedpokoju znalazła ślad krwi, ów ślad prowadził do kojca, w którym spał lekko pokiereszowany Kurama. Zawołała Minato i natychmiast ruszyła zwierzęciu na pomoc.

 Następnego dnia wieczorem Naruto rozmawiał z Hinatą na skypie w swoim pokoju. To była jego ukochana opcja, bo oprócz tego, że ją słyszał to jeszcze widział. Jedynym problemem było zgranie się w czasie, ale w końcu się udawało. Tak, jak teraz. Hinata też była w swoim pokoju na łóżku i sobie rozmawiali. Naruto nie był wzrokowcem, ale starał się zapamiętywać każdy szczegół twarzy i ciała ukochanej. aktualnie chwalił je się wynikiem z ostatniego kolokwium u Jiraiyi. Uwielbiał jego wykłady i jego przedmiot, dlatego nawet bez Gaary dawał sobie świetnie radę.
 - Na studiach masz tylko jeden przedmiot? – Zapytała po chwili Hinata. Kushina wygadała się jej z wynikami ocen syna. – Jak ci idzie na innych zajęciach?
 - No wiesz… Dużo by gadać. – Zakłopotał się.
 - Spieszy ci się?
 - Nie, ale…
 - Więc mów. Chwal się lub żal. – Naruto wydął usta w naburmuszeniu. Nie chciał mówić dziewczynie o swoich wadach, a są nimi bez wątpienia oceny. – Śmiało. Nie chodziłam na studia, ale przez dwa lata chodziłam zaocznie do szkoły. No i byłam na szkoleniu.
 - Jakim?
 - Na barmankę, wiesz, potrzebowałam to do pracy.
 - A co ze szkołą?
 - Jestem pełnoprawną asystentką stomatologiczną. - Naruto pod tym wpływem odruchowo przejechał językiem po zębach.
 - Muszę zacząć myć codziennie zęby. – Zaśmiał się. – Ale dlaczego taki kierunek? Myślałem, że bardziej wiążesz przyszłość z restauracją.
 - Restauracja i tak zostanie oddana Hanabi, a ja nie chcę do końca życia być kelnerką. Siostra mojej mamy ma klinikę stomatologiczną. Jak skończę tutaj to raczej wyniosę się tam.
 - A gdzie jest to TAM?
 - Godzinę drogi do twojego domu. – Powiedziała z uśmiechem, a Naruto wydał z siebie okrzyk szczęścia i zwycięstwa. To był jednak błąd, bo do jego pokoju od razu wpadło kilku przyjaciół.
 - Co jest? Czego się drzesz? – Zapytał spokojnie Gaara.
 - Nie twoja sprawa. W ogóle, hej! Spieprzajcie z mojego pokoju!
 - A co jak nie? – Zaśmiał się Lee.
 - Dostaniecie! Rozmawiam, ej! Szacunku trochę!
 - Robicie seks?
 - Cooo?! Nie, głupku. Rozmawiam kulturalnie z dziewczyną, wyjdźcie stąd! A w ogóle seksu się nie robi… Skąd ty się wziąłeś? – Wzniósł oczy do sufitu, a Hinata uśmiechnęła się z zakłopotaniem. Po chwili w kadr wszedł Gaara.
 - Cześć Hinata. Miło cię poznać, jestem Gaara. To ja każę cię zawsze pozdrowić, ale ten pacan nigdy nie chce ci ich przekazywać.
 - Och, dobrze wiedzieć. Myślałam, że mnie nie lubicie. – Zażartowała.
 - Widzisz? – Trzepnął go w potylicę. – Mówiłem byś pozdrawiał.
 - Zamknij ryj… Ty nawet nie powiedziałeś swojej lasce, że masz przyjaciół!
 - Jakby było się czym chwalić.
 - Masz wpierdol.
 - Ok, zapisz na czwartek. – Mruknął Gaara.
 - Cześć, Hinata! Ja się nazywam Rock Lee! Na co dzień emanuje młodzieńczą energią, która…!
 - Lee, baranie, odsuń się! jesteś za blisko kamerki i Hinata widzi tylko twoje śpiki w nosie! – Zawołał Naruto, odciągając przyjaciela do tyłu. – To Brewka..
 - Ach! Jasne, mogłam się domyśleć… - Hinata się uśmiechnęła. – To ty napisałeś do Sakury na messangerze.
 - Co? – Zdziwił się Naruto.
 - Tak, to byłem ja! Mówiła ci coś o mnie?
 - No więc…- Zakłopotała się. – Ona raczej nie szuka stałych zobowiązań…
 - Hej, hej! Chwila! – Zawołał Naruto. – Lee, piszesz do moich znajomych?!
 - Do moich też pisze. – Wtrącił Gaara. – Wybiera laski, które mu się podobają i do nich podbija.
 - Stary! – Zawołał Naruto zniesmaczony zachowaniem Lee. – Lecz się!
 - Nie moja wina, że macie ładne koleżanki.
 - Ale to nasze znajome, a nie biuro matrymonialne dla ciebie!
 Hinata przyglądała się ich wygłupom, przekomarzaniom z uśmiechem. Od razu wszystkich polubiła, dzięki nim Naruto tak wiele się uśmiecha. Choć udaje zawstydzonego. Po chwili wiedząc już, że się ich nie pozbędzie, dopóki nie wróci Shino, rozmawiali we trzej z Hinatą.
 - W każdym razie, Naruto to fajny ziomek, chyba ciągle się szczerzy, to żartowniś, bardzo ceni ludzi…
 - Jest lojalnym przyjacielem. – Dodał Lee.
 - No i bardzo, bardzo mu się podobasz. Nie ma dnia by o tobie nie wspomniał. Nie! Co ja gadam? Miałem na myśli godziny nie dnia. – Oznajmił Gaara.
 - Masz same zalety, Naruto – Przyznała Hinata.
 - Cóż… Jestem cudowny.
 - Chcesz poznać jego wady? – Zaśmiał się Gaara. Naruto mu w zamian pogroził pięścią. – Nie umie gotować. Nie wie co to jest chochla. – Hinata spojrzała na Naruto, a ten wzruszył ramionami.
 - No… No nie wiem.
 - Kąpie się trzy razy w tygodniu. – Mruknął Lee.
 - Ej! To ma swoje uzasadnienie! – Burknął Naruto. – Zbyt częsta kąpiel sprawia, że mam na ciele krostki.
 - Sprząta tylko, gdy musi. Na przykład ten widok co masz na ekranie jest czysty, a poza nim to… Szkoda gadać. Naruto potrzebuję motywacji w postaci mamy i teraz ciebie.
 - Bo jak mam posprzątane to nie mogę niczego znaleźć.
 - Pokazałeś jej swoje oceny? – Dopytał Gaara. Naruto zaśmiał się nerwowo. – Cóż, mogło być gorzej.
 - Wiem mniej więcej, jak Naruto się uczy i nie mam nic do tego. – Spojrzała z uśmiechem na Naruto. – Twoja mama mi duuużo o tobie opowiedziała.
 - Rozmawiałaś z nią?
 - Mhm. – Skinęła z uśmiechem głową.
 - Koledzy, musicie wyjść.
 - Co? Dlaczego?
 - Wypad! – Zawołał Naruto, wtedy też u progu drzwi pojawił się Shino.
 Mężczyźni z bólem, ale posłusznie opuścili pomieszczenie zostawiając parę samą sobie. I tak Naruto miał później do nich dołączyć, ale on sam nie wiedział kiedy i czy w ogóle to nastąpi. Nim rozpoczął rozmowę z Hinatą poszedł jeszcze sprawdzić czy aby nie jest podsłuchiwany. Nie był.
 - Sorry za nich. Tacy są.
 - Nie szkodzi.
 - No to, co chciałaby moja mam dostać?
 - Najbardziej chciałaby dostać od swoich synków rysunek. Taki, jaki robiliście dla niej w dzieciństwie i jakie z dumą przylepiała na lodówce.
 - Hęęę? – Jęknął. – Nie marzy jej się nic normalnego…?
 - Z prezentów, które możesz kupić w sklepie, chciałaby dostać torebkę. – Naruto zamilkł na chwilę.
 - To ja chyba zostanę przy rysunku… - Hinata zaśmiała się w odpowiedzi.
 - Ale ty jesteś wybredny.
 - Wcale nie, po prostu nie znam się na torebkach… Ani na modzie…
 - Biedny Naruto. – Skomentowała z uśmiechem. – Poproś Temari, by z tobą poszła.
 - Niee…
 - Dlaczego?
 - Ona mnie trochę przeraża… - Szepnął, jakby mogła go usłyszeć.
 - No, a dziewczyna Gaary?
 - Nie znam jej, poza tym to małolata… - Skrzywił się.
 - No to nie wiem… Może twoja sąsiadka ci pomoże? – Zadała pytanie z nutką zazdrości, a Naruto uniósł brew do góry.
 - Co ci jeszcze powiedziała moja mama?
 - Och, sporo rzeczy…
 Sąsiadka Naruto nazywała się Yukie i była początkującą aktorką. Była też wielką miłością Naruto przez trzy lata studiów. Zerwali ze sobą, bo ją w końcu znudziła monotonia związku. Od tego czasu minęlo osiem miesięcy, więc było minęło, dlatego Naruto nie czuł potrzeby mówić tego Hinacie. Teraz ona jest jego oczkiem w głowie. W dalszej rozmowie okazało się, że Kushina powiedziała jej o kilku...nastu wadach syna. Pożałował swojego pomysłu rozmowy tych dwóch.

 Kilka dni później, kiedy do świąt pozostał niespełna tydzień, z samochodu zaparkowanego na jednym z osiedli, wysiadła ciemnowłosa, elegancka kobieta. Samochód, którym przyjechała wyróżniał się wśród pozostałych, był to jeden z tych droższych modeli. Kobieta spojrzała na okolice - ładnie, wesoło, malowniczo - niemniej i tak nie potrafiła sobie wyobrazić egzystencji syna w takim miejscu. Sądziła, że po kłótni z ojcem i ogłoszenia o wyprowadzce, Sasuke wróci do domu po maksymalnie miesiącu, jednak twardo się trzyma. Nie jest aż tak uzależniony od wygody. Mikoto ruszyła w kierunku bloku, w którym mieszkał jej syn, ale w pewnej chwili noga ujechała jej na śliskim chodniku skutkiem czego wyrżnęła gdzieś tam na ziemię. 
 - Auu... Cholera... - Jęknęła z bólu. Dzieci, które były świadkami tegoż poniżającego czynu, śmiały się głośno. Mikoto jednak zgrywała dumną. Podniosła się, otrzepała płaszcz ze śniegu, a wraz z kolejnym krokiem powtórzyła upadek. - Jasna... 
 - Hej! - Warknął kobiecy głos za plecami. - Gówniarze! Nie wiecie, że przy upadku należy pomóc, a nie śmiać się?! - Mówiąc do bandy podała kobiecie rękę. 
 - Ta pani nie prosiła o pomoc. - Bąknął jeden z ośmioletnich cwaniaczków. 
 - Wy też mnie o nic nie prosiliście, ale mimo to porozmawiam sobie z waszymi rodzicami. 
 - Ale się boimy. - Zaśmiali się. 
 - W porządku, w porządku! - Zawołała kobieta powstrzymując rozjuszoną Sakure. - Nic się nie stało. 
 - Dzisiejsze dzieci są takie niewychowane...  
 - Cóż w ich wieku też bym się śmiała na widok starszej kobiety wywijającej orła.  - Uśmiechnęła się lekko, starając się ukryć jak niesamowicie boli ją tyłek. - Mieszkasz tutaj? 
 - Tak, na pierwszym piętrze.  
 - Och, więc pewnie znasz mojego syna, Sasuke. 
 - Pani jest jego mamą...? 
 - Mhm! Mikoto Uchiha. - Podała dziewczynie dłoń. 
 - Sakura. - Przedstawiła się ściskając dłoń i otwierając jej drzwi do klatki schodowej. - Przyszła pani do Sasuke? 
 - Tak, ale to niespodzianka. 
 - Domyślam się, bo Sasuke chyba do osiemnastej pracuje. - Mikoto zmierzyła dziewczynę spojrzeniem. - Nie żebym go stalkowała... Po prostu czasem się mijamy, gdy wracam ze studiów... 
 - Studiujesz? 
 - Owszem, medycynę. 
 - Świetnie, naprawdę wspaniały zawód. Co konkretnie?  
 - Neurologia. - Może kiedyś zbadam głowę pani syna, dodała w myślach Sakura.  
 - Musisz być bardzo mądra.  
 - Jak każdemu to i mi brakuje jakiejś klepki. - Zaśmiała się. - No więc, współlokator Sasuke powinien być w domu. 
 - Och. - Mikoto się skrzywiła. - W porządku, dziękuję. Miło było poznać. 
 - Chociaż...! Może by wolała pani zaczekać u mnie? 
 - Nie chcę sprawiać... 
 - To żaden problem. 
 Przerwała Sakura, zapraszając Mikoto do środka. Zauważyła, że nie była zadowolona na wieść o spędzeniu czasu z Kibą, dlatego zdecydowała się wspomóc. Przy okazji  może dowie się jakiś zawstydzających momentów z życia Sasuke. Robiła herbaty w czasie, gdy Mikoto w dużym pokoju przeglądała tytuły grubych tomów z tematu medycyny. Nie mogła się nadziwić, to nie była tyle nauka co pasja.
 - Proszę. Gorąca o smaku malinowym. – Poinformowała, wręczając jej kubek.
 - Dziękuję. Tak między nami… Czytałaś to? – Zapytała, wskazując na najgrubszą książkę jaką widziała. Sakura skinęła głową niepewnie, przecież nie trzyma książki jedynie na ozdobę. – Niesamowite, przypominasz mi syna.
 - Sasuke?
 - Nie, nie. Itachiego. To genialne dziecko, którego też by nie przeraziły tak grube książki. – Odpiła łyk herbaty. – Masz ładne włosy, Sakuro.
 - Dziękuję… - Zarumieniła się. Sięgały do pasa i nie zamierzała ich nigdy obciąć. Były dla niej dosyć ważne.  – To może…
 - Opowiedz mi o Sasuke. – Poprosiła Mikoto, Sakura chciała wiedzieć to samo. – Mam nadzieje, że jako sąsiad nie sprawia kłopotów.
 - N… Nie… - Zaprzeczyła siadając z kobietą na rogówce. – Właściwie to prawie się nie znamy. Sasuke raczej nie należy do towarzyskich osób.
 - Och, tak. Zawsze taki był, ale to bardzo dobry chłopiec. – Uśmiechnęła się. Jaaasne, dodała sarkastycznie w myślach Sakura. – Lecz ma swoje wady. Jest bardzo… Indyferentny. Ponadto szybko osądza ludzi. Zazwyczaj trafnie, ale to i tak wada.
 - Może po prostu ma dobrą intuicje. To właściwie zaleta, a w połączeniu z jego wyjebaną postawą to… Przepraszam! – Przerwała gryząc się w język za wulgaryzm.
 - Nie szkodzi… Podoba ci się mój syn? – Sakura zakrztusiła się herbatą.
 - Co proszę? Nie! skąd taki pomysł…?
 - Dobrze się o nim wypowiadasz i bronisz. Wierz mi, niewiele jest takich osób, a dziewczyn jeszcze mniej.
 - J-Ja po prostu jestem miła! Sasuke w ogóle nie jest w moim typie. Pani wybaczy, ale to burak i snob. – Fuknęła urażona tą dedukcją.
 - Hm, czyli jednak się trochę znacie.
 Sakura zamilkła, a jej twarz nabrała czerwonego koloru ze wstydu. Aktualnie miała wielką ochotę zapaść się pod ziemię. Mikoto jednak w ogóle nie przejęła się refleksją dziewczyny na temat jej syna. Właściwie przez to mogła się jej wygadać na temat problemów z nim, jakie przechodzą. Rodzice jak i sam Sasuke. Mikoto chciała, aby studentka traktowała go bardziej łaskawie.
 Półtorej godziny później z pracy wracał Sasuke. Nie spieszył się specjalnie, gdyż jego myśli zajmowała najnowsza oferta, jaką była sesja zdjęciowa. Był to konkurs na skale kraju, a nagrodą było sporo pieniędzy i profesjonalny sprzęt fotograficzny. Musiał jedynie znaleźć modelkę. Nagle zatrzymał się i cofnął o trzy kroki, wpatrując w samochód na parkingu. Znajomy samochód i znajome tablice rejestracyjne.
 - Mama…?
 Zapytał sam siebie i od razu zaczął przyspieszać do domu. Ale nie biegł. Po chwili był już w klatce schodowej, niemal zderzając się z wychodzącą na zewnątrz Sakurą. Nie raczyli się żadnym słowem. Sasuke zniecierpliwiony sekundami przepuścił ją przodem przez drzwi. Po chwili był już w mieszkaniu.
 - Mogła pani uprzedzić, że nas odwiedzi… Posprzątałbym…
 - AA! – Krzyknęła kobieta czego towarzyszyło szczekanie psa.
 - Akamaru! Do nogi! Pani nie lubi gdy się jej gryzie torebkę!- Zawołał surowo Kiba. Mikoto była wstrząśnięta warunkami mieszkania i śladem zębów na jej torebce.
 - Jestem. – Powiadomił o swojej obecności stojący w progu Sasuke. – Mamo. – Przytulił do siebie kobietę. – Co tu robisz?
 - Stęskniłam się za moim kochanym synem.
 Nie bardzo wierzył, że to jedyny powód jej odwiedzin, ale jedyne co zrobił to uściskał ją jeszcze mocniej. Bardzo za nią tęsknił, ale duma nie pozwalała mu nawet do niech zadzwonić. Przenieśli się do pokoju Sasuke. Był on czystszy, poukładany i był zupełnym przeciwieństwem całego mieszkania. Mężczyźnie mimo to się podobało, jak mieszkał, bez zarzutu mógł trochę nabałaganić, a za wylanie napoju nie słucha nagany ojca jakby co najmniej kogoś zabił. W końcu poczuł się wolny i dorosły.
 - Długo na mnie czekałaś?
 - Przyjechałam jakieś dwie godziny temu. – Uśmiechnęła się. Sasuke wolał nie pytać czy dobrze dogadywała się z Kibą. – Poznałam twoją śliczną sąsiadkę.
 - Kogo…? – Zapytał z obawą.
 - Studentkę medycyny, Sakurę.
 - O jezuuu… - Wywrócił oczami. Mikoto podeszła  do syna i złapała go za ramiona.
 - To ona, prawda?
 - Niby kto?
 - Ta dziewczyna, o której mi opowiadałeś kilka miesięcy temu. Ma długie, różowe włosy, jest mądra, a swoje zajęcie traktuje, jak pasje. Widziałam na jej półce naprawdę grube książki medyczne!
 - Co…? Byłaś u niej?!
 - Miałam do wyboru jej towarzystwo albo Kiby. Odpowiedź była oczywista. – Stwierdziła Mikoto, po chwili znowu uśmiechnęła się do Sasuke. – To dla niej się tutaj wyprowadziłeś, prawda? – Sasuke zrobił głęboki oddech ściskając swoje zatoki.
 - Tak, mamo… Zrobiłem to dla Sakury…
 - Wiedziałam! Wiedziałam, że masz coś z romantyka, skarbie.
 - Ta… ale chyba jej o tym nie powiedziałaś?
 - Zrobiłam coś lepszego! Wypytałam ją o ciebie. – Sasuke zamilkł, no to pięknie. – Podobno jesteś dla niej strasznie opryskliwy… W ten sposób nie zdobędziesz jej serca…
 - Cóż… No wiesz… Życie.
 - Zła taktyka, Sasuke. Ona nie jest typem, który leci na dupków. Pokaż jej prawdziwego siebie, a będzie twoja.
 - Nie potrzebuje rad, mamo. Wiem co robię. – Przewrócił oczami.
 - Jak wolisz.
 - Właśnie tak wolę. Co jeszcze ode mnie chciałaś?
 - Spostrzegawczy, jak zawsze. – Uśmiechnęła się Mikoto.
 - Gdyby był tu ojciec to by cię uświadomił, że nie tak, jak Itachi. – Prychnął w odpowiedzi.
 - Nie przyszłam do ciebie by usprawiedliwiać jego postępowanie, ale wiedz, że tata szanuje twój wybór i podziwia twoją determinacje. – Pierdu, pierdu… dodał w myślach Sasuke. – Ja chciałabym byś chociaż na święta wrócił do domu.
 - No to niepotrzebnie się fatygowałaś. Nie zamierzam.
 Mikoto nie była zadowolona odpowiedzią syna. Mogłaby załagodzić jego konflikt z ojcem i wymusić  na Fugaku obietnicę żadnych kłótni. Sasuke jednak nie zmienił zdania. I tak dostał już zaproszenie od Menmy, z którym będzie Izumi i jego bratanica. Jednak nie wspomniał o tych planach matce. Ponadto nie tylko ojciec był problemem. Itachi też nim był. Jego obecność zawsze sprawiała, że czuł się jak głupie dziecko, o które trzeba dbać. To było denerwujące, nie potrafił się przy nim rozwijać na tyle,  by ojciec powiedział jestem z ciebie dumny, Sasuke. Godzinę później kobieta zaczęła się zbierać do domu. Bez odniesienia sukcesu.
 - Odprowadzę cię. – Oświadczył Sasuke ubierając buty i zarzucając na siebie kurtkę.
 - Zapnij się. Jest zimno.
 - Odprowadzam cię do samochodu. Pięć kroków.
 - Przeziębisz się, Sasuke. – Uparła się kobieta, sama zapinając mu zamek. Kiba, który im towarzyszył w przedpokoju powstrzymywał się  od parsknięcia. Sasuke starał się zamordować go siłą umysłu i za placami mamy pokazał mu środkowy palec. – Gotowe. Teraz możemy iść.
 - No to do widzenia, pani Uchiha. I sorry za torebkę…
 - Do widzenia. – Pożegnała się jedynie i wyszła na klatkę schodową, a za nią Sasuke. – Powinnam była zażądać rekompensaty.
 - Powinnaś. – Wzruszył ramionami. Po chwili usłyszeli huk, rozsypywanych rzeczy, a momencik później zobaczyli jego sprawczynie. Uśmiechnął się do siebie na widok Sakury. – Sierota. – Skomentował, chcąc ją wyminąć.
 - Sasuke! – Upomniała Mikoto. – Pomóż jej.
 - Nie chce mi się.
 Mikoto zmarszczyła brwi gniewnie i sama zaczęła pomagać zbierać kilka książek Sakury, każąc jej otworzyć drzwi. Dziewczyna oparła się dłonią o drzwi wstała na równe nogi. Wtem nagle nią zachwiało i gdyby stojący za nią Sasuke jej nie podtrzymał to by spadła ze schodów.
 - Co ty, kurwa, piłaś?!
 - Sasuke! – Syknęła Mikoto.
 - Prawie by mnie zepchnęła ze schodów.
 - Przepraszam… - Bąknęła Sakura. Wyjęła z kieszeni klucze i z trudem próbowała trafić do zamka. Z trudem mogła ustać na nogach.
 - No szybciej. – Pogonił ją Sasuke. Od razu włożyła klucze do zamka, jednak pojawił się kolejny problem. Wydawała się jakby siły ją opuściły. Nie mogła przekręcić klucza, nawet dwoma rękami. – Krew ci leci.
 - Co…?
 - Z nosa. Leci ci krew. – Uświadomił, a Sakura przyłożyła tam rękę. Zdrętwiała pod tym wpływem. – Eh, odsuń się. – powiedział oschle i za nią otworzył drzwi. Zabrał od matki książki i położył jej na najbliższej półce. – Idziemy, mamo.
 - Dzięki. – Mruknęła cicho Sakura, gdy schodzili po schodach. Następnie sama wróciła do mieszkania.
 Mikoto nic nie powiedziała odnośnie karygodnego zachowania Sasuke. Jak taki ma plan na podrywanie to prędko nie znajdzie dla niej synowej. Przechodząc chodnikiem do samochodu Sasuke ujechała nagle noga i z hukiem uderzył plecami o ziemię. Mikoto na widok leżącego syna parsknęła śmiechem. Oczywiście nie dlatego, że upadł – chociaż… z tego też – bardziej chodziło jej o miejsce zdarzenia. Sama wywinęła tu niedawno pięknego orła.
 - No jaka matka taki syn. Nic ci nie jest?
 - Nie wiem, chyba nie. Plecy mnie bolą…
 - No nie dziwię się. – Uśmiechnęła się, głaszcząc syna po plecach. – Sasuke, możesz się jeszcze zastanowić nad świętami?
 - To bezcelowe. Mam inne plany.
 Mikoto nie kryła zawodu, ale nie chciała się w tej sprawie kłócić z Sasuke. Jeszcze raz się do niego przytuliła. Brakowało jej syna, bez niego w domu było tak pusto. Itachi już dawno z nimi nie mieszkał, pracował na komisariacie, pod pieczą Fugaku. On miał z nim stały kontakt, a ona miała Sasuke. No właśnie. Miała.
 Po pożegnaniu się z matką, wrócił do domu. ściągnął kurtkę i wrócił do pokoju. Chciał zostać sam. Plecy go nadal bolały, chciał je obejrzeć, zdjął w tym celu koszulkę i obejrzał się w lustrze. Świetnie, zdarł sobie całe plecy.

 Kushina szła w kierunku dworca, na którym miał się w końcu pojawić jej kochany Naruto. Dzisiaj wracał do domu i to na calutkie święta, wliczając w to sylwestra. Już nie mogła się doczekać, by zobaczyć jego uśmiech. Menma miał przylecieć za dwa dni, oczywiście jemu także zamierza wyjść na powitanie. Zabrałaby ze sobą Kuramę, który też się poważnie stęsknił. Gdy zabierali go z Minato do weterynarza, kobieta zauważyła, jak przechowywał w kojcu bluzę Żabki. Kochany zwierzak.
 - Hej, ciociu! – Zawołał Konohamaru, podbiegając do niej z plecakiem na jednym ramieniu. – Cześć. Dokąd się wybierasz?
 - Niedługo ma wrócić Żabka. Idę mu wyjść na powitanie.
 - Uaaaa! Braciszek Naruto wraca? Super! Mogę pójść z tobą?
 - Pewnie! Wróciłeś ze szkoły?
 - Tak, nauczyciele pocisnęli nam tyle zadań na święta, że poproszę wujka Minato o pomoc.
 - Menma wraca za dwa dni, pomoże ci.
 - Nie, Menma jest… no czegoś mu brakuje. A wujek Minato ma cierpliwość.
 - Nie wiem czy będzie miał czas. Ale możesz zapytać. – Uśmiechnęła się Kushina. – Ubierz ten plecak normalnie…
 - To znaczy?
 - Na oba ramiona.
 - Nie chce…
 - Będziesz krzywy.
 - Nie będę.
 - Nie dogaduj się ze mną, tylko ubierz plecak na dwa ramiona! – Warknęła kobieta. W takich kwestiach należy jej ustępować. Konohamaru o tym wiedział, ale nie chciał.
 - Ciociu… ale nikt tak nie chodzi…
 - Nie interesują mnie inni. No już, wkładaj…
 Chwyciła za drugie ramiączko i czekała tak długo, aż Konohamaru nie włożył do niego ręki. Dał za wygraną. Po jakichś trzech minutach nadjechał pociąg, z którego po kolejnych dwóch minutach wyłonił się Naruto. Pierwsze co zrobił po wyjściu, to głęboki oddech. 
 - Domku, wróciłem! - Zawołał do siebie, nie zwracając uwagi na dziwnie patrzących ludzi wokół siebie. 
 - Naruto! - Zawołała Kushina, przystawiając sobie boki dłoni do twarzy, by dźwięk był wyraźniejszy. 
 Syn w ogóle na to nie zareagował, po prostu jej nie usłyszał. Następnie co zrobił to udał się w zupełnie przeciwną stronę, chciał dokładniej poznać się z rozkładem pociągów. Kushina zmarszczyła gniewnie czoło, jak mogła zostać tak zignorowana? Wraz z Konohamaru udała się jeszcze bliżej do Naruto. Wtedy, zamiast wyściskać z tęsknoty, walnęła go w łeb. Schylił się pod naporem bólu.
 - Nie słyszysz jak cię wołam?!
 - Mamo, to bolało…
 - I miało boleć.– Oznajmiła z dumnym uśmiechem. Naruto się naburmuszył, a wtedy kobieta złagodniała. – Tęskniłam za tobą, Żabko.
 - Też tęskniłem. – Wyszczerzył się, od razu ją ściskając ją. Chwile tak postali. – Co będzie na obiad?
 - A zobaczysz! Zrobiłam coś co lubisz! – Zapowiedziała z uśmiechem.
 - Cześć Naruto. – Przywitał się Konohamaru. – Za mną też się stęskniłeś?
 - Możemy to podciągnąć do tego. Co u ciebie Kon? – Zapytał, obejmując mamę ramieniem i idąc do domu.
 - Będę miał do ciebie sprawę, braciszku. Ale później ci powiem.
 - Okej…

 Kushina nie wnikała w sprawę Konohamaru chociaż była bardzo ciekawa. Niemniej nie zawracała sobie tym głowy. Opowiedziała Naruto co przytrafiło się Kuramie. Najpewniej jakieś dzieciaki rzucały w niego kamieniami i stłukli mu nóżkę, dlatego psiak nie może ruszyć się z domu, ale chyba na widok Naruto nie będzie się tym specjalnie przejmował.

6 komentarzy:

  1. Rozdział genialny ;) Jest parę błędów, ale takich drobnych. Pozdrawiam i życzę weny :P

    OdpowiedzUsuń
  2. O nie! Za ten wątek z Sasuke to mam mieć migusiem nexta! Oj będzie się działo! Kocham Cie za to! ♡♡♡♡ Zazwyczaj nie komentuję ficzków ale po tym rozdziale po prostu musiałam powiedzieć Ci jaki jest boski!

    OdpowiedzUsuń
  3. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  4. Łoł na prawdę fajne opowiadanie ;) nie mogę się doczekać dalszych relacji

    OdpowiedzUsuń
  5. Tak wiem, szybko się zabrałam za komentowanie, nie bij!
    Ogólnie mówiłam ci już, że ogólnie bardzo podoba mi się opowiadanie. Uwielbiam twój styl pisania! ^-^
    Ten rozdział cudowny! Nawet nie wiesz jak parsknęłam śmiechem, gdy wszyscy zostawili Shino. Nie wiem czemu, ale mnie to śmieszy XD Chyba już dla mnie normą jest śmianie się, gdy coś złego/krępującego dzieje się bohaterom ^^"
    Lee jaki zdesperowany, zaczepia dziewczyny kolegów XD Ogólnie jak wbili do Naruto, gdy ten rozmawiał z Hinatą, było mega śmiesznie x)
    I ta niespodziewana wizyta Mikoto... Najlepsze było jak upadła! (Nie jestem sadystką jak coś, tak dla jasności XD)
    Z niecierpliwością czekam na nowy rozdział! No i życzę dużo weny, Gargulcu >:D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. >Ogólnie mówiłam ci już, że ogólnie bardzo podoba mi się opowiadanie.<
      Nie zwracaj uwagi na to chwilowe zaćmienie mózgu, plz XD

      Usuń