Ariana | Blogger | X X

3 lis 2017

ROZDZIAŁ #16

 Trasa ze studiów do domu Naruto trwała kilka godzin. Naruto za namową Hinaty i Gaary dodatkowo sobie wypoczął przez co wyjechali po południu. W samochodzie blondyn dobrze zapoznał przyjaciela ze swoją dziewczyną. Czuł się o wiele lepiej, chociaż Hinata nadal uważnie na niego patrzyła. W czasie jazdy zrobili tylko jeden postój, w czasie, którego skorzystali z toalet.
 - Jak chcesz, to mogę poprowadzić. – Zgłosił się Naruto.
 - Nie chcę. – stwierdził Gaara.
 - Na pewno? Nie wyglądasz za dobrze… Spałeś coś w ogóle ostatnio?
 - Z nas dwóch to ty ostatnio zemdlałeś. – stwierdził wzruszając ramionami. – Wolę nie ryzykować powtórki i kasacji samochodu.
 - I tak ryzykujesz, że zaśniesz i sam skasujesz auto. – Burknął Naruto.
 - Ta. Pozwolisz, że sam zrobię stłuczkę swojej Mercedes?
 - To Toyota…
 - Jeszcze słowo, a z nami nie pojedziesz.
 Naruto tylko pobuczał pod nosem, a potem do samochodu weszła Hinata i mogli ruszać. Nie było opcji, aby Gaara przysnął z Naruto jako pasażerem. Ten jak nie gada, to się wydziera jako chór w piosenkach. Po dodatkowych godzinach dotarli do miejscowości Naruto. Kierowa zaparkował przed bramką wyjazdową domu. Zapewne nie wolno było tego robić, ale i tak Gaara zamierzał niedługo odjechać do starszego brata.
 - Mamo! – Krzyknął Naruto od razu, gdy wszedł do środka. - Mamo gdzie jesteś? To ja, mamo!
 - Kto to się tak wydziera? - Zapytała starsza kobieta, wychodząca z kuchni.
 - Babciu, gdzie jest mama? - Wznowił pytanie Naruto. Hinata przez obiegające ją spojrzenie staruszki, ukłoniła się na powitanie.
 - Mamusia śpi w pokoju, Menmo.
 - Jestem Naruto... Nieważne, pójdę do niej. Ach, babciu, to jest Hinata, a to Gaara... Są bardzo głodni.
 - O matko bosko! Chodźcie dzieci, chodźcie, jeszcze nam zostało trochę obiadu.
 - Ja podziękuję, ale...
 - Podziękujesz, jak skończysz.
 Gaara z miną skazańca ruszył więc za Hinatą do kuchni. Nie chciał jeść, tylko odjechać do domu. Naruto ruszył schodami na górę i śmiało wkroczył do sypialni rodziców. Trochę się rozczarował nikogo w niej nie zastając, podszedł do drzwi od łazienki i do nich zapukał.
 - Mamo, jesteś tutaj?
 - Naruto...? Kochanie, co tutaj robisz? - Jej syn nic nie odpowiedział, zamiast tego mocno ją do siebie przytulił. Kushina była mimo wszystko tym zaskoczona. - Co się stało, Żabko?
 - Rozmawiałem z tatą. Wiem o wszystkim. - Po tych słowach oczy Kushiny mimowolnie się zaszkliły. - Będzie dobrze, mamo.
 - Tak, tak, wiem.... Tylko z tego powodu przyjechałeś? A studia?
 - Mam trochę inne priorytety.
 - Tata będzie zły.
 - Ja też jestem. Za to, że go przy tobie nie ma. - Burknął Naruto. - Serio, w takim momencie nawet praca go nie tłumaczy.
 - Właściwie to nie chciał jechać. W porządku, to ja nie chciałam go w domu. - stwierdziła kobieta, siadając na łóżku. Naruto dołączył.
 - Jak to? Dlaczego?
 - Ponieważ... Po prostu nie mogłam znieść jego spojrzenia...
 - Spojrzenia? Chcesz powiedzieć, że tata cię obwinia za...
 - Nie, nie, nie, nie. Nic z tych rzeczy. Chodzi o to, że czuje się zawiedziony... Tak się cieszył z dziecka... A ja je tak głupio straciłam. - podsumowała Kushina, zanosząc się szlochem.
 - Mamo...
 - Tata na początku był sceptycznie nastawiony do ciąży, a kiedy w końcu się przekonał, to... to ja...
 - Co ty? To nie twoja wina, mamo...
 W jednej chwili stracił swój dar gadania, bo nie wiedział co powiedzieć. Wszystko co chciał powiedzieć było w tym momencie dość nieodpowiednie. Natomiast jedno spojrzenie na smutną mamę i on też był smutny.
 - O rany, już wiem! Dlaczego wcześniej na to nie wpadłem?
 - To znaczy...?
 - Zostań tutaj, zaraz wracam.
 Oznajmił Naruto, zostawiając mamę samą w pokoju. Zszedł na dół, tam gdzie znajdowała się Hinata. Towarzystwo babci Naruto było bardzo krępujące, zarówno ona, jak i Gaara cieszyli się, że nie są z nią sam na sam. Była to typowo wiejska babinka, która aż pachniała taką typową wsią.
 - I jak? Smakuje wam?
 - Umm... Bardzo dobre...! - Wysiliła się Hinata, choć z trudem w ogóle przełykała te papkę. – Babcia Naruto z uśmiechem wysłuchiwała pochwał, spojrzała wyczekująco na Gaarę.
 - Cóż... No... Powinna pani otworzyć restaurację... - powiedział bez przekonania.
 - Jestem szefem stołówki dla bezdomnych. - pochwaliła się kobieta.
 - Biedni ludzie. To jak skopać leżącego. - skomentował z uśmiechem Gaara.
 - Masz rację. Nie dość, że biedni to jeszcze bez domu... - westchnęła babcia. Gaara nie miał tego na myśli, ale lepiej, że zrozumiała w ten sposób. - Jesteś bardzo chuda. Naprawdę jesteś dziewczyną Menmy?
 - Naruto. Jestem dziewczyną Naruto.
 - Tak, tak. Mi się mylą ich imiona. Tak, ten drugi łobuz ma nieślubne dziecko... Mimo wszystko myślałam, że Narucio znajdzie sobie taką, co lubi jeść.
 - Ale ja...
 - Hinata, potrzebuje cię. - Wtrącił się Naruto, wchodząc do jadalni. - Pozwolisz?
 - Eee, tak, jasne. - skinęła głową czym prędzej wstając od stołu. - Już idę.
 - Pójdę z wami. - Zgłosił się Gaara.
 - Po co? Jesteś zbyteczny, zostań z babcią.
 - Naruto!
 - No co?
 - JESTEŚ PEWNY? - dopytał Gaara z naciskiem. Nie chciał zostawać z tą kobietą i tym jedzeniem.
 - No. Chodź Hinata.
 - O co chodzi? Rozmawiałeś z mamą? - Zapytała, gdy byli już tuż przy schodach.
 - Zacząłem i zdałem sobie sprawę, że nie podołam w takim temacie. Ale kobieta z kobietą chyba da radę.
 - Mam z nią porozmawiać?
 - Proszę! Mogłabyś to dla mnie zrobić?
 - Sama nie wiem czy się uda...
 - Tylko spróbuj.
 Wtem drzwi mieszkania się otworzyły i wszedł przez nie rudawy pies obszczekując nowe, aczkolwiek znajome zapachy w domu, oraz starszy mężczyzna lekko już posiwiały.
 - Hej, dziadku! - Zawołał Naruto.
 - Naruto, mój ukochany wnuczek!
 - Też tu jesteś?
 - Babcia się robi zazdrosna na starość. Nie mogłem ani zostać sam w domu, ani przyjechać sam do was. A ta panienka za tobą, to...?
 - Hinata. Moja przyszła, piękna żona.
 - Zawstydzasz mnie, Naruto. – stwierdziła zarumieniona. - Miło mi poznać.
 - Mnie również. Jestem ojcem, ojca Naruto. Czy mógłbym go pożyczyć? Potrzeba mi kogoś do pomocy w przeniesieniu toreb z zakupami.
 - Umm... - Hinata spojrzała pytająco na swojego partnera.
 - Gaara, chodź tu, stary! Mój kumpel ci pomoże, dziadku.
 - Jestem. - powiadomił, pojawiając się błyskawicznie przy Naruto. - Co jest?
 - Pomożesz mojemu dziadkowi? Dzięki, jesteś najlepszy!
 - Ale ja... Eh... - naburmuszył się, odprowadzając wzrokiem parę. Staruszek uśmiechnął się uprzejmie. - W czym mogę pomóc?
 - Chodź na dwór synu. - Zaczął wychodząc z Gaarą na zewnątrz. - W tym wieku dysk człowiekowi wypada i nie mogę wyciągnąć z bagażnika zakupów. A musiałem zaparkować dalej, bo jakiś palant stanął, blokując wjazd przez bramę. - Staruszek wskazał na winny pojazd, o którym mówił. - Jak się właściwie nazywałeś?
 - Palant. To znaczy Gaara. Ale palantem też jestem. - Stwierdził, wyciągając z kieszeni klucze. - Przestawię samochód... Jadł pan hamburgery?
 - Czuć...? Cholera, tylko nie mów mojej żonie. -  Gaara uśmiechnął się lekko.
 - W schowku mam miętówki.
 Zasugerował starszemu mężczyźnie doskonale go rozumiejąc. Sam miał po tym zaserwowanym obiedzie ochotę na jakiegoś fast-fooda. Odpalił samochód i wtedy zauważył w wozie niski poziom paliwa, zawołał do mężczyzny, że pojedzie na stację paliwową, a wtedy Naruto wyszedł z mieszkania. Czym prędzej podszedł do Gaary.
 - Czekaj, gdzie ty jedziesz?
 - Na stację benzynową. Zauważyłem, że nie mam paliwa. Po drodze pewnie skoczę na jakiegoś kebsa czy coś.
 - Mogę jechać z tobą?
 Gaara się zgodził, ale już po minucie pożałował tej decyzji. Został wykorzystany do zrobienia kilku spożywczych zakupów, o których zapomniał dziadek Naruto. A raczej do służebności jako kierowca. Po dowiedzeniu się o planach Gaary, przyjaciel przekonywaał go do pozostania z nim. Mając dość zgodzi się zostać na noc, ale to mu nie wystarczało. Chciał by został do końca tygodnia, a potem by wrócili razem na studia.
 Rozmowa ciągnęła się nawet, kiedy byli na stacji paliwowej. Gaara był nią taki znudzony, że nie słuchał przyjaciela tylko rozglądał się po okolicy. Przy sklepie zaparkował samochód, a wyszła z niego śliczna dziewczyna. Gaarze wyrwało się gwizdnięcie przez co i jego przyjaciel zwrócił na ią uwagę.
- Hej Samui! - Zawołał na powitanie Naruto. Dziewczyna spojrzała na niego, po chwili już go rozpoznając.
 - O. Witaj, sąsiedzie. Wykopali cię ze studiów czy co? -  Podeszła do towarzystwa. Gaara nie mógł oderwać od blondynki wzroku.
 - Nie. Przyjechałem do mamy.
 - Jak ona się czuje?
 - No... A wiesz co się stało? - Dopytał Naruto, nie chciał rozpowiadać wszystko wszystkim.
- Domyślam się, że poroniła. No i widziałam karetkę. - odpowiedziała. - To mała miejscowość i wszyscy myślą tak samo.
 - Jasne... W każdym razie, już jej chyba lepiej, zostanę parę dni, dopóki nie wróci tata.
 - Miło, pan Minato nieźle to wszystko przeżył. Zdaje się, że Menma nakazał mu na trochę od tego wyjechać. - oznajmiła Samui.
 - Co? Skąd wiesz?
 - Staram się z nim korespondować na mailu...
 W tym momencie Gaara odchrząknął głośno. On też tu był i chciał się zapoznać z kobietą,  a Naruto kompletnie olał jego jestestwo. Spojrzał, więc z Samui na przyjaciela i wtem sobie o nim przypomniał.
 - Racja. Samui, musimy już spadać, moja babcia pewnie się niepokoi o pomidory.
 - Nie ma sprawy. Wpadnę do was jutro po pracy.
 - Zajebiście. Trzymaj się.
 - Narka.
 Pożegnawszy się, odeszła do sklepu na stacji benzynowej, by zrobić szybkie zakrapiane zakupy. Gaara natomiast zmierzył wzrokiem swojego przyjaciela, Naruto machał ręką sąsiadce i dopiero  się na niego obejrzał.
 - Co...?
 - Gówno. - Burknął Gaara. - Miałeś mnie przedstawić.
 - Hm? A po co?
 - Bo jest ładna?
 - Czy ja wiem... - Zastanowił się na głos.
 - Masz Hinatę, więc inne cię nie obchodzą. - Burknął, przewracając oczami i wsiadł do samochodu. Naruto za nim.
 - Wiesz co? - Zaczął Naruto, zapinając pasy. W ogóle nie wywnioskował, że Gaara był na niego obrażony. - Zastanawia mnie czemu Samui ze mną nie koresponduje.
 - Jesteś niemożliwy...
 - Znaczy jaki?
 - Znaczy głupi i niedomyślny. - Naruto zastanowił się nad jego słowami.
 - To znaczy, ze wiesz czemu ona do mnie nie pisze maili?
 - Nie, kretynie. Chciałbym byś mnie poznał z Samui.
 - Poznał? Nie mogłeś tak od razu? - Naruto się naburmuszył. - Czy ty sądzisz, że ja ci czytam w myślach?
 - Jeb się. - rzucił Gaara, skupiając się na dowiezieniu ich dwójki do domu. - Jeszcze aktualne bym u ciebie został, póki oboje nie wrócimy na studia?
 - No. Skusisz się?
 - No.
 - Super. Dobry z ciebie kumpel. - Gaara wywrócił oczami lekko się przy tym uśmiechając.

Dzisiejszy dzień był dniem wolnym od pracy, nie przez święto czy weekend, a przez tak zwane L4, które wykorzystał Menma. Czy czuł się źle? Nie do końca, po prostu chciał spędzić ten dzień w domu z Izumi i trochę z Midori. To już jednak plan na późne popołudnie, kiedy wróci z zabawy urodzinowej swojej koleżanki. Pospał sobie do ósmej trzydzieści, co było rarytasem, potem śniadanie i spędzili z Izumi bardzo przyjemny czas na kanapie, a potem w łóżku. Tak czas zleciał do piętnastej. Mężczyzna pichcił dzisiaj obiad, lubił przebywać w kuchni i otaczać się zapachem przypraw.
- Menma... - Zaczęła cicho kobieta, wchodząc do kuchni.
- Co?
- Musimy porozmawiać...
 - Co się stało? - przerwał mieszanie łyżką w garnku i skupił wzrok na partnerce.
 - Usiądźmy dobrze? - Poprosiła zajmując miejsce przy stole. Menma skinął głową i usiadł naprzeciwko.
 - O co chodzi? - Widział, jak bardzo się denerwowała tą rozmową, otwierała usta od razu je zamykając i ciężko oddychała. Menma czuł, że ma to jakiś związek z Itachim i już był zirytowany. - Wysłowisz się w końcu?
 - Tak... - przytaknęła niepewnie i wyciągnęła dłoń na stół. - Jest wynik pozytywny. - Oświadczyła, odsuwając rękę z testu ciążowego.
 Menma z początku nie rozumiał tej wiadomości, spojrzał na wyłożoną przed nim rzecz i po zobaczeniu dwóch kresek, zdębiał. Szok nie pozwalał mu wypowiedzieć ani słowa.
 - Menma, błagam, powiedz coś...
 - Jest moje? - Zapytał automatycznie, bez zastanowienia. Szybko tego pożałował.
 - A kogo innego mi....? Ty mnie chyba nie podejrzewasz o zdradę? - Nie odpowiedział. - Menma!
 - Nie, oczywiście, że nie. Jestem skołowany i paplam trzy po trzy.
 - Rozumiem... Co teraz?
 - Musisz pójść do lekarza i się upewnić. Te testy - wskazał podbródkiem na przedmiot. - Nie dają stuprocentowej gwarancji. To może oznaczać co innego…
- Niby co?
- Infekcje dróg moczowych, jakieś niegroźne formy raka… albo to przez twoje leki nasenne lub zbyt prędkie wykonanie testu. – Menma wziął do ręki test. – Właściwie to ta druga kreska nie jest taka wyraźna…
- Skąd ty wiesz takie rzeczy? – Zapytała Izumi trochę podejrzliwie.
- Kiedyś o tym czytałem. – Odparł wymijająco. – Musisz pójść do lekarza.
 - Jasne... Jak dobrze, że zawsze zachowujesz zimną krew. - Oceniła, odetchnąwszy z ulgą. – Właściwie, to nawet jak jestem w ciąży...
 - Lepiej byś nie była. - Przetrwał Menma. - Moja mama dopiero, co poroniła. Nie zniosłaby tego.
 - No tak...
 Menma wstał od stołu i czym prędzej ruszył do kuchenki. Izumi uśmiechnęła się lekko. Również wstała, a po podejściu przytuliła się do pleców ukochanego.
 - Wiesz... Nie wiedziałam jak zareagujesz. W łazience uświadomiłam sobie, że nigdy nie rozmawialiśmy na temat rodziny jaką tworzymy.
 - Naprawdę?
 - Mhm. - Szarpnęła za jego bluzę, obracając w swoją stronę. - Co byś wolał? Chłopca czy dziewczynkę?
 - Izumi... - Przewrócił oczami.
 - No co? W sumie fajnie, że nadarzyła się okazja na ten temat.
 - Jest cudownie tak, jak jest. - powiedział obdarowując ją rozkosznym pocałunkiem.
 - No tak. Ale wiecznie tak przecież nie będzie.
 - Jak to?
 - No, bo ja bym chciała mieć jeszcze jedno dziecko. Niekoniecznie teraz, ale w przyszłości na pewno. - rzekła lekko się przy tym rumieniąc. Menma skinął głową i ściągnął z siebie jej dłonie, by wrócić do gotowania. - O co chodzi?
 - O nic.
 - Menma, nie znamy się od wczoraj. Widzę, że coś jest nie tak.
 - Prawdę mówiąc, to nie wiem czy chcę mieć z tobą dziecko.
 Oznajmił nie patrząc jej w oczy. Izumi cofnęła się o krok i oswajała ze zdaniem, które właśnie wypowiedział. Po chwili Menma się na nią obejrzał, a na zadowoloną nie wyglądała.
 - A co jest ze mną nie tak?
 - Z tobą? - Zdziwił się na to pytanie. - Nic.
 - Chyba jednak COŚ skoro akurat ZE MNĄ nie chcesz dziecka.
 - To nie tak. Ja z nikim nie chcę dziecka.
 - Więc dlaczego powiedziałeś "nie chcę mieć z tobą dziecka"?
 - Przejęzyczenie. Izumi, ja nie byłbym dobrym tatą i nie przepadam za dziećmi.
 - Midori nie jest wystarczającym argumentem na to, że pieprzysz bzdury?
 - To ty się z nią zawsze bawisz i spędzasz czas, no i Midi jest na tyle duża, ze śpi w oddzielnym pokoju i nie płacze w nocy.
 Izumi zastanowiła się dobrą chwilę nad tymi słowami, aż w końcu wyszła do przedpokoju i zaczęła się ubierać do wyjścia.
 - Gdzie idziesz? - Zapytał Menma.
 - Do mojego ginekologa. Mam nadzieję, że nie jestem w ciąży z facetem, którego tak naprawdę nie znam.
 - Nie przesadzaj.
 - Czuję się oszukana, Menma...
 - Przykro mi. - Te jedyne słowa, które padły z jego ust tylko pogłębiły w kobiecie złość. Szarpnęła klamkę, otwierając drzwi.
 - I słusznie. - zakończyła, trzaskając za sobą drzwiami.
 Menma westchnął ciężko, nie chciał jej wkurzać ani okłamywać. Nigdy nie oszukiwał Izumi, ona sama siebie oszukiwała, nie dopuszczając do siebie prawdy. Nigdy nie okazywał głębszych uczuć do Midori, wiedział jak się zawsze zachować, czy to była chora, czy smutna, ale nigdy ich relacje nie były ponad to. Dziewczynka doskonale wiedziała, że Menma nie jest jej tatą i nie okazywała mu szczególnych uczuć. Przynajmniej tak mu się wydawało.
 Mężczyzna ugotował obiad i skosztował swojej porcji, resztę pozostawił dla dziewczyn, gdy wrócą do domu. Ten czas ciszy i samotności sprawił, że zastanawiał się nad tą całą awanturą, a im więcej o niej myślał tym było gorzej. Złapał za telefon i zadzwonił do Sasuke. Odebrał może po czterech sygnałach.
 - Co?
 - Siema, co tam?
 - Hm, spałem. - stwierdził, przypominając przyjacielowi o różnicach czasowych. - Ale spoko, bo najwyraźniej usnąłem tam, gdzie nie powinienem.
 - W pracy?
 - Nie. W przyjemniejszych warunkach, ale nie powinno mnie tu być.
 - Domyślam się o jakich warunkach mówisz. - stwierdził Menma. - Iz zrobiła dzisiaj test ciążowy. Wyszedł wynik pozytywny.
 - To musiał być dla ciebie szok...
 - I był. Pokłóciliśmy się.
 - Brawo. -  Sarknął Sasuke. - Pewnie powiedziałeś, że nie chcesz dzieci,  a Izumi wręcz przeciwnie.
 - Mniej więcej. - Po tym zdaniu zaczął dzwonić telefon stacjonarny. - Zaczekaj chwilę.
 Podszedł odebrać drugi telefon, a dzwoniła kobieta,  która była mamą koleżanki Midi, u kórej ta była na urodzinach. Poinformowała o skończeniu zabawy i prosiła odebranie dziewczynki do domu. Menma zerknął na zegarek, to Izumi zawsze ją odbierała, ale najwyraźniej przedłużała jej się wizyta u lekarza. Poprosił ją tylko o adres.
 - Zaraz będę. - rzekł, odkładając jedną słuchawkę i przyciskając sobie do ucha drugą. - Sasuke, muszę kończyć.
 - O...
 Nawet nie wysłuchał odpowiedzi do końca. Poszedł do przedpokoju i czym prędzej się ubrał, by odebrać Midi.

 Następnego dnia rano Hinata przebudziła się w objęciach swojego chłopaka. Zgodziła się zostać na jedną noc, Gaara również. On spał na materacu, a przynajmniej takie sprawiał wrażenie. On także był powodem przebudzenia Hinaty, telefon ześliznął mu się z może piętnastu centymetrów na ziemię, robiąc trochę hałasu. Nie tak wielkiego, by obudzić przy tym Naruto.
 - Sorki. Nie chciałem cię obudzić. - usprawiedliwił się Hinacie.
 - Nic nie szkodzi. - Ziewnęła, rozciągając się. - Która jest godzina?
 - Szósta pięćdziesiąt. Śpij jeszcze..
 - A ty?
 - Ranny ptaszek ze mnie. - mruknął Gaara. Nie chciał mówić dziewczynie o swoich problemach z sennością.
 - Mam podobnie. Może nie tak wcześnie, ale gdy raz się obudzę, to ciężko mi potem zasnąć. - stwierdziła z uśmiechem. Właściwie to jeszcze nie miała okazji poznać bliżej żadnego z przyjaciół swojego chłopaka. Będąc z nim sam na sam. - Długo się znasz z Naruto?
 - Chodzimy razem na studia.
 - No tak. Głupie pytanie...
 - No, ale przyjaciółmi się staliśmy końcem pierwszego roku. Nie było to takie typowe.
 - Rozumiem o co chodzi... A... Mówi o mnie? - Zapytała lekko zawstydzona.
 - Bez przerwy. - odrzekł Gaara. - Ale nie pytaj mnie o co dokładnie.
 - Dlaczego?
 - Popadniesz w samozachwyt. - Mruknął Gaara i wstał z materaca na równe nogi. - Pójdę do kuchni zrobić sobie kawę.
 - Mogę do ciebie dołączyć?
 Dopytała Hinata, Gaara po dłuższej chwili, wciąż niepewnie skinął głową. Schodząc do kuchni nie spotkał nikogo po drodze, wyjątkiem było rude psisko, które tarasowało drogę u samego końca schodów. Gaara niezbyt chciał, aby dziewczyna przyjaciela mu towarzyszyła i nie dlatego, że jej nie lubił, tylko nie czuł z nią zbytniej więzi.
 - Jestem. - Zapowiedziała Hinata, siadając na krześle barowym w kuchni. - Kurama się nieźle rozłożył przy tych schodach.
 - Ta. Przez chwilę sądziłem, że to wypchany dywan. - stwierdził z uśmiechem Gaara. - Też ci nalać kawy?
 - Będę wdzięczna.
 Skinął głową i wyjął z szafki kubek. Wsypał do niego ziarna kawy i nalał wrzątek. Podziękowała mu i delektowali się napojem w ciszy. Gaarze to odpowiadało, Hinacie już nie bardzo. Czuła się tym skrępowana, z innymi potrafi milczeć, ale z tymi innymi jest na wyższym etapie znajomości.
 - Masz może Internet w telefonie?
 - Jasne, a kto nie ma? - odparł, wzruszając ramionami.
 - Ja jestem zacofana, jeśli chodzi o technologię, a chciałabym sprawdzić kursy autobusów.
 - Jasne... - odrzekł Gaara wygrzebując z kieszeni telefon i przekazując go dziewczynie.  - Będziesz wiedziała., gdzie naciskać?
 - Dobra, przesadnie mnie zrozumiałeś. Nie jestem AŻ tak zacofana…
 - Wiem, ja tylko... Eh, chyba nie potrafię z tobą za dobrze rozmawiać.
 - Dlaczego?
 - Sam nie wiem. Sztywno się przy tobie czuję. - odpowiedział, licząc na zrozumienie. Hinata odczuła jeszcze większą niezręczność. - Jedziesz do domu?
 - Do cioci.
 - Myślisz, że Naruto pozwoli ci pojechać samej? - Zapytał samemu w to nie wierząc.
 - Przecież nie ma samochodu.
 - Ale ma rower. - Zaśmiał się. - Ja bym nie ryzykował taką podróżą.
 - Naruto wie, że mam pojechać do ciotki. Hmm, jedyny autobus jest o jedenastej...
 - Przed obiadem. Szczęściara.
 Skomentował Gaara, widząc w garnkach na palnikach resztki wczorajszego dania. Aż w brzuchu mu się cofnęło. Hinata nie chciała pokazać niczego po sobie, ale na tą myśl jej ulżyło. Po chwili do kuchni wszedł dziadek Naruto, z którym naprawdę dobrze się im gawędziło. Po chwili weszła i żona staruszka.
 - Kushina znowu się załamała. - oznajmiła, po chwili zauważając młodych w kuchni. - O dzień dobry!
 - Dzień dobry.
 - Dobry. - mruknął Gaara. Kurama, który wszedł do pomieszczenia zanurzył pysk w misce z wodą, fundując sobie drapanie za uchem.
 - Pani Kushina nie zejdzie na dół? - Zapytała Hinata.
 - Nie sądzę. Chyba jeszcze nie jest gotowa na towarzystwo.
 - Pójdę do niej.
 - Zaczekaj, najpierw zrobię śniadanie. Potem będziesz mogła jej zanieść posiłek, w porządku? - Hinata skinęła głową.
 - Pomogę Pani.
 - To w takim razie., my zostawimy kobiety w kuchni i wyjdziemy z Kuramą? Ta ruda bestia chyba cię lubi. - Stwierdził staruszek.
 - Cóż, zasługa podobnego koloru sierści.
 Mężczyźni zaśmiali się lekko i wyszli na dwór z psem, gdy wychodzili za bramę od razu zostali zaczepieni przez blondwłosą sąsiadkę.
 - Dzień dobry.
 - A dzień dobry, dzień dobry. - mruknął starszy mężczyzna. - Przywitaj się ładnie.
 - Um, hej. - powiedział Gaara, unosząc nieznacznie dłoń. W tym samym momencie Kurama podszedł do kobiety obszczekując ją na powitanie.
 - Mówiłem do psa. - sprecyzował cicho staruszek. Gaara się zakłopotał odszedł kilka kroków w bok ze spuszczoną głową.
 - Kurama nie ma litości by ściągać pana z łóżka. - mruknęła Samui.
 - A panią kto ściąga?
 - Szef. Właśnie idę do pracy.
 - Żal puszczać panią samą. Może Gaara dotrzyma pani towarzystwa? - Zasugerował mężczyzna, wskazując na młodzieńca.
 - Spokojnie, to nie pierwsza taka moja eskapada. Życzę miłego dnia, do widzenia. Miło było cię poznać Gaara. - uśmiechnęła się i ruszyła naprzód.
 - Miłej pracy. - powiedział na odchodne.
 - Podoba ci się? - zapytał po chwili staruszek.
 - Jasne. Jest ładna.
 - To leć za nią i odprowadź do pracy.
 - Chciałbym proszę pana, ale sam bym się pewnie zgubił...
 Starszy mężczyzna zaśmiał się lekko pod nosem i to był jego całkowity komentarz do tej sytuacji. Nie spacerowali zbyt długo, Kurama nie był psem, który lubił wychodzić na zewnątrz bez powodu. W miarę szybko wrócili do domu, gdzie w salonie zastali wszystkie trzy bywalczynie domu, popijające ciepłą herbatę.
 - Dobry. - Gaara skinął głową na mamę przyjaciela.
 - Dzień dobry, Naruto wam nie towarzyszył?
 - To nie takie dziwne. - wzruszył ramionami. - Śpi jak zabity.
 - Powinniście pójść z nim w tej sprawie do lekarza. - oświadczyła babcia chłopaka. - Kto to widział tyle spać!
 - Jest jeszcze młody, potrzebuje dużo snu. - Bąknęła Kushina.
 - Nonsens. Jakoś nikt inny jeszcze nie śpi. Gaara, ile zazwyczaj sypiasz godzin?
 - Eee.... Ja się nie kwalifikuje do tych badań. Od dłuższego czasu cierpię na bezsenność, proszę pani. - odpowiedział uprzejmie.
 - Dlaczego? Coś cię trapi, skarbie, że nie możesz zasnąć? - Zapytała Kushina z troską. Gaara się zmieszał.
 - Nie chcę o tym mówić... - Hinata spojrzała na mężczyznę ze współczuciem. Ona wiedziała co mu dolega, ale nie mogła się z tym ujawnić.
 - Na bezsenność najlepszym środkiem jest dziewczyna w łóżku. - Dziadek Naruto poklepał go ze śmiechem po plecach.
 - No nie powiedziałbym...
 - Spróbujesz to się przekonasz.
 - To ja pójdę na górę obudzić Naruto. - oświadczyła Hinata.
 - Pomogę ci.
 Zostawili więc starszych i udali się po schodach na piętro. Weszli do pokoju, ale pierwsze co zrobili, to nie było obudzenie śpiącej królewny. Hinata spakowała się do torby i wdała się w rozmowę z Gaarą.
 - Długo już masz tą bezsenność? - Zapytała delikatnie, ale widziała, że nie chciał o tym rozmawiać.
 - Nie mówmy o tym, ok?
 - Um, a czy Naruto o tym wie?
 - Ta.
 - Mam nadzieję, że pomaga ci z tym walczyć.  - Uśmiechnęła się szczerze, na co odpowiedział podobnie.
 - Jak ten zauważy coś niepokojącego to łatwo nie odpuści... Obudzisz go?
 - Mhm. - Hinata usiadła na kraju łóżka i zaczęła lekko szarpać go zza ramię.  - Naruto, kochanie. Obudź się... Pora wstać... Naruto.
 - Hm? - Mruknął mężczyzna przez sen.
 - Musisz wstać, bo za półtorej godziny mam autobus. - powiadomiła Hinata. - Chyba, że mam odjechać bez pożegnania.
 - Mhmmm. - Hinata się skrzywiła na tą odpowiedź. Gaara posłał jej uspokajające spojrzenie.
 - Może spróbuj go pocałować, to zawsze działa.
 - Próbowałeś już? - zapytała z uśmieszkiem.
 - Tak... Ale nie z Naruto. - dodał, pojmując żart. - No dalej, nie będę patrzył.
 - A patrz sobie.
 Wzruszyła ramionami po czym nachyliła się do twarzy swojego chłopaka, składając mu na ustach słodki pocałunek. Mężczyzna jednak zareagował na niego z niezadowoleniem. Po omacku wyszukał twarzy Hinaty i ją odepchnął.
 - Bleee! Zjeżdżaj, Kurama... Głupi pies... - Gaara nie mógł się powstrzymać od parsknięcia śmiechem.
 - No ja bym się na twoim miejscu zastanawiał czy aż tak ślinię przy pocałunkach. - Nabijał się. Hinata naburmuszyła się lekko i z urazą spojrzała na śpiącego Naruto.
 - Głupi chłopak...
 - Sama takiego wybrałaś.
 - Tia. Moje szczęście w nieszczęściu. - uśmiechnęła się do siebie, przeczesując palcami czuprynę Naruto.
 - Obudziliście go?  - Zapytała Kushina, wchodząc do pokoju. Westchnęła widząc syna w łóżku. - Kto chce ramen?
 - JA!!!! - Zawołał Naruto natychmiast podnosząc się z łóżka. Przy okazji strącił z niego dziewczynę. - Ups. Cholera, przepraszam cię.
 - Jesteś nienormalny... - Burknęła Hinata, podnosząc się z ziemi.
 - Właśnie. - Zgodził się Gaara. - Ramen na śniadanie. - Wskazał palcem na swoje czoło. - Tu se puknij.
 - Chciałbym, ale stoisz za daleko...
 - Nie kłóćcie się. Wstawaj Naruto, śniadanie czeka na waszą trójkę. - powiadomiła Kushina, posyłając wszystkim uśmiech i wychodząc z pokoju. Gaara szybko dołączył do kobiety.
 Naruto z trudem wywlókł się z łóżka i podszedł do komody wyciągając z niej ubrania i bez krępacji rozbierając się przy Hinacie. Spoglądała na niego nad czymś się zastanawiając.
 - Czy ja bardzo ślinię, kiedy się całujemy?
 - Co?
 - Ślinię, gdy się całujemy?
 - Nie wiem. Chyba każdy ślini, jak używa języka. - Naruto wzruszył ramionami, zapinając sobie spodnie.
 - A w takich bez języka ślinię?
 - Eee... Zaczekaj, sprawdzę. - powiedział i ujął twarz dziewczyny. Wpił się w jej wargi sycąc się delikatnymi pocałunkami. - Nie, nie ślinisz. Skąd to zainteresowanie?
 - Lepiej byś nie wiedział.
 - Kochanek skrytykował twój styl całowania? - Zaśmiał się Naruto.
 - Gorzej. Pocałowałam go w czasie snu, a on pomyślał, że to jego pies, Kurama. - Wyjaśniła Hinata, a jej partner zdębiał na dobrą chwilę.
 - A to dupek.
 - Tak, to było niewłaściwe.
 - No debil, ale wiesz co?
 - Hm?
 - Powinnaś mu wybaczyć. - Hinata parsknęła śmiechem, nie wytrzymując już powagi. - Idziemy na dół?
 - Mm. Ale Naruto,  o jedenastej mam autobus. Mówiłam ci, że jadę do cioci. - Dodała nim powiedział cokolwiek.
 - No skoro wolisz z nią spędzać czas, niż ze swoim chłopakiem...
 - Już się zgodziłeś, nie graj mi teraz na uczuciach. - Bąknęła Hinata.
 - No dobra, ale nie podoba mi się twój środek transportu... Może Gaara mi pożyczy samochód...
 Hinata przewróciła oczami, ujęła rękę Naruto i zeszła z nim do reszty towarzystwa. Mężczyzna od razu podbił do Gaary w sprawie samochodu, ale wiedział po jego minie, że prosi o zbyt wiele.
 - Dlaczego nie pożyczysz samochodu taty? - Dopytała Kushina. - Nie ma go, a auto stoi w garażu.
 - Z tatą wolałbym nie zadzierać... - Bąknął Naruto. Jego dziadkowie się zaśmiali.
 - Twój tata nie miał takich zahamowań. Czego by nie zrobił dla twojej mamy. Nawet wymknął się w nocy z domu i ukradł mi samochód!
 - Serio? - Naruto spojrzał na swoją mamę, która z rumieńcem na policzkach jadła śniadanie.
 - Wcale nie ukradł tylko pożyczył. Rano go odstawił w idealnym stanie. - Dodała znacząco babcia chłopaka.
 - Powtarzam, że moje poprzednie stłuczki nie były moją winą! - powiedział głośno Naruto.
 - Nie krzycz. - upomniała Hinata. - Mówiłam ci, że pojadę autobusem.
 - Ale...
 - Naruto! Nie osaczaj tak Hinaty. Niech robi co chce. - Upomniała Kushina.
 - Dziękuję.
 - Proszę. O której masz autobus?
 - O jedenastej.
 - Och! Tak wcześnie...? Z drugiej strony może lepiej będzie, jak mówił Naruś. Chociaż zjesz obiad.
 Tym razem to on się uśmiechnął, bo wyszło po jego myśli. Naruto cmoknął wesoło w policzek skołowaną Hinatę i zaczął zajadać śniadanie. Gaara przekręcił lekko głową było wystarczającym komentarzem.

 Kilka godzin później, ale na innej strefie czasowej był dopiero ranek. Menma przygotował na śniadanie naleśniki, które postawił na stole w kuchni. Dla urozmaicenia porcję Midori wysmarował czekoladą w uśmiechniętą buzię.
 - Midi, umyj rączki i chodź na śniadanie.
 - Dobrze!
 Posłusznie zostawiła zabawki na podłodze i pobiegła do łazienki. Menma nie podszedł za nią, ale uważnie się przysłuchiwał czy na pewno robi to, co powinna. Po chwili usłyszał też drzwi frontowe, przez które z pewnością weszła Izumi po swojej całonocnej nieobecności.
 - Umyłam. - Pochwaliła się Midori, wyciągając do mężczyzny dłonie. - Świetnie. Przybij piątkę.
 - Mamusia! - Zawołała dziewczynka, ignorując piątkę z Menmą. Izumi przykucnęła, aby przytulić córeczkę. - Gdzie byłaś? Menma zawiesił na lodówce mój obrazek.
 - Dobrze, kochanie. Zaraz przyjdę zobaczyć. Muszę porozmawiać z Menmą, więc się pobaw.
 - Najpierw zjedz śniadanie. - Wtrącił mężczyzna.
 - Dobrze. - Przytaknęła dziewczynka i weszła do kuchni. - To z buzią jest moje?
 - Tak.
 - Śmieszne. - skomentowała wesoło. Menma się skrzywił, znał swój poziom umiejętności plastycznych, ale krytyka z ust czterolatki sprawiła, że chyba i tak za wysoko się cenił.
 - Przepraszam Menma. Nie wzięłam ze sobą telefonu, a przenocowałam u koleżanki... Musiałam sobie wszystko przemyśleć... Lekarz powiedział, że nie jestem w ciąży.
 - Wiem.
 - Wiesz? A skąd...?
 - Twoja "koleżanka" do mnie zadzwoniła. - Wyjaśnił Menma, a Izumi zagryzła wargi. - Podobno zdecydowanie za dużo wypiłaś i poszłaś do swojego byłego męża.
 - Do niczego między nami nie doszło. - usprawiedliwiła się szybko.
 - Izumi... Zróbmy sobie przerwę.
 - Co?
 - Przemyśl sobie w tym czasie czy nie wolisz wrócić do Itachiego.
 - Nie chcę. Menma, ja wiem, że nie chcę. Nie muszę się nad tym zastanawiać.
 - Dlatego to do niego poszłaś w nocy. - Sarknął Menma. - Zastanów się jeszcze nad przyszłością. Chcesz mieć dzieci, ja nie chcę, nie jestem na nie gotowy, mogę być za dziesięć lat. Pytanie czy chce ci się tyle czekać... Za trzy dni wylatuje do domu. Nie będzie mnie tydzień.
 - Nie możemy po prostu porozmawiać?
 - Możemy, mamy na to trzy dni.


3 komentarze:

  1. Super Nowy rozdział wyszedł tobie bosko :-) pozdrawiam i czekam niecierpliwie na następny

    OdpowiedzUsuń
  2. Hejka! Rozdział super aczkolwiek wkradło się kilka literówek. I jest mała nieścisłość a mianowicie Itachi mieszka w Japonii z Naruto więc raczej Izumi nie mogła go odwiedzić będąc w USA albo ja coś źle zrozumiałem. Haha Fabuła świetna ale zabrakło mi trochę czułości w tym rozdziale jest taki suchy. No nic czekam na rozdział.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hejo :)
      Itachi, wybył na trochę za granicę, by pospędzać czas z córką. Było wspomniane, że jest za granicą, ale na szerszą informację na ten temat nie miałam okazji napisać, ale w następnym rozdziale postaram się upchnąć ;)
      Nie ma czasu na czułości! :P

      Usuń