Ariana | Blogger | X X

9 kwi 2017

ROZDZIAŁ #13

 Gdy Naruto otworzył oczy leżał samotnie w swoim łóżku. Owa samotność go kompletnie przebudziła – wszak pamiętał, że zasypiając miał w ramionach Hinatę, a teraz jej nie było. Na podłodze też. Zauważył jednak przy szafie jej podróżny plecak i torbę. Odetchnął zdając sobie sprawę, że jej wczorajsza wizyta nie była snem, fatamorganą ani żadnym innym omamem. Pierwszą rzeczą jaką zrobił to chwycił za telefon i sprawdził godzinę.
 W pół do jedenastej – standardowe przebudzenie Naruto. Wstał z łóżka i będąc jeszcze w piżamie wyszedł z pokoju. Skierował się do kuchni, bo stamtąd dobiegały głosy i śmiech.
 Hinata jak i Obito byli ubrani w codzienne ubranie i z kawą lub herbatą w kubkach żywo dyskutowali na temat swoich prac – przypałów, jak i rutynie. Od razu po zobaczeniu Naruto jego połowa przywitała go buziakiem.
 - Dzień dobry, kochanie. Co byś chciał zjeść?
 - Zawsze chciałem usłyszeć to pytanie! – Zawołał z zachwytem.
 - Polecam omlety z ryżem. – Wtrącił Obito. – Robi je wyborne. Naprawdę Naruto, gdzie ty ją znalazłeś?
 - W pociągu. – wyszczerzył się Naruto. – Wcześnie wstałaś…
 - Nie potrafię tak długo spać. Wzięłam prysznic, potem już zobaczyliśmy się z Obito w kuchni i chciałam mu zrobić śniadanie…
 - Ale okazało się, że nie mamy zbyt dobrych produktów. – Dokończył Obito.
 - Ja nie wiem jak wy egzystujecie…
 - Pizza, płatki, zupki chińskie, parówki… Hej! Jestem studentem!
 - No więc, żeby nie wyjadać rzeczy twojej śmiesznej i dziwnej sąsiadki. Wybraliśmy się do sklepu.
 - Wszystko to, kiedy spałem…? Muszę skrócić te przyjemną czynność… - Bąknął do siebie i usiadł na krześle. – Bo jeszcze ktoś mi cię odbije.
 - Jakaś aluzja? – Zapytał Obito.
 - Nie martw się, jestem twoja. – Hinata z uśmiechem ujęła jego dłoń i odpiła łyk kawy. – Jeszcze.
 - Co?
 - Mówię, że cię kocham. – Obito niechcący parsknął pod nosem. – To co chcesz zjeść.
 - Omlety z ryżem…! – Podpowiedział szeptem towarzysz.
 - Nie decyduj za mnie! – burknął. - Hm… omlety! – Wyszczerzył się Naruto.
 Hinata z uśmiechem odeszła głębiej do kuchni i zaczęła przygotowywać ukochanemu śniadanie. Widać było, że zapoznała się z rozmieszczeniem produktów w kuchni, ponieważ bardzo płynnie się po niej poruszała.  Naruto nigdy nie wiedział, w której szafce leży cukier. Zerknął na Obito wgapionego w stół i zastanawiającego się nad czymś.
 - Nad czym myślisz Obito?
 - Staram się przypomnieć sobie wszystkie kwestie, które powiem na prezentacji.
 - To twój pierwszy raz? – Zapytał ze zdziwieniem Naruto. – To raczej nie w stylu taty przydzielać takie zadania komuś niedoświadczonemu…
 - Wiesz… Taka rzecz może dla mnie oznaczać awans. – Wyszczerzył się. – Mnie z kolei dziwi, że nie powiedział ci, że otwiera tu jedną ze swoich korporacji. Przecież możesz sobie dorobić jako stażysta, powiedz tylko czyim jesteś synem.
 - Przyjmują tam…? I staruszek chciał to przede mną ukryć…? – Oburzył się Naruto.
 - Propos pracy. – Wtrąciła Hinata. – Chyba zaczynasz za kwadrans.
 - O w dupę! – Przeraził się Obito. – Masz racje, dzięki! Znowu się spóźnię! To na razie, Naruto! Hinata dzięki za śniadanie. – Powiedział cmokając ją w policzek.
 - H-Hej…!
 - Powodzenia Obito. – Hinata pomachała mężczyźnie dłonią, będąc zdezorientowana otrzymanym wcześniej buziakiem.
 Po paru chwilach Obito opuścił mieszkanie. Naruto nie mógł nie skomentować głośno, napastliwego względem Hinaty zachowania tymczasowego współlokatora. Dziewczyna z uśmiechem wzniosła oczy ku sufitu. Naruto czekając na posiłek postanowił zadzwonić do mamy. W końcu już wczoraj miał to zrobić. Czekał na odbiór trzy sygnały. 
 - Słuchaj gnojku! - Warknęła Kushina na powitanie. - Dzwonisz z telefonu mojego syna i dobrze radzę ci go oddać inaczej obiecuję, że cię znajdę i będziesz okropnie cierpiał w mojej piwnicy... 
 - Kushina, z kim rozmawiasz...? - Naruto usłyszał glos swojego ojca. 
 - Mamuś to ja. Naruto! 
 - Naruto? 
 - No. Naruto Namikaze! Policja znalazła mój telefon i oddała. - Wyszczerzył się tłumacząc wszystko. 
 - Stary numer Żabki jest aktualny.. - Ogłosiła radośnie kobieta. Pewnie mówiła do męża.  
 - Zapytaj go czy...
 - Później Minato. Żabko co słychać? Myślałam, że wczoraj zadzwonisz... 
- Tak miałem taki plan, ale odwiedził mnie niespodziewany gość i skupił na sobie moją całą uwagę. 
- Jaki gość? 
- Hinata. - Pochwalił się. Wspomniana osoba podała mu wówczas talerz z posiłkiem. Zarumieniła się lekko, będąc tematem rozmowy. - Właśnie jemy śniadanie, a właściwie ja jem. 
- Dopiero? Mam nadzieję, że oduczy cię nawyku spania do południa...  A śpicie razem? 
- No. Nie pozwoliłbym jej przecież spać na kanapie. - Hinata pod wpływem tych słów zakrztusiła się pitą kawą. - Śpimy na moim łóżku. 
- Mam nadzieję, że pamiętasz o używaniu... 
- Naruto. - Zawołała Hinata szeptem. - Zachowaj dla siebie co po, niektóre informacje... 
- Jasne... Sorry. - Mruknął bez zbytniego przejęcia Naruto. Zawsze o wszystkim mówił mamie, znaczy prawie. W tym jednak przypadku chodziło o miejsce spania. - Co? Co mówiłaś, mamo? 
- Eh... Nieważne. Dasz mi Hinatkę do telefonu? 
- Spoko. - Wyciągnął telefon do ukochanej. - Moja mama chce z tobą porozmawiać. - Hinata się skrzywiła. Lubiła Kushinę, ale rozmowy z nią ją stresowały. 
- Dzień dobry pani Namikaze... Jak zdrowie? 
- Wszystko w porządku, kochanie. Dziękuję. Bardzo się cieszę, że jesteś z Żabką. - oświadczyła radośnie. - Na ile z nim zostaniesz? 
- Dwa tygodnie. 
- Rozumiem. W takim razie muszę cię uświadomić w kilku rzeczach, bo możesz nie wytrzymać. 
- Poradzimy sobie, niech pani się nie martwi. 
- To silniejsze ode mnie! Nie chcę byście się rozstali przez zwyczaje Naruto, za które ja sama odpowiadam... Minato twierdzi, że przeze mnie jest bardzo rozpieszczony... 
- Nie jest to dla mnie problem. 
- No skoro tak... - Naruto odebrał Hinacie telefon.  
- Mamo będę kończył. Mamy kilka planów. Zadzwonię jutro. 
Po wszystkim się rozłączył i odłożył komórkę na bok. Hinata przyglądała się swojemu chłopakowi z zainteresowaniem. W końcu nie wytrzymała milczenia. 
- Jakie mamy plany na dziś? 
- Hm, nie wiem. A co chcesz robić? 
- Kończąc rozmowę z mamą wydawałeś się znać te plany. 
- Ach, nie. Chyba nie byłaś zadowolona rozmawiając z nią, więc cię odratowałem. No i teraz mamy trochę spokoju. 
- Naruto... Nieprawda, że nie chciałam z nią rozmawiać. - Wytłumaczyła Hinata. - Nie lubię jak ktoś usilnie wpycha mi w dłoń słuchawkę. W dodatku po twoim wcześniejszym temacie byłam zestresowana. 
- Czemu? 
- Bo... Jejku... To czy śpimy razem, to raczej tylko nasza sprawa... Krępuje mnie to, jeżeli wszystkim o tym mówisz... 
- Jakim znowu wszystkim. Tylko mamie. 
- Naruto... - Westchnęła ciężko. 
- W porządku! Wybacz, nie wiedziałem, że robię źle. - Stwierdził. Nadal tak uważał, ale lepiej zachować to dla siebie. - Poprawię się. 
- Wiem. - Hinata uśmiechnęła się krzepiąco. - Smakowało ci śniadanie? 
- Jasne! Masz talent kulinarny! Czym ty mnie jeszcze zaskoczysz...? - Odpowiedziała nieśmiałym wzruszeniem ramion. - W ogóle wpadłem na pomysł gdzie by cię dzisiaj zabrać. 
- Gdzie? 
- Powiem ci tylko, że będziesz musiała się przebrać w coś luźniejszego. Żadnych dżinsów. - Wyszczerzył się Naruto. Przed dalszymi pytaniami powstrzymał Hinate kolejny telefon. Odebrał bez zadowolenia. - No? 
- Naruto, powiedz mi czy Obito już wyszedł na spotkanie z prezesami? - Zapytał nerwowo Minato. 
- Jakieś dziesięć minut temu. 
- Całe szczęście...!  
- No wiesz, jak możesz nie ufać swojemu pracownikowi? - Oburzył się Naruto. 
- Ufam, dlatego go wysłałem. Mam tylko obawy co do jego punktualności. 
W tym momencie jak burza do mieszkania wrócił Obito. Bez słowa pobiegł do pokoju, a po chwili z niego wybiegł z grubym skoroszytem w ręku. Nawet się nie pożegnał, nie miał czasu. Był spóźniony. Naruto zakrył sobie twarz dłonią zdegustowany tym, co się tutaj odpierdzieliło. 
- Słyszałem od mamy, że znaleźli twój telefon. - Minato kontynuował rozmowę. 
- Aha. - przytaknął z zadowoleniem. - Tęskniłem za nim i teraz go ciągle molestuję. - Hinata obejrzała się na chłopaka. - Mówię o telefonie. - Wytłumaczył szeptem. 
- W porządku. Odeślij więc pieniądze. 
- Co...? 
- Te pieniądze co ci z mamą wysłaliśmy na nowy telefon. To nie była mała kwota, Naruto. 
- Ale... Bo wiesz... Ja już jej tak jakby nie mam... 
- Słucham? Jak to nie masz?! 
- No, bo kupiłem nowy telefon. Znaczy, zanim jeszcze się dowiedziałem o odnalezieniu starego! 
- Dobrze rozumiem? Masz nowy telefon a urzędujesz na starym? 
- No tak... Tamten jest dziwny i... I ma trudny numer... 
- Naruto. - Powiedział tonem, który nakazywał mówić prawdę. 
- Tato, naprawdę! 
- W takim razie zadzwonisz do mnie z niego? 
- Eee... Nie. 
- Nie?  
- No nie. Przeznaczam ten numer dla... Dla nie wiem. Ale będzie moim telefonem służbowym. 
- Naruto... 
- Serio mówię!
- Naruto…
- Jakieś gnojki wytrąciły mi go z ręki. Spadł na chodnik i ekran się roztrzaskał… - Przyznał się w końcu. Nie był z siebie dumny, ale nie ponosił za to winy.
- Czy za każdym razem, gdy ci się coś kupuje, bądź pożycza na coś pieniądze, ty musisz to spieprzyć?! – Naruto przełknął ślinę. Kiedy jego ojciec zaczynał przeklinać i krzyczeć, to był poważnie wściekły. – Uszanuj pomoc jaką otrzymujesz, zamiast non stop ją roztrwaniać.
- Ale to nie moja wina…
- To nigdy nie jest twoja wina! Laptopy, telefony, samochody! Co będzie następne, Naruto? – Chłopak chciał sobie zażartować, ale coś mu podpowiadało, że jest na to za wcześnie, więc milczał. – Płacimy z mamą za twoje czesne, za mieszkanie i rachunki. Naprawa TWOJEGO sprzętu to już chyba za dużo, no nie?
- Sam bym płacił, ale ja się uczę…
- Tak się uczysz, że musisz zdawać egzaminy poprawkowe. – Upomniał Minato. – Skoro masz tyle czasu, to znajdź sobie jakąś dorywczą pracę.
- Ok, ok… To był ostatni raz, obiecuję!
- Zobaczymy… Muszę kończyć. Na razie.
- Cześć. - pożegnał się i odłożył telefon. - Kurwa... Mogłem go zapytać o te pracę, o której mówił Obito... 
- Więc oddzwoń. - Poleciła Hinata, zabierając talerz do zlewu. 
Naruto machnął na to dłonią. Bo może lepiej się stało? Zatrudni się tam i przy następnej okazji się pochwali. W ciszy spoglądał na swoją cudowną dziewczynę, zmywającą naczynia. Już mu się podobała perspektywa wspólnego mieszkania. Podszedł do niej i od tyłu objął ją w pasie, kładąc głowę na ramieniu. Hinata uśmiechnęła się spoglądając na niego kątem oka i nie przerywając czynności. 
- Hinata... 
- Hm? 
- Tak trochę mi było rano smutno, bo nie było cię przy mnie... – Burknął. – Myślałem, że twój przyjazd był jednym z moich pięknych snów. Mogłabyś następnym razem poczekać w łóżku, aż się nie obudzę?
- Dzisiaj bym musiała na ciebie czekać przez trzy godziny…
- Ranny ptaszek z ciebie… - mruknął ze strachem, Naruto. – Dobra, to może lepiej ja zacznę wcześniej wstawać. Może się wyuczę i nigdy już nie spóźnię na zajęcia! – Hinata odwróciła się w jego stronę wciąż trzymana w czułym objęciu.
- Twoja rozmowa z tatą…
- Nie należała do przyjemnych. – Wyszczerzył się z zakłopotaniem. – Trochę pokrzyczał, ale mu przejdzie. W końcu to tylko telefon.
- Bardzo drogi telefon.
- Zaczynam żałować, że ci podałem cenę… - Skrzywił się. – Zanim pójdziemy do… naszego celu, to podejdziemy oddać tamtą cegłę do naprawy.
- Dobrze.
Hinata z uśmiechem pocałowała Naruto. Potem on ją. Następnie całowali się z wzajemnością. Pieszczoty stawały się coraz bardziej namiętne i przyjemne. Naruto zgiął kolana, by łatwo i lekko posadzić Hinatę na ladzie kuchennej. Cieszyli się sobą, swoim dotykiem i pocałunkami. Naruto po chwili powoli przesunął się po szyi ukochanej i delikatnie ją ssał, tworząc malinki. Niechcący wykonał gwałtowniejszy ruch ręką i strącił na podłogę dopiero co umyty kubek. Dźwięk rozbitego szkła zepsuł nastrój chwili i z tego powodu przerwali.
Hinata zgłosiła się do sprzątnięcia, ale Naruto jej nawet na to nie pozwolił. W końcu jednak odpuścił, kiedy sam się rozciął szkłem. W zamian musiał iść się wykąpać i przebrać, wcześniej postanowili sobie wyjść dopiero po obiedzie. Dziewczyna po wysprzątaniu pozostałości z kubka udała się do pokoju Naruto zmienić ubranie na wyjście. Zauważyła też, że Naruto nie zaścielił z rana łóżka, więc zrobiła to za niego. Gdy miała wyjść, rozbrzmiała jej komórka, którą wciąż miała na komodzie. Dzwonił Menma, więc z uśmiechem odebrała.
- Cześć Menma. Co słychać?
- Cześć Hinata. W porządku, a u ciebie? Słyszę, że humor ci dopisuje.
- Zgadłeś. Jestem obecnie  u twojego brata. Wyrwałam się z domu na dwa tygodnie.
- Dwa tygodnie, wow! Szczęściarz z niego, mam nadzieję, że cię dobrze traktuje. A co do ciebie jeszcze to w sumie sam nie wiem czy ci nie współczuć.
- Dlaczego?
- Powiedzmy, że za nic w świecie bym się z tobą nie zamienił. – Stwierdził rozśmieszając tym Hinatę. – Może uda ci się go trochę ogarnąć.
- Sądzę, że twój brat jest wystarczająco ogarnięty.
- Tak? Ściela za sobą łóżko? Zmywa po sobie? Gotuje? – Pytał, ale odpowiedziała mu kwaśna cisza. – Twoje milczenie jest bardzo wymowne. Ale nie rób nic za niego tylko opieprz.
- Nie przeszkadza mi, że mu pomagam. – Odparła Hinata. – Tak w ogóle to na pewno wszystko u ciebie w porządku? – Zapytała przypominając sobie wcześniejszą rozmowę z Izumi. Przysłuchiwała się jego głosowi, ale nie zauważyła niczego podejrzanego.
- Tak, to znaczy… - Urwał, po czym westchnął. – Jest w porządku, tylko irytuję mnie obecność eks męża Izumi, ale to chyba normalne.
- Nie mówiłeś mi o tym… - W tym momencie do pokoju wszedł Naruto, zauważając, że ukochana rozmawia przez telefon starał się szybko i bezszelestnie znaleźć ładowarkę i wyjść.
- Nie, nie mówiłem. Wystarczyły mi wyładowania na Sasuke.
- Ojej. A co on jest temu winny?
- Niby nic, ale jest bratem eks męża Izi, ma na nazwisko Uchiha, ta sama krew i inne duperele. Czasem potrzebuję porozmawiać w bardziej wulgarny sposób, rozumiesz? A nie chciałbym byś tego doświadczyła.
- Nie mam nic przeciwko temu. – Naruto pokazał zgubę, cmoknął Hinatę w usta i wyszedł z pokoju. Menma na bank usłyszał to przez telefon.
- Przeszkadzam?
- Nie, nie! Na razie mamy i tak czas na nic nie robienie… Dopiero po obiedzie gdzieś wyjdziemy. – Uśmiechnęła się Hinata. – Możemy wrócić do ciebie?
- Nie musimy o tym rozmawiać. Naprawdę, jest w porządku.
- Będę cały czas o tobie myśleć, jeśli o tym nie porozmawiamy. – Burknęła Hinata, sprawiając lekki chichot u Menmy.
- To brzmi źle, wiesz? Randka z Naruto, a ty myślisz o mnie.
- Niepr…Nie chodziło mi o to…! – Zapowietrzyła się Hinata.
Menma na szczęście rozumiał prawdziwe zamiary dziewczyny. Nie czepiał się jej słów, tylko zaczął opowiadać o teraźniejszych wydarzeniach. Itachi Uchiha przyjechał do nich za granice w celu odwiedzenia córki, jednak Menma nadal ma w pamięci sytuację, w której proponował Izumi zejście się. Stąd jego uzasadniona nerwowość. Hinata jedynie proponowała, by wraz z Izumi wykorzystywali na całego czas, kiedy nie ma przy nich Midori. Praca nad związkiem pogłębi zaufanie Menmy i sprawi zadowolenie u Izumi. Rozmowa trwała z jakieś pół godziny nim się rozłączyli.
Na kanapie w salonie leżał Naruto, w ciągu jej nieobecności wdrożył się w przeglądanie internetu. Hinata usiadła przy nim, wyrwała mu z ręki telefon i odłożyła na podłogę.
- Żądam uwagi, mój panie. – Uśmiechnęła się.
- Bez telefonu jestem cały twój. Rozbroiłaś mnie. – stwierdził i podniósł się do siadu. – Z kim tyle rozmawiałaś? Z Sakurą?
- Z Menmą.
- Z Menmą?! – Dopytał zaskoczony. – Z moim bratem Menmą? – Wciąż nie mógł uwierzyć. Hinata przytaknęła. – Po co dzwonił? Czego chciał?
- Porozmawiać.
- No tak, ale o czym?
- O niczym konkretnym. Tak po prostu, po przyjacielsku. Co u mnie, co porabiam i tak dalej. – odpowiedziała wzruszając ramionami.
- Ale… Po co? Co go to obchodzi?
- Zawsze pyta. Zawsze o to pytają ludzie, gdy do siebie dzwonią.
- Więc już wcześniej ze sobą rozmawialiście? – Hinata przytaknęła już nie tak pewna siebie. – Aha… Fajnie… Fajnie wiedzieć. – Nachmurzył się Naruto. – Od kiedy?
- Dlaczego o to pytasz? To ci przeszkadza?
- Nie! Tak… Sam nie wiem… - Naruto zmierzwił sobie czuprynę. – Trochę dziwna sytuacja, nie uważasz?
- Nie bardzo…?
- Nie…?
- Sądziłam, że to w porządku, skoro się dobrze dogadujemy.
- Chwila, stop. Ja się cieszę, że macie z Menmą dobry kontakt, ale… Wolałbym by wasz kontakt ograniczał się do rozmów w realu. No wiesz, jak ja i Izumi… Gdyby Hanabi do mnie dzwoniła, to by ci to nie przeszkadzało?
- Nie. Cieszyłabym się, z tego.
- Nigdy bym nie zgadł, że to powiesz...  Mogę chociaż wiedzieć jak często ze sobą rozmawiacie? 
- No nie wiem... Jakieś trzy razy w tygodniu? - Zastanowiła się Hinata. - Ale teraz nie zamierza do mnie dzwonić i nam przeszkadzać. 
- Jaki on miły... - Sarknął Naruto. Hinata szybko i znienacka go pocałowała. 
- Cieszę się, że tu jestem. Że jestem z tobą. 
- To też mój powód do szczęścia. - mruknął wpijając się w słodkie usta swojej ukochanej.  
Hinata oczywiście od razu to odwzajemniła, lecz chwila nie trwała długo, została przerwana poprzez odgłos pukania do drzwi. Naruto jęknął zdruzgotany tym czynem i ruszył do drzwi. Miał nadzieję, że to coś ważnego i, że można załatwić szybko.  
- Hej Naruś. - Przywita go od razu sąsiadka. 
- Czeeeeść... Co tu robisz...? - Naruto trochę się zakłopotał wizytą swojej byłej dziewczyny w obecności teraźniejszej. Niby nic, a jednak coś. 
- Zgłodniałam. Wracam prosto z pracy i nic tam nie jadłam, a przypominam, że przechowujesz w swojej lodówce trochę mojego żarcia. 
- A... No tak. - Otworzył szerzej drzwi. - Wejdź do środka... - powiedział niezbyt chętnie. Nie chciał, aby poznały się z Hinatą. 
- O mój boże! Czyżby Naruto pozmywał naczynia? - Zapytała ze śmiechem.  
- Nie krzycz tak... 
- Hm? Ktoś u ciebie jest? - Po chwili dostrzegła zjawiającą się w kuchni Hinate. - Zgadłam... - dodała, lecz niezbyt zadowolona z siebie. 
- Naruto. Nie przedstawisz mnie? 
- Tak. Oczywiście... Yuki, to moja piękna dziewczyna, Hinata. Yuki to moja sąsiadka, przechowuje jej jedzenie w lodówce. Bo swoją zniszczyła. 
- Hej, hej! Nie mieszaj mnie w te zbrodnie, to było samobójstwo. - Zachichotała Yukie. 
- W każdym razie, miło cię poznać. - Uśmiechnęła się Hinata. - Mogłabym przysiąc, że gdzieś cię już widziałam... 
- Pewnie w reklamie na hemoroidy. - Parsknął Naruto, zostając boleśnie potraktowany przez łokieć Yukie. - To modelka i aktorka. 
- Tak, jednak wspomniana wcześniej rola, to moja amatorska pomyłka. Dawno i nieprawda. 
- Na pewno byłaś świetna. -  mruknęła krzepiąco Hinata. Naruto ujęła ta dbałość o bliźnich. On sam chciał jej pokazać filmik z tej śmiesznej reklamy. 
- Dziękuję. No nic, widzę, że masz towarzystwo Naruto. A myślałam, że sobie dzisiaj pogotujemy... 
- No nie pyknie. - Naruto z zadowoleniem wzruszył ramionami. 
- W sumie Yukie może…
- Y, y, y. – Przerwał Naruto, kręcąc głową. – Nie może, sorry Yukie, ale nie dzisiaj. To będzie nasz PIERWSZY wspólny posiłek, wolałbym go spędzić sam z Hinatą.
- Daj spokój Naruto, przecież będę tu jeszcze dwa tygodnie.
- Yukie jest tu cały czas, słonko.
- Racja, Hinata. – Wtrąciła z uśmiechem. – Po drugie chyba głupio będziesz się czuła w mojej obecności. – Rozmówczynię zaskoczył taki argument.
- Nie rozumiem… Dlaczego…? – Yukie spojrzała wymownie na Naruto, a on w zakłopotaniu odwrócił wzrok. Wtedy Yukie także się zmieszała. – Och…
- Właśnie… Sądziłam, że macie za sobą rozmowę o swoich eks…
- Mamy, ale nie poruszaliśmy tematu wyglądu i informacji personalnych… - odpowiedział Naruto. Hinata nijak tego nie skomentowała, teraz atmosfera w pomieszczeniu stała się napięta.
- No wiesz, jestem dosyć sławna, byłam w gazetach! Chodzenie ze mną nawet w przeszłości to powód do dumy! – stwierdziła.
- Chyba ktoś do mnie dzwoni. – powiedziała Hinata. – Upewnię się. To… - Chciała powiedzieć coś w stylu „miło było cię poznać Yukie”, ale… nie. – Na razie.
- Trzymaj się. Milo cię było poznać! – Zawołała sąsiadka. Naruto odprowadzi Hinatę wzrokiem, w takiej sytuacji zatrzymywanie jej nie miało większego sensu. Po chwili został szturchnięty dość mocno w bok ramienia.
- Ała…
- Myślałam, że wie o nas...! W sensie no.. Och, ależ mi głupio! – Jęknęła do siebie. – Wszystko przez ciebie, doprowadzasz do dziwnych sytuacji.
- Moja…?
- No to ustaliliśmy, kto poniósł winę. – Naruo przewrócił oczami. – To nie zmienia faktu, że chyba narobiłam ci kłopotu. 
- No nie da się ukryć. - Burknął Naruto. 
- Nie bądź dla mnie nie miły, kiedy cię przepraszam. - Skrzywiła się Yukie. 
- Stwierdziłaś fakt, a ja przyznałem ci racje. Lubisz to przecież. - Odparł wesoło Naruto. - Weź co ci potrzebne i wyjdź. Proszę. 
Dziewczyna skinęła głową na zgodę, zamierzała tak zrobić od początku. Naruto jedynie w tym czasie poruszył temat nowej lodówki Yukie. Jej codzienne wizyty raczej nie będą niczym miłym dla Hinaty. Sąsiadka jednak nie miała dla niego dobrych wieści w tej sprawie.  Po jej wyjściu Naruto natychmiast udał się do swojego pokoju. Usiadł na łóżku na przeciwko milczącej Hinaty. 
- Jesteś zła? 
- Nie mówiłeś, że twoja była dziewczyna mieszka z tobą po sąsiedzku... 
- Jeśli coś mi to pomoże, to mnie też się ten fakt niespecjalnie podoba. 
- Naprawdę? Nie skaczecie sobie przecież do gardła. Właściwie wasze relacje są... Niepokojąco miłe. 
- Jesteś zazdrosna? - Naruto zachichotał. 
- Tak. Tak jestem... 
- Niepotrzebnie, kochanie. - mruknął Naruto, obejmując ją mocno.. 
- Jest bardzo ładna... Urocza i zabawna.  
- Właśnie obejmuję kogoś sto razy bardziej ładniejszego i uroczego. 
- Mówisz tak, bo... 
- Cię kocham. - dokończył za Hinate i pocałował ją czule. 
Niespecjalnie przekonały ją ładne słowa Naruto, ale nie mogła się z tym ujawnić. Nie przy nim. Na czas pobytu tutaj Hinata zamierzała raczej tłamsić w sobie rozterki. Przecież przedwcześnie stąd nie wyjedzie, w dodatku nie zamierzała tego robić w niezgodzie. 

Mieszkanie Gaary nie było zbyt wielkie, ale za to miało w sobie wszystko co potrzebne. Salon był połączony z aneksem kuchennym. Nieduży kibel, gdzie mieściła się jedynie toaleta, zlew i prysznic, oraz pokój sypialny na poddaszu, gdzie wysokość wynosiła ledwo metr pięćdziesiąt. Znajdowała się tam Matsuri, która na wieść o bardzo małym bagażu Gaary na ich wyjazd postanowiła, że spakuje go lepiej. Właściwie nie sądził, że to potrzebne, ale jej na to pozwolił. Nie towarzyszył jej, gdyż przyrządzał dla nich obojga posiłek. Matsuri powinna być w szkole, zamiast tego wagarowała – a Gaara nie miał do niej o to pretensji. Nie wtrącał się do życia innych, zajmował się swoim.
Ależ ona wkurwia! – Zawołał głos. Dla Gaary był on bardzo dobrze znany. Na ten dźwięk skrzywił się, łapiąc z bólu za głowę. – Wiem, że ciebie też.
- Gaara! Ty sobie chyba żartujesz, biorąc te ohydną bluzkę! – Krzyknęła Matsuri wywalając na dół jego ubranie. Mężczyzna spojrzał automatycznie na zjawiający się materiał.
Czy to nie koszulka z koncertu, na którym byłeś ze swoim przyjacielem…? – Gaara nie odpowiedział, przymknął oczy, próbując odpędzić od siebie głos. – Pozwolisz sobą rozporządzać?
- To też chyba jakiś żart. Nie pokażę się z tobą, jeśli to ubierzesz!
Wstydzi się ciebie… Ale chyba to cię nie dziwi…
- Zamknij się! – Wrzasnął Gaara. To była automatyczna reakcja napędzana gniewem i odczuwanym bólem. Przez to zapomniał, że tylko on słyszy ów głos.
- Przepraszam… - Wydukała po chwili. – Żartowałam tylko…
Żartowała, och! Dlaczego się zatem nie śmiałeś, co Gaara…?
- Gaara…? – Po schodach schodziła Matsuri, jego ostry ton z wcześniej ją zaniepokoił. Mężczyzna odwrócił się do niej plecami. Nie chciał by ten głos ponownie z niej kpił. – W porządku? Nie…
Gaara, a może ją zabijesz?
- … mówiłam tego poważnie. – Dokończyła Matsuri. Gaara zagryzł wargi. – Dobra, cofam to. Nawet ta koszulka fajna. No, nie gniewaj się na mnie. – Mruknęła wtulając się w jego plecy. Mężczyzna miał wzrok wbity w swoje dłonie, które opierał o kuchenną ladę.
Pomyśl jak te dłonie wspaniale by wyglądały ściskając gardło tej dziewczyny! – Oznajmił głos z dźwięczną fascynacją. Gaara wytrzeszczył oczy i automatycznie osunął z lady dłonie.
- Matsuri… - Uwolnił się z uścisku dziewczyny. – Wyjdź.
- Co….?
- Proszę cię wyjdź. – Kolejny spazm bólu omiótł jego głowę.
- Nie. Nie ma mowy, jeszcze się nie spakowałeś, a ja zamierzam cię w tym upilnować! – Powiadomiła z uśmiechem.
Coś się ciebie nie słucha. Heh, jak wszyscy, nieprawdaż…? Nikt nigdy nie zwracał uwagi na twoje słowa czy uczucia. Czy już się do tego przyzwyczaiłeś?
- Nie, to nieprawda… - powiedział Gaara, ściskając dłoią skroń.
- Co? Co nieprawda? – Burknęła Matsuri. – Zaraz zobaczysz, nie ruszę się stąd!
Tym lepiej... lepszy cel, który nie ucieka, czyż nie? Zabij ją Gaara.
- Kurwa mać! Wypierdalaj stąd, Matsuri! – Warknął Gaara, nie mógł znieść tego głosu. I bał się też, że w końcu zrobi co mu każe.
- Nie wrzeszcz na mnie!
- To rób to, co mówię!
- Powiedziałam, że pomogę ci się spakować.
- Nigdzie nie jadę. – odparł Gaara. To mogłoby się źle skończyć – pomyślał.
- Co…? Jak to…?
- Odeszła mi ochota. Wynoś się z mojego mieszkania.
Ależ ona wkurwia!
- Gaara, ja… - Zaczęła chwytając go za ramię by zwrócić w swoją stronę.
W następnej chwili Gaara po prostu bez samokontroli się zamachnął, przez co uderzył dziewczynę. Cios był na tyle mocny, że doprowadził do jej upadku, a na kości policzkowej z pewnością powstanie ślad. Mężczyźnie zadrżała ręka, nie sądził, że jest zdolny do uderzenia kobiety. Najgorsze w tym wszystkim było to, że nic nie czuł. Matsuri patrzyła na niego z zaszklonymi i przerażonymi oczami, a on nie czuł się ani trochę winny.
- Wyjdź… - powtórzył.
Dziewczyna otarła szybko łzę, lecącą jej po policzku, następnie szybko się podniosła, zwinęła z fotela swoją torbę i wybiegła natychmiast z mieszkania. Gaarze ulżyła jej nieobecność, głowa mniej pulsowała, a głos w niej jedynie cicho chichotał. Mężczyzna przeklął pod nosem.
- Po chuj znowu wróciłeś?! – Warknął do samego siebie.
Trzy lata przerwy i nawrót schizofrenii. Akurat w momencie kiedy w końcu szczęście się do niego uśmiechnęło i miał kogoś bliskiego, bliższego od przyjaciela. Cały nabuzowany chodził po pokoju, w części z kuchnią, zauważył, że smażone na patelni jedzenie nie nada się już do spożycia.
- Kurwa! – Warknął strącając nagrzaną patelnie z palnika.
Ciężko mu było nawet odczuć ból oparzonej ręki. Był wściekły, że znowu zaczyna mu się pieprzyć życie.

Późnym po południem Naruto i Hinata wyszli z mieszkania na miasto. O tej porze zaczynało się już ściemniać i normalni ludzie raczej wracali do domu. Wpierw udali się załatwić sprawę z telefonem, na szczęście sprzęt był objęty gwarancją, więc nie było kłopotu. Hinata namawiała Naruto, by kupił sobie jakiś futerał, co kompletnie mu się nie podobało. Futerały są dla oferm, zresztą zbytnio go denerwuje takie otwieranie i zamykanie telefonu jakimś materiałem. Dziewczyna tylko burknęła od nosem coś niezbyt miłego i sama kupiła jeden z ochraniaczy.
Który podarowała Naruto krótko po wyjściu ze sklepu. Będąc w autobusie jadącym w docelowy kierunek, pojazd musiał gwałtownie zahamować. W tym czasie Naruto sprawdzał w internecie godziny otwarcia, a ruch wytrącił z jego dłoni sprzęt. Na szczęście Hinata popisała się niemałym refleksem.
- Dzięki słoneczko. Chyba mam jakiegoś pecha ostatnio. – Zaśmiał się, wyciągając do niej rękę.
- Dostaniesz telefon, jak wpakujesz go w futerał.
- Rozmawialiśmy już o tym. – Skrzywił się Naruto.
- Sytuacja sprzed chwili cię niczego nie nauczyła? – Odpowiedział jej jedynie głupi uśmieszek. – Ja nie żartuję. – Schowała urządzenie do swojej torebki. Naruto drgnął. – Poza tym jesteś chyba uzależniony od tego.
- Sprawdzałem tylko godziny otwarcia. – mruknął, stając teraz znacznie bliżej niej. – Ładnie pachniesz tak w ogóle.
- Nie dostaniesz telefonu.
- Schowałaś go do torebki. Damskiej torebki. Przepadł na amen. – Wyszczerzył się Naruto.
- Właśnie tak. Dokąd jedziemy?
- Poskakać sobie.
- Co?
- Zobaczysz. Jako ciekawostkę dodam, że Temari tam pracuje. Ale chyba dzisiaj jej nie będzie, mieli jechać z Shikamaru w góry.
Kilka minut później dotarli na przystanek, a po przejściu kilku metrów znaleźli się w centrum rekreacji, gdzie było kilka wydzielonych form zabaw. Zostawili swoje rzeczy w recepcji i wkroczyli do miejsca zwanego parkiem trampolinowym. Hinata nigdy wcześniej nie była w takim miejscu, więc była pod wrażeniem wystroju. Naruto nie dał jej się napatrzeć, złapał ją za rękę i wybiegł z nią na giętkie platformy potykając się o własne nogi już przy pierwszych krokach. A Hinata za nim, gdyż nie zdołała się przyzwyczaić do podłoża.
- Cholera. – Zaśmiał się Naruto i się podniósł. – Sorry, nie planowałem tego.
- No co ty. – Sarknęła uszczypliwie.
- Chciałem biec z tobą tam i wrzucić cię do tych kwadratowych poduszek.
- Dzięki, że chcesz mi tak brutalnie uatrakcyjnić dzień. – Burknęła.
- Jakie znowu brutalnie? To poduszki!
Hinata nie zmieniła swojej obrażonej miny. Zamierzała się w końcu unieść, jednak Naruto zaczął jej to utrudniać poprzez ruchy podłożem. Trampolina, na której się znajdowali była bardzo giętka, a nawet najdelikatniejszy ruch z palców na całe stopy i na odwrót, powodował ciągłe telepanie. Hinata nie miała szans wystarczająco utrzymać równowagę, aby się podnieść. Naruto się z niej nabijał, nawet besztanie go nie sprawiło, by przestał skakać na moment na trampolinie. Kiedy ze złości dała sobie spokój to jej pomógł. Podał jej dłoń, którą długo nie chciała ująć. Głównie dlatego, że Naruto cały czas śmiał się na wspomnienie. Następnie kontynuowali zabawę, robili przewroty, odbijali się od sprężystych ścianek i skakali na specjalnej skoczni do poduszkowych klocków.
Nawet po godzinie zabawy Hinacie się nie znudziło, co w sumie cieszyło Naruto. Uwielbiał patrzeć i słyszeć jej śmiech. Szkoda, że nie miał czym jej nagrać. Następnie przenieśli się na długą platformę, przy której Hinata puściła dłoń Naruto biegnąc wzdłuż, po czym odbiła się dłońmi o giętkie podłoże, potem zrobiła to jeszcze raz, a za trzecim razem wykonała obrót w powietrzu. Naruto otworzył usta z wrażenia.
- Wow! Co to było? Wow! WOW! – Wykrzyczał Naruto, bijąc oklaski. Hinata uśmiechnęła się delikatnie i ukłoniła z gracją. – Nie wiedziałem, że tak potrafisz.
- Rodzina od strony taty jest bardzo wysportowana. Przed laty i ja załapałam się na ten ciężki trening.
- Jak to się ma do prowadzenia restauracji?
- Restauracja to był pomysł na biznes mojej mamy. Tato ze swoim bratem bliźniakiem prowadził zajęcia, między innymi judo. Ale po śmierci mamy zajął się tylko restauracją. Na takie sto procent.
- Aha… Ale ty nie chodzisz na judo, prawda?
- Już nie. Nigdy nie szło mi za dobrze w przeciwieństwie do Nejiego i Hanabi… Jednak dzięki zajęciom umiem wykonać kilka takich gimnastycznych sztuczek.
- Szpagaty też? – Hinata przytaknęła. – Wow… Jesteś rozciągniętą dziewczyną… Pewnie żadna pozycja nie sprawia ci trudności. – Uśmiechnął się szeroko. Hinata również się uśmiechnęła, uwodzicielsko. Zbliżyła ku niemu twarz.
- Podniecony? – Zapytała po czym go wyminęła. Naruto na moment zdębiał, ale szybko ją dogonił.
- No, no, Hinata. Takie pytania w miejscu publicznym? Nieładnie.
- Sam zacząłeś.
- Ja? Nieprawda. – Fuknął. – Niby kiedy?
- Kiedy wspomniałeś o pozycjach. – Naruto uniósł brew, a po chwili parsknął śmiechem.
- Nie miałem nic TAKIEGO na myśli. Chodziło mi o pozycje w stylu noga za głowę.
- Jasne, jasne.
Nie dała się przekonać, a Naruto dusił się w środku ze śmiechu. Naprawdę nie skomentował tego zakładając dwuznaczne znaczenie. Po chwili dobił do niego jakiś gość, sprawiając, że Naruto upadł. Mężczyzna przeprosił, ale Naruto nie miał nic do tego. Wszystko było zbyt miękkie, by coś sobie zrobił. Hinata z perfidnym uśmiechem zaczęła skakać po podłożu, zmuszając je do rozruchu. Z początku Naruto nie załapał o co chodzi, ale po chwili tak. Z uśmiechem podniósł się bez najmniejszego problemu.
- Musisz trochę więcej jeść, kochanie. – mruknął i poczochrał ją po głowie. – Może zrobimy sobie przerwę? Też bym ci się czymś pochwalił.
- Dobra.
Zmiana nawierzchni z giętkiej na twardą była troszkę dziwna. Wymagała chwili przyzwyczajenia. Następnie przenieśli się do sąsiadującej w tym samym budynku sekcji, gdzie był skate-park. Naruto poprowadził Hinatę na górę, gdzie było bezpieczniej i znajdowało się takie pozłacane cacko z wygrawerowanym jego imieniem i nazwiskiem, za szklaną gablotką.
- Zdobyłeś puchar za jazdę na deskorolce?! – Naruto przytaknął z dumą. – Za to się dostaje nagrody…?
- Oczywiście! A co ty myślałaś…!
- Nie wiem, przepraszam… Gratulacje Naruto! – Hinata cmoknęła chłopaka w usta. – Wspaniale, chodzę z mistrzem w kraju!
- Nooo! Jesteś szczęściarą, a ja jestem zajebisty.
- Cześć Naruto! – Zawołał jakiś chrypki, damski głos za nimi. – Z kim przysz… Hinata?! – Zawołała z uśmiechem Temari, poznając odwracającą się do niej koleżankę.
- Temari! – Ucieszyła się i wyściskała z dziewczyną.
- Ojej, co tu robisz?
- A przyjechałam na trochę do mojego mężczyzny. – rzekła, łapiąc w dłoń Naruto. Natychmiast odwzajemnił uścisk.
- Siemeczka Tem. – Machnął wolną ręką.
- Obcięłaś włosy? – Dziewczyna złapała za kosmyk włosów Hinaty. Naruto wytrzeszczył oczy. O kurwa, faktycznie – pomyślał.
- Mhm, niedawno.
- Ładnie. Wyglądasz uroczo.
- Dziękuję. – Naruto coraz bardziej nabierał na twarzy czerwonego ze wstydu koloru. Taka drastyczna zmiana, a on nie zauważył. – Naruto…? W porządku?
- Tak… - odrzekł niepewnie. Hinata wtuliła się w jego bok, a Naruto pocałował ją we włosy.
- Na jak długo przyjechałaś?
- Dwa tygodnie.
- O rany. Jak już z nim nie będziesz wytrzymywać to dzwoń do mnie. – Zaleciła, na co Naruto się skrzywił, a Hinata zachichotała.
- Dlaczego wszyscy mi to proponują?
- No właśnie! Dlaczego… - Przerwał nagle Naruto i spojrzał na przedmówczynię. – Jak to wszyscy? Kto ci tak jeszcze mówił?
Temari wtrąciła się w rozmowę, prosząc Naruto o podzielenie się z nią towarzystwem. W zamian zaproponowała by zademonstrował Hinacie, co potrafi odwalić na desce. Nie mógł odmówić. Dziewczyny podeszły do barierki, wyglądając na grupę. Oczywiście zaczęły pierwsze od nowinek na temat własnego życia.
- Jakieś trzy dni temu widziałam twojego brata, Kankuro.
- Niedługo pewnie też poznasz tego drugiego szczyla. – Zgadywała Temari, przez co Hinata spojrzała na nią zdezorientowana. – W końcu to psiapsióła Naruto. Gaara się nazywa.
- Ach, więc jest twoim bratem! O tym mi Naruto nie wspomniał… - rozmówczyni położyła podbródek na barierce. – Nie musisz pracować?
- Pracuję. Pilnuje porządku, a moich instrukcji nikt ni… HEJ! – Ryknęła nagle. – Gamoń w koszulce z Star Wars! Ubierz kask, bo tam zejdę! – chłopak natychmiast z dawką dreszczu wrócił się po kask.
W tej samej chwili na tor wślizgnął się na desce blondwłosy mężczyzna – ale miał kask. Hinata spoglądała z uśmiechem na ukochanego.
- Czy to bezpieczne?
- Bądź spokojna. Naruto to nie amator. – Mruknęła Temari. – Cieszę się, że przyjechałaś, brakowało mi tu jakiegoś kobiecego towarzystwa. Szczególnie teraz.
- Hm? Coś się stało, Temi?
- Nie, nic takiego. Ale kiedyś cię porwę i sobie pogadamy, - dziewczyny patrzyły na Naruto, który wykonał deską skok na krawężnik, z którego z łatwością zjechał. - Nie jest dla ciebie zbyt dziecinny? Gdybym miała cię umówić na randkę, to nie wybrałabym Naruto.
- Tyle szczęścia by mnie wtedy ominęło.
Temari spojrzała przed siebie i się uśmiechnęła. Jak Naruto to zjebie, to nogi mu z dupy powyrywam – pomyślała. Może i kontakt z Hinatą miała lichy przez odległość, ale to chyba była jedyna osoba płci pięknej, której mogłaby zaufać nie zamartwiając się o rozprzestrzenienie słów. Naruto spojrzał w kierunku balkonu i pomachał radośnie Hinacie. Odmachała mu, a towarzystwo na torze również ją dostrzegło.
- Niezła laleczka, Uzumaki. Też bym ruchał.
- Aż mnie siusiak świerzbi.
- Wyślij mi na maila jej foty, to sobie chociaż strzępię. – Niby to był kumpelski żargon wśród grupy, jednak ani trochę nie podobał się Naruto.
- Strzepać to ja mogę ciebie z deski.
- Dawaj. – Dwa razy nie musiał powtarzać. Naruto złapał chłopaka za szmaty i pociągnął doprowadzając do upadku na podłogę. Podniósł się natychmiast, emanując agresją. – Kurwa mać, wpierdolić ci?
- Lepiej nie. Oddam i będzie cię bolało.
- Taki jesteś kozak?!
- Yoł, yoł panienki drogie. Co się wam odpierdala w głowie? – Do towarzystwa włączył się Bee. Brat właściciela tejże placówki. – Strzała Naruto – machnął do kolegi. – co ci odwaliło? Yoł.
- Sorry, Bee. Obraził mi dziewczynę, poniosło mnie.
- Spoko. Wkurwić się miałeś prawo! Yoł. – Bee zdawał się panować nad sytuacją.
- Nikogo nie obrażałem! – Warknął mężczyzna. – Namikaze zrobił się przewrażliwiony. Już z nim nawet nie można żartować.
- Spierdalaj. – Burknął, po czym kolega z grupy posłał mu mordercze spojrzenie.
- Sam spierdalaj. Tam po schodach do swojej kurewki. – Dodał, na co Naruto przywalił mu automatycznie z pięści w twarz. Chłopaczkowi niemal natychmiast puściła krew z nosa. – Przegiąłeś pałę.
- Joł, joł! Będzie bitwa. Nikt się nie włącza, nikt nie powstrzymuje, tylko widowisko się kumuluje! – Zarapował Bee, stojąc na czele kręgu zainteresowanych.
Na szczęście nim walka jeszcze na dobre się zaczęła do akcji wkroczyła Temari. Nie była oczywiście sama, towarzyszyli jej dwoje dość sporych rozmiarów mężczyzn. „Na szczęście” to jednak nie odpowiednie określenie, bo owa świta nie powstrzymała bitwy. Naruto jako pierwszy dostał z pięści w nos, a z niego polało się trochę krwi. Nie był dłużny. Bee dostał twórczego natchnienia poprzez tą sytuację, swoim beznadziejnym rapem dolewał tylko oliwy do ognia.

- Ał! Ał! Ał! AAAŁŁŁ! Hinata, to boli! – Zawołał Naruto zburzony tym niedelikatnym ruchem dziewczyny. Hinata wyraźnie nie była w humorze na zabawę w kotka i myszkę. Docisnęła mu gazę jeszcze mocniej do twarzy. – AAAAŁ!
- Przestań się wydzierać. – Burknął Shikamaru. – Czy każda twoja wizyta musi być upierdliwa?
- Zamknij się! Upierdliwy to jest twój brak empatii!
- Nie wiedziałem, że znasz to słowo. – odrzekł lakonicznie Shikamaru. – Zresztą może i bym ci współczuł gdybyś sobie tego nie urządził na własne życzenie.
- To wcale nie było tak! Broniłem mojej kobiety!
- Naruto! – Zawołała Hinata. – To nie znaczy, że możesz kogoś bić. Spójrz na siebie. Masz całą poobijaną twarz, Naruto… W dodatku zwichnąłeś rękę…
- Pff, było warto! Ten debil dostał za swoje!
- Masz szczęście, że masz znajomości, bo byś dostał zakaz wstępu. – stwierdziła Temari niosąc ze sobą napoje dla swoich gości. – Dożywotnio.
- Nic z tego dobrego by nie wyszło. Nie chcę, żebyś się bił, nawet w mojej obronie…
- Hinata, no! Obrona kobiet to zadanie dla prawdziwego mężczyzny! Shikamaru powiedz jej! – Zażądał Naruto. – Co ty byś zrobił, jakby ktoś obraził Temari?
- Pewnie stałbym z boku i patrzył jak mu spuszcza lanie. Nie wtrącałbym się, by przypadkiem nie dostać.
Jedynie Temari się na głos z tego nie zaśmiała, tylko spojrzała z politowaniem na Shikamaru. Tchórz, chociaż jej to nigdy nie przeszkadzało. Właściwie czuła się lepiej z przeświadczeniem, że jest alfą w tym związku.
Naruto i Hinata znaleźli się w mieszkaniu pary, gdyż było najbliżej przychodni, do której trafił po bitwie Naruto, choć jedynie tam zajęli się jego zwichniętą ręką i włożyli ją do opaski uciskowej. Potem Temari zaprosiła ich do siebie, więc w ten sposób się tu znaleźli. Rozmowa nabierała tak szybkiego tempa, że ciężko było się połapać w jakim konkretnie są temacie, ale nikomu to nie przeszkadzało.
- W ogóle to ja myślałem, że wy macie się wybierać w góry… Shikamaru chyba ty mi to mówiłeś. – Zastanawiał się Naruto.
- Tak, ale… - Shikamaru spojrzał na Temari. – nastąpiła mała zmiana planów.
- Mój braciszek mi zajebał narty. – Burknęła. – Ostatnio znowu zrobił się cholernie nieznośny i wkurzająco wesoły… - Naruto spojrzał głębiej w dziewczynę. – Wolałam, kiedy ograniczał się do wypowiadania jednego zdania. Teraz zachowuje się jak pobudzony ty. Masz na niego zły wpływ.
- Ja…? Ja?! – Pisnął z oburzeniem Naruto. – Wypraszam sobie. Nawet się z nim nie widziałem od… No trochę czasu minęło. Czemu ci zajebał narty?
- Dałam mu, bo jedzie na narty z Matsuri. I najwyraźniej zamierza się jej oświadczyć. – Naruto po tym oświadczeniu zastygł z wytrzeszczonymi oczami. Otworzył lekko usta w niedowierzeniu.
- J… Jak to… oświadczyć…? – Hinata spojrzała na ukochanego. Jego pięści zacisnęły się w złości. – Nic mi nie wspomniał, że ma takie plany…
- Mi też, ale chyba Shikamaru owszem. Bo pokazał mu pierścionek. – Naruto spojrzał na kolegę.
- Dlaczego tobie…?
- Też mnie to zastanawia. – Wtrąciła Temari. – Shikamaru się nie zna na takich pierdołach. Znając go, to pewnie by się starał odradzić mu ten pomysł…
- No i bardzo dobrze. – stwierdził Naruto. – Gaara… To dla niego za wcześnie.
- Ma dwadzieścia sześć lat. – Przypomniała Temari. – Najwyższy czas. Może przy żonie by wyrósł na człowieka.
- Pff, sama wyjdź za mąż jak taka jesteś mądra. – Fuknął Naruto.
- Eh, upierdliwe… Zmieńmy temat.
- A jaki wiek byłby twoim zdaniem odpowiedni do ożenku, Naruto? – Zapytała z uśmiechem Hinata. Temari również była ciekawa odpowiedzi. W tej chwili też po mieszkaniu rozeszło się pukanie do drzwi.
- Otworzę. Naruto lepiej uważaj na odpowiedź.
- Kiedy ja się nie boję ślubu! Byle by był z tą jedyną. - Spojrzał z ogromnym uśmiechem na Hinate, przez co zarumieniła się z uciechy. 
Temari spoglądała na parę z trudem trzymając w sobie zazdrość. Nigdy nie lubiła tych romantycznych bzdet, ale brakuje jej tego. Shikamaru odetchnął w przedpokoju, bo nie był już w zasięgu tego upierdliwego tematu jakim jest małżeństwo. Otwierając drzwi zastanawiał się ile jeszcze potrwa jego związek z Tem i dlaczego ona dalej go ciągnie - natomiast w progu drzwi zastał Gaarę. Nie wyglądał najlepiej. 
- Wszystko w porządku...? 
- Oddaję narty. - Gaara przeszedł do rzeczy. - Już mi nie są potrzebne.  
- Hm? Jak to? 
- Przeproś ode mnie Temari za ostatnio... Cześć. 
- E? Zaczekaj Gaara! Może wejdziesz i sam ją przeprosisz...? 
- Nie. Muszę się się pilnie zobaczyć z Naruto. 
- W takim razie tym bardziej. Naruto jest u nas. - Gaara spojrzał zdziwiony na Shikamaru. - Jest w towarzystwie swojej dziewczyny. Hinaty. 
- Podobno mieli się nie widzieć przez ferie... 
- Zrobiła mu niespodziankę. Zresztą sami ci powiedzą. Wejdź. 
- Dzięki, ale nie. Kiedy indziej się z nim zgadam.
- Mówiłeś, że to pilne… - Bąknął Shikamaru. Gaara jedynie wzruszył ramionami i skierował się po schodach w dół do wyjścia z klatki schodowej.
Shikamaru westchnął narzekając pod nosem jaka to upierdliwa sytuacja z tym Gaarą. Po ostatnim razie sądził, że nawiązali dobry kontakt, a teraz wszystko wróciło do normalności – nie przepadają za sobą. Choć kiedyś ta nietolerancja własnych osobowości była nikła, później zjawiła się w życiu Shikamaru, Temari. Postawił zwrócone narty w kącie przedpokoju i wrócił do towarzystwa.
- Kto to był? – Zapytała Temari.
- Twój brat. Przyszedł oddać narty.
- Co? Dlaczego? Nie jedzie z Matsuri?
- Najwyraźniej nie. Nie wiem, nie chciał nic powiedzieć. – Shikamaru wzruszył ramionami. – Dziwnie się zachowywał.
- Mogłeś go do nas zaprosić. – powiedział z wyrzutem Naruto.
- Zapraszałem, miał do ciebie jakąś pilną sprawę, ale… - Shikamaru się zawahał nad kontynuacją, ale przyjaciel i dziewczyna dość potężnie na niego naparli. – Na wieść, że jesteś u nas z Hinatą powiedział, że kiedy indziej się zgadacie. – Hinatę lekko zaniepokoiła ta informacja.
- Chyba już na telepatycznym wstępie mnie nie polubił…
- Nie. Daj spokój, Gaara bywa dziwny. – mruknęła Temari na pocieszenie.
- Nie dołączył do nas nie ze względu na ciebie, tylko przez Shikamaru. – Naruto przytakiwał głową swoje własne słowa. – Nie lubi go odkąd spotyka się z jego siostrzyczką.
- Ten argument ma sens. – Zgodził się za znużeniem mężczyzna.
Jednak to nie zakończyło rozmowy. Wszakże najlepiej obgaduje się nieobecnych. Naruto może tego starał się nie okazywać, ale zastanawiał się jaki to interes ma do niego Gaara. Dlaczego zachowuje się tak, a nie inaczej? Temari w końcu podzieliła się na głos myślą o rozstaniu z Matsuri i wszystko zaczęło nabierać sensu. Naruto odetchnął, przez wspomnienie o tych humorkach bał się, że nastąpił nawrót choroby.

Tego dnia plan był prosty i niezbyt zadowalający dla Naruto – przez cały dzień musiał się przygotowywać do egzaminu, który miał następnego dnia. Shikamaru niechcący się wyrwał z ust ów termin. Albo było to spowodowane kontratakiem za zniewagą rzuconą przez Naruto…? Kto wie. Hinacie to nie przeszkadzało, właściwie ciekawiły ją te wszystkie tematy.
- Patrzę na twoje notatki i mi wstyd… - Powiedziała Hinata.
Siedzieli w salonie, gdzie na podłodze i stole walały się książki i sporo notatników popisanych od początku do końca. Naruto w przeciwieństwie do dziewczyny siedział na podłodze, wydął usta w oburzeniu.
- To napisz lepsze.
- Właśnie, chyba nie byłabym w stanie… - Uśmiechnęła się. – Są bardziej zrozumiałe i wciągające niż podręcznik. Naprawdę… nie sądziłam, że ty w ogóle notujesz…
- Tak we mnie wierzy moja dziewczyna…
- Przepraszam…
- Mhm. Muszę notować, bo mam sklerozę i szybko zapominam. A to że są zrozumiałe to mi pomaga, często po zajęciach wykładowcy muszą mi wszystko indywidualnie tłumaczyć. Strasznie to co po niektórych wkurza. – Naruto wyszczerzył się w zakłopotaniu. – Gaara się zawsze nabija, że z moich notatek można wykładać w przedszkolu.
- Dzwoniłeś do niego?
- Raz, ale nie odebrał. Jutro po egzaminach do niego pójdziemy, dobra? – Zaproponował, a Hinata z uśmiechem przytaknęła. – Może zrobimy przerwę?
- Wróciłem! – Zawołał od progu Obito. Nie dało się nie zauważyć jego bardzo dobrego nastroju. Do pomieszczenia wniósł ze sobą reklamówkę, z której emanowały cudowne zapachy. – Kupiłem po drodze trochę tajskiego żarcia, macie ochotę?
Oboje przytaknęli i przyjęli od kolegi opakowania. To nie to samo co ramen, ale Naruto nie wybrzydzał. W Ichiraku pewnie jeszcze stołuje Ayame, a u niej prędzej by się doczekał tsukemenu czy jakiegoś innego zastępstwa za swoją ulubioną potrawę. Obito już jutro wyjeżdżał do siebie, więc to ostatni czas jaki ze sobą mogli spędzić. Z ciekawości i nudów przeglądał zeszyty z notatkami Naruto.
- Ach…! Więc tym jest wykładnia… Hm… - mruczał pod nosem coraz bardziej wczytując się w tekst. – Mogę sobie ten zeszyt wziąć?
- Nie. Odłóż go. – Nakazał Naruto, pilnując teraz dokładnie swoich notatek.
- Tłumaczysz rzeczy o niebo lepiej, niż Minato. Tłumaczył mi to dziesiątki razy, a najwyraźniej dalej robiłem źle… dziw, że jeszcze mnie trzymają w tej robocie.
- Skoro cię wysłali na koniec kraju na ważne spotkanie, to muszą ci ufać.
- Albo mają cię dość i chcieli się ciebie pozbyć. – dodał wesoło Naruto. Hinata spojrzała na swojego chłopaka karcąco.
- Możliwe, ale wysłali mnie do ciebie. To trochę okrutne ze strony własnego ojca. – odbił Obito. W tej chwili też rozdzwonił się telefon Hinaty, który wpierw obejrzał Naruto.
- Sprawdzałem czy to nie Menma…
- Nawet gdyby, to co byś zrobił? – Burknęła Hinata.
- Powiedziałbym mu cześć… - Skłamał. – No o co ty mnie podejrzewasz? Zresztą to nie Menma tylko Rin. – Obito drgnął nieznacznie na to imię. – Daj na głośnik!
- Hej ciociu! Dam cię na głośnik, bo ktoś chce się przywitać. – Powiadomiła Hinata, przełączając głos.
- Siemka ciociu Rin! – Uśmiechnął się Naruto. – Poznajesz mnie?
- Oj, Naruto. Jesteś osobą, której nie da się zapomnieć. Dzwonię dla potwierdzenia, że faktycznie jesteście razem, bo nie dawałam wiary Pakurze.
- Ej, Obito byś się przywitał prostaku. – Bąknął Naruto. – Ciociu Rin to….
- Nie kłopocz się. Znamy się z Rin. – Uśmiechnął się Obito, w słuchawce nastąpiła chwila ciszy.
- E… Kto mówi?
- Rin… Ranisz mnie… - Jęknął załamany.
- Och! Och! Obito…! – Zawoła zdumiona, że słyszy jego głos. – Co ty tam robisz?! Skąd się w ogóle znacie?!
- Mogłabym zadać to samo pytanie. – mruknęła Hinata.
- Obito to mój przyjaciel. Od dziecka niemalże.
- Już się bałem, że przedstawisz mnie jako jakiegoś stalkera… - Zaśmiał się Obito. – Jutro już wracam do siebie, więc zostawię te dwójkę w spokoju.
W tym momencie też ktoś ponownie zaczął się dobijać, tym razem do drzwi. Naruto poszedł otworzyć, miał jakieś przeczucie, że to Gaara. Mylne wrażenie. Przed drzwiami stała Yukie. Ubrana była bardzo wyjściowo, ale nigdzie się nie wybierała, to ona miała gościa. Jej wizyta spowodowana była produktami leżącymi w lodówce Naruto. Zaprosił ją zatem do środka i towarzyszył w kuchni.
- Nieźle się odstrzeliłaś dla tego fagasa.
- Naprawdę? Podoba ci się?
- Jasne.
- Ciebie bym wyrwała? – Zapytała z uśmieszkiem. Naruto przez dłuższą chwilę tylko się jej przyglądał, a gdy chciał zaprzeczyć, wyprzedziła go. – Oj, tylko żartowałam.
- Nie wychodzi ci to.
- Przymknij się. Pomożesz mi to wszystko przenieść do mnie?
- Ok, ale najpierw powiem Hinacie.
- Pantofel.
Naruto się wyszczerzył i wzruszył ramionami, w połowie drogi do salonu, gdzie było towarzystwo zobaczył Hinatę. Dziewczyna z uśmiechem przyznała się do intrygi, w której to zostawiła Rin i Obito samych sobie. Naruto wtedy wyjaśnił jej sytuację z Yukie i wyraził chęć udzielenia jej pomocy. Chyba jasne, że nie spodobała jej się ta „pomoc” z chęcią by mu jej zabroniła, ale nie ośmieliła się tego zrobić.
Po pół godzinie oczekiwania na Naruto, sytuacja przestała być w porządku. Sytuacje pogarszał fakt, że była w mieszkaniu sama. Obito musiał szybko wrócić do miejsca pracy, gdyż zostawił tam jakieś ważne dokumenty. Wyzbierała resztki tajskich potraw i wyrzuciła do kosza na śmieci. W końcu usłyszała jak Naruto wchodzi do mieszkania.
- Jestem…
- Czemu tak długo? – Zaczęła Hinata z wyrzutem.
- Długo? Nie byłem długo.
- Owszem! Czterdzieści dwie minuty.
- Czt… Co? – Naruto się zaśmiał. – Mierzyłaś mi czas? Serio? – Hinata przez te pytania się zaczerwieniła. Zrobiło jej się głupio. – ile mi brakowało byś czekała na mnie z wałkiem w ręku?
- Nie śmiej się, Naruto… Ja, ja naprawdę… To nie jest zabawne.
- Mnie śmieszy. – mruknął z uśmiechem Naruto. Nie brał jej zachowania na poważnie. – Przepraszam, żono. Zostałem jeszcze zaczepiony przez Bee. Pamiętasz go…? Ten rap-mistrz.
- Ten od deskorolek?
- Mhm. Zaprosił nas jutro do takiej fajnej knajpki.
- Czyli… Nie byłeś cały ten czas z Yukie…?
- Nie. – odpowiedział Naruto. – Och, byłaś zazdrosna?
- Ciągle jestem… Przepraszam, ale czuję się zagrożona. Macie dobry kontakt, za dobry jak na byłą parę…
Naruto spojrzał w lekko zasmucony wzrok dziewczyny. Mógł sobie wyobrazić jej niekomfortowość w tej sytuacji, ale sam nie wiedział jak to rozwiązać. Zamiast używać słów, po prostu ją przytulił. Nie chciał by czas na jaki do niego przyjechała opiewał w smutek. Jego scenariusz nigdy tego nie zakładał. Musnął wargami jej czoło i wtopił swoją dłoń w jej krótkie włosy. Chyba podobały mu się bardziej od długich, jednak jak bardzo by jej fryzury nie nachwalił i tak ważniejsze jest to, że nie zauważył wcześniej różnicy.
Hinata objęła Naruto i ustami wyprosiła zaznanie tej słodkiej pieszczoty jaką jest pocałunek. Pierwsze sekundy zadecydowały o głębszym roznamiętnieniu. Nie odrywając się od siebie wkroczyli do salonu, a ściślej mówiąc zajęli kanapę. Atmosfera wokół nich robiła się coraz gorętsza. Naruto leżąc okrakiem na ukochanej ssał delikatnie i przyjemnie jej szyję. Westchnęła z rozkoszy. Mężczyzna podniósł się do siadu i przez głowę zdjął swój t-shirt. Następnie obdarował pełnym miłości pocałunkiem Hinatę. Dłoń zawędrowała pod koszulkę kobiety.
- Naruto… Przypomniałam sobie…
- Co? – Bąknął mężczyzna zostając całkowicie zbity z tropu.
- Yukie…
- Hę…? – Zdumiał się pod wpływem jej imienia. Jego obecna dziewczyna myśli o jego byłej dziewczynie w tak gorącym dla nich momencie – brzmi absurdalnie.
- Mówiłam, że ją gdzieś widziałam, pamiętasz? Wiesz gdzie?
- Gdzie?
- Na plakacie. Plakacie powieszonym w twoim pokoju. W domu rodzinnym. – Naruto na początku nie skojarzył faktów, ale później do niego wszystko dotarło. – Trzymasz jej zdjęcia?
- Hinata, rzadko bywam w domu…
- Mimo to…
- To tylko plakat.
- Z twoją byłą. – Burknęła Hinata.
Naruto westchnął ciężko. To zawsze są takie sytuacje… ale musiał od razu coś z tym zrobić. W tym celu wziął do ręki telefon i wybrał numer telefonu mamy.

Na przystanku autobusowym, po dość długiej podróży, wysiadła młoda dziewczyna. Za dziesięć minut powinna znaleźć się w domu, więc się niespecjalnie spieszyła. Fakt, wizja łóżka była niezwykle kusząca, ale wolne tempo spacerku było równie, jak nie bardziej przyjemne. Przechodząc obok wejścia do parku, spostrzegła na dole przy stawie znajomą twarz i pyszczek. Z uśmiechem zdecydowała się przywitać.
Akamaru jako pierwszy zauważył Hanabi. Zaszczekał wesoło i wyminął swojego pana, by zaznać pieszczot od dziewczyny. Po chwili Kiba też się przywitał. Dość szybko zaczęli się rozgadywać na wszelkie tematy, oboje lubili mówić o sobie i oboje lubili się wzajemnie słuchać.
- Był jakiś wypadek i korek na półtorej godziny. Na nogach bym tu szybciej dotarła. – Marudziła Hanabi. – Jeszcze kierowca był taki nieogarnięty, bo gdyby skręcił tam, gdzie ja bym skręciła, to nie byłoby tej obsuwy.
- Nie mogłaś mu powiedzieć by skręcił?
- Mówiłam. Kazał mi wypieprzać na koniec autobusu…
- W sumie… Też bym tak zrobił. – Po tej wypowiedzi dostał szturchańca w ramię. – Nie no, kazał bym ci kupić sobie samochód.
- Kupiony już mam. Tylko muszę zdać prawko, a z praktyką u mnie, hm, źle. Już sześć razy zdawałam.
- Zmień sobie instruktora, skoro chujowo uczy.
- Ale ten robi to za darmo…
- Czyli kto?
- Neji.
- Musi być cholernie surowym nauczyciel. Ma wzrok jakby… A może lepiej nie będę mówić.
- No weź!
- A może ja cię będę uczył? Do twojego egzaminu... za darmo. – Zaproponował Kiba. Hanabi spojrzała na niego z nieodgadnioną miną. – Co?
- Nic takiego. – Wzruszyła ramionami i wyciągnęła do niego rękę. – Ok. Umowa stoi, biorę cię.
- Pochwalę ci się jaki ze mnie mistrz kierownicy!
- Jako mój instruktor raczej będziesz na miejscu pasażera, więc nie będziesz miał okazji. – mruknęła Hanabi i spojrzała na zegarek w telefonie. – Cholera, późno już. Zwijam się. Pa Akamaru – Zwołała przytulając mocno psiaka, który z sympatii ją za to oblizał. – Cześć Kiba.
 - Cześć… - Odmachał jej ręką.
Hanabi wróciła do domu odrobinę później, niż zwykle było to tolerowane. Spodziewała się niemałej awantury z tego powodu, jednak nie przywitał jej wychodzący z pokoju obok, wkurzony tata. Po zdjęciu wyjściowych, grubych ubrań, udała się w głąb pokoju. W salonie rozmawiali dwaj mężczyźni, Hiashi z Nejim. Nie byłoby to dziwne, gdyby nie fakt, że na rękach kuzyna Hanabi spoczywało małe, różowy ziemniak.
- Co to jest? - Zawołała zaskoczona Hanabi, wparowując do salonu. 
- Dziecko. - odrzekł apatycznie Neji.  
- No nie! Dlatego się tak dziwnie ostatnio zachowywałeś! Mogłeś powiedzieć. Praca niani to nie wstyd. 
- Nie jestem nianią. 
- Hanabi. - Zaczął Hiashi. - Wracaj do pokoju. 
- Czemu? - Burknęła. - To chłopak czy dziewczynka? 
- Dziewczynka. 
- Jak ma na imię? Mogę ją potrzymać? 
- Sora. - powiedział Neji, podając jej delikatnie dziecko. Hanabi się uśmiechnęła. 
- Tak jak moja mama. Pasuje jej. 
- Imię nadane ku pamięci cioci. 
- Brzmi jakby to było twoje dziecko... 
- Bo jest. 
- Ta, jasne. 
- Nie wierzysz mi? 
- Musiałbyś uprawiać seks. 
- Hanabi! - Upomniał Hiashi. - Panuj nad słowami. Co do Sory, to Neji nie kłamie. 
- Wkręcacie mnie... - powiedziała już z powątpieniem. Zauważyła nawet podobieństwo dziewczynki do kuzyna. - O MÓJ BOŻE! Jak to się stało?! 
Zawołała zaskoczona. Pod wpływem krzyku niechcący zbudziła Sorę, która natychmiast się rozpłakała. Neji uniósł oczy do sufitu, a następnie odebrał od Hanabi córkę, zręcznie ją uspokajając. Hiashi na ten widok się uśmiechnął, co totalnie zaskoczyło Hanabi. 
- Ty się tato uśmiechasz? Gdzie się podziała twoja zasada "żadnego seksu i dzieci przed ślubem". 
- Dotyczy tylko moich córek. - odrzekł bezlitośnie. Hanabi się skrzywiła. 
- Kim jest matka dziewczynki? 
- Nie musisz wiedzieć. Wracaj do pokoju. 
- W porządku wujku. - Zaczął Neji. - Ledwo znałem mamę Sory. Zmarła podczas porodu. Jakaś pielęgniarka na jej prośbę poinformowała wujka o wszystkim. Miała mnie, ale wkradł się pewien błąd. 
- Ledwo kogoś znałeś, a zrobiłeś jej dziecko...? 
- Dość tych pytań Hanabi. Wracaj skąd przyszłaś. 
- Nie, na dworze jest zimno.. - Zażartowała dziewczyna.  
- Dopiero wróciłaś do domu? - Hiashi spojrzał na zegarek. - Dochodzi północ... Gdzie byłaś? 
- Mój autobus utknął w korku. Przez dwie godziny się wlekliśmy po drodze. 
- Mam nadzieję, że to prawda. 
- No byłabym wcześniej, gdybym jeździła własnym samochodem, ale Neji mi ostatnio nie pomaga w nauce. 
- Załatwię ci innego nauczyciela. 
- Mogę poprosić kolegę? 
- Wolałbym żeby twój instruktor miał paroletnie doświadczenie w jeździe. 
- Z tego co wiem, to jeździ już sześć lat. 
- O kim mówisz? - Dopytał Neji. 
- Kiba. - odpowiedziała, na co się skrzywił. Hiashi oczekiwał po bratanku opinii na ten temat. 
- Ostatnio jak mnie podwoził, to jego samochód śmierdział szczochami jego psa. Ale dobrze prowadzi. 
- Zatem w porządku. 
Hanabi z jednej strony się ucieszyła otrzymując zgodę na wybranie instruktora, a z drugiej trochę ją zniesmaczyła historia ze szczynami. Koniec końców starała się sądzić, że to tylko głupi żart Nejiego... To w sumie byłoby całkiem w jego stylu. Ale on był taki poważny…

O czwartej nad ranem zaczął dzwonić telefon, który wybudził osoby w pomieszczeniu ze swojego stałego snu. Hinata zaspanym wzrokiem sięgnęła ręką po komórkę swojego chłopaka i mu ją podała. Naruto nawet nie zerknął na wyświetlacz, jego światło tylko drażniło oczy. Odebrał.
- Kim jesteś i czego chcesz…? – Bąknął bez przejęcia.
- Cześć Naruto.
- Hm? – Otworzył oczy. – Gaara?
- Śpisz? – Naruto zmrużył oczy, zmusił się do spojrzenia na wyświetlacz i westchnął ciężko.
- O czwartej rano…? – Zapytał retorycznie. – Zwariowałeś? Śpiewam i tańczę…
- Nie mogę spać. Nie pozwala mi… - Naruto już miał zareagować jakimś bezmyślnym komentarzem. – Mam chyba nawrót. – To zdanie całkowicie wybudziło Naruto, podniósł się do siadu.
- Od kiedy….?
- Kilka dni. – Naruto przeklął pod nosem i w jednej chwili wyszedł z łóżka na poszukiwania jakichś w mirę czystych ubrań. Hinata obserwowała jego poczynania leżąc w łóżku.
- Dlaczego nie mówiłeś od razu?
- Sądziłem, że sam temu sprostam. No i nie chciałem ci się wpieprzać w życie… Hinata do ciebie przyjechała w końcu.
- Zrozumiałaby… Kontaktowałeś się z Yashamaru? – Zapytał Naruto, wkładając spodnie.
- Nie.
- Super… gdzie teraz jesteś? W domu? – Kiedy miał się właśnie rozejrzeć za bluzką, Hinata miała już dla niego wszystko przyszykowane. Gaara przytaknął niemrawo. - Ok, zaraz u ciebie będę. 
- Twoja dziewczyna mnie zabije. 
- Lepiej ona, niż ty sam... - odrzekł szybko. Po chwili jednak zastanowił się nad tym co powiedział. - Czekaj, głupio zabrzmiało. 
- Cały ty. 
- Chodziło mi, że jej bym to wybaczył, a tobie nie…
- Nawet nad ranem bywasz całkiem miły…
- Dobra, zamknij się i czekaj na mnie. - Nakazał Naruto i rozłączył się. - Hinata... 
- Rozumiem Naruto. Nie zapomnij o egzaminie. 
- Pamiętam, nawet mam na telefonie ustawioną przypominajkę. - Wyszczerzył się. - Postaram się jeszcze wrócić po buziaka na szczęście. 
- Ani się waż ryzykować! - Burknęła Hinata, po czym wpiła się w usta swojego mężczyzny. – Powodzenia. Pozdrów ode mnie przyjaciela.
Naruto przytaknął z uśmiechem. Jego dziewczyna była aniołem. Mężczyzna obiecał wrócić od razu po zdaniu egzaminu, ale Hinata postanowiła przed samą sobą, że sama się do niego wybierze. Z pomocą Temari lub google maps. Po chwili wróciła do łóżka.

4 komentarze:

  1. Jako pierwsza zostawiam tu swój jakże zacny komentarz. Rozdział świetny ;)

    OdpowiedzUsuń
  2. Dziękuję dziękuję bardzo za rozdział. Na łóżku przepraszam, że raz piszę z anonimowego a raz z konta ale dzisiaj konto odmówiło mi posłuszeństwa (tak na serio zapomniałam hasła) xD Rozdział jest zajebisty. Czyżbym wyczytałam podtekst hentai??? xD Naruto mam ochotę mu przywalić rani Hinata prawie na każdym kroku. Ciota i gnój. xD pozdrawia ertyboy12

    OdpowiedzUsuń
  3. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  4. Czemu żeś do mnie nie napisała że nowy rozdział? Mogłabym to cudo przeczytać wcześniej ;-;
    Z góry przepraszam za dziwne slowa albo coś, ale jestem na telefonie (autokorekta sobie ze mnie kpi)
    Niezły opierdziel Naruto dostał od swojego ojca, ale się nie dziwię. Powinien w końcu stać się chociaż trochę bardziej dojrzały, zachowuje się gorzej niż ja z 7 lat temu XD
    Swoją drogą niezbyt podoba mi się, że Naruto z Hinata się trochę coś poklocili e.e nie lubię o tym czytać, bo normalnie mi się smutno robi huh
    Park z trampolinami genialny, sama miałam się do takiego udać, ale jakiś czas po umówieniem się z koleżanką skręciłam nogę oops
    Naruto to taka sama ciamajda jak ja :^
    Interesuje mnie bardzo sytuacja z Gaarą, masakra jeśli chodzi o jego chorobę. Strasznie mu współczuję, dobrze, że ma takiego wspaniałego przyjaciela (który mam nadzieję nic nie zepsuje)
    A ta Yukie to niech se lodówkę kupi ;-;

    Powodzenia w dalszym pisaniu!
    Chyba do końca życia będę uwielbiać twoje opowiadania :D

    OdpowiedzUsuń